Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ktoś śmiał mnie okraść!
Funeris Venatio:
--- Cytuj ---Możesz raz na post podciągnąć przeciwnika lub sprowadzić do stanu spoczynku obiekt do 90 kilogramów z odległości 2,5 metra.
--- Koniec cytatu ---
Evening nie wiedziała jaka jest dokładna odległość dzieląca ją od staruszka siedzącego za ladą. Można jednak z całą pewnością domniemywać, że było to więcej niż dwa i pół metra. Skąd takie przypuszczenia? Ano takie, że raczej nikt nie montuje lady zaraz koło drzwi, chociażby dlatego, żeby taki pierwszy lepszy złodziejaszek po wejściu bocznym wejściem nie miał dostępu do całej zgromadzonej gotówki. Dwa i pół metra to też odległość tak niewielka, że po otworzeniu drzwi zostałoby naprawdę mało miejsca między nimi, a ewentualną wspomnianą wcześniej ladą sklepową. Pani paladyn nie zadała sobie trudu dokładniejszego przyjrzenia się otoczeniu, by zorientować się w odległości. Dlatego też, łącząc wszystkie czynniki ze sobą, staruszek został pchnięty telekinetycznym impulsem. Stracił równowagę na swoim krześle, ale na pewno nie poszybował w magiczny sposób do panny Antarii. Taka sztuka się nie udała. Spadł więc ze swojego zydla krzycząc przeciągle, kuszę zostawiając na blacie. Oczywistym jest, że cała akcja z przebijaniem serca i wychodzenia z lokalu raczej nie miała miejsca.
//Lepiej doprecyzować następnym razem tak kluczowe sprawy. Wystarczy zadać pytanie. :)
Evening Antarii:
Telekineza nie zadziałała... niestety. Najwidoczniej nie wzięła wszystkiego pod uwagę, tak jak powinna. Postanowiła to odkręcić w inny sposób, niż planowała wcześniej.
Udała zdziwioną i z troską podbiegła do staruszka, Na pewno poczuł szarpnięcie, ale był w podeszłym wieku i mogła to być zwykła utrata równowagi. -Nic się panu nie stało? Zasłabł pan?-ujęła go pod ramię, badawczo spojrzała na twarz.-Proszę sobie usiąść... Przynieść coś panu, czy sam sobie pan poradzi?... Pierwszy raz panu się tak zdarzyło? Być może to jakieś niepokojące oznaki choroby?...- pomogła mu usiąść z powrotem na krześle. -Chyba teraz powinno być lepiej, prawda?- uśmiechnęła się miło, tak dla niepoznaki.
Funeris Venatio:
- Co... Co to było? - Kupiec rozmasowywał obolałą głowę, odgarnął z twarzy kosmyki siwych włosów, które starannie pielęgnował. Oparł się o blat swojej lady, spojrzał dziękczynnie na panią paladyn i jednym szybkim gestem sięgnął do swojej kuszy. Zwolnił blokadę i rozbroił śmiertelne urządzenie. To w końcu rycerstwo Bractwa ÂŚwitu, nie grozi mu nic z ich strony. Oni są tutaj po to, by pomagać, chronić słabszych i tych, którzy tak jak on nie mają już sił by samemu odeprzeć wszystkie ataki.
- Dziękuję za pomoc, powinno być już dobrze.
Evening Antarii:
-Szczerze? Nie mam pojęcia... W pana wieku zdrowie płata figle... Proszę dużo odpoczywać. Ja muszę już niestety iść, gdyż mam jeszcze sprawy do załatwienia. Miło było pana poznać! Miłego wieczoru- i poszła sobie, zamykając za sobą drzwi. Jeszcze trzymając klamkę, odetchnęła głęboko.
Swe kroki skierowała do środkowych drzwi, które spróbowała otworzyć... telekinezą.
Funeris Venatio:
Zamek puścił.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej