Tereny Valfden > Dział Wypraw
Boski ÂŻigolo na Zuesh
Adaś:
Słysząc wołanie strażnika o wciąż żyjącym Zanteshu, porzuciłem swą obserwację dachów i szybko przyskoczyłem do niego. Jakieś podstawy pierwszej pomocy znałem, a do tego ostatnio je ćwiczyłem na rannych bękartach. No ale jak zwykle brakowało czegoś do dezynfekcji rany, oraz znieczulenia dokto.... pacjenta!
Szybko rzuciłem okiem po czym powiedziałem do jednego ze strażników:
-Potrzebuje na szybkości rozgrzany do czerwoności sztylet, tylko ja najwęższy! I przy okazji zawołajcie medyka z prawdziwego zdarzenia.
Po czym zacząłem uciskać ranę, aby jak najmniej krwawiła. Póki nie miałem sztyletu nie miałem nawet po co wyciągać bełtu, tylko bym otworzył ranę i wzmocnił krwawienie. A do tego istniało ryzyko że jakiś ważny organ został uszkodzony i może dojść do obfitego krwawienia wewnętrznego..
Hagmar:
Na twe i pacjenta szczęście szybko przybiegli medycy z pobliskiego szpitala, Zantesha wyniesiono na noszach.
W drzwiach stanął wielki i groźny kocur.
- A ty coś za jeden? Myślałem że człowieki odpłynęły.
Adaś:
-Jak widzisz ja zostałem! Zwie się Adamus Roydil, miło mi Cię poznać
Hagmar:
- Szablozębny, dowódca wojsk obrony stolicy. Radze Ci wracać do jakieś karczmy i nie przeszkadzać nam w pracy. Zantesh się "przewrócił" czy to jasne?
Adaś:
-Dobrze!-Powiedziałem i zasalutowałem przy tym, zbyt długo służyłem w Służbach Specjalnych(oficjalnie czynie oficjalnie) żeby wiedzieć że takie słowa nie są rzucane na wiatr. Również wiedziałem że nie ma co próbować się teraz dostawać do ważnych person, a dlaczego? Odpowiedź jest prosta, ten zamach na pewno wprowadził teraz takie zamieszanie, że nikt nie będzie miał czasu na rozmowy z "obcym". Dlatego postanowiłem pospacerować po mieście...no może nie do końca bo jak tylko opuściłem budek, to postanowiłem udać się na dach z którego strzelano. Ot tak z ciekawości...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej