Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ktoś śmiał mnie okraść!
Evening Antarii:
Nazwa wyprawy: Ktoś śmiał mnie okraść!
Prowadzący wyprawę: Funeris Venatio
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: chęć awansu na świętego mściciela Bractwa ÂŚwitu, ale niemożność dokonania tego ze względu na brak talentów
Uczestnicy wyprawy: Evening Antarii
Dzielnica obywatelska była dużo spokojniejsza od ciemnego podgrodzia i o niebo od niego lepsza pod kilkoma względami. Po pierwsze - zapach już nie dokuczał, a ścieki nie płynęły ulicami niczym małe strumyki. Po drugie - wokół nie kręciło się grono podejrzanych i niezbyt schludnych gości szukających zaczepki czy łatwego grosza. Po trzecie - teraz była sąsiadką zacnego towarzystwa zasłużonych i uczciwych obywateli Valfden.
Dwupiętrowy dom przy jednej z bogatszych ulic prowadzących gdzieś na plac wypełniony straganami, zdawał się idealnym miejscem do zamieszkania dla kogoś takiego jak Eve. Wszędzie blisko a okolice wypełniał przyjemny miejski gwar. Okolica sprzyjała spacerom i rozwijaniu życia towarzyskiego.
Dziewczyna robiła ostatnie porządki po niedawnej przeprowadzce. Pozostało jeszcze zaplanować szczegóły takie jak ułożenie kolorowych poduszek na kanapie czy zaplanowanie kompozycji obrazków na ścianie. Rozpaliła w kominku, by w ostatnich porządkach towarzyszyło jej trzaskanie ognia. Evening ustawiła na parapecie drobny, kwitnący kwiatek, odsunęła się na pewną odległość i rozejrzała po salonie... Tak, zdecydowanie w jej guście.
Funeris Venatio:
Piękny widok. Evening wyraźnie pamiętała, że na komódce z jasnego dębu przed paroma minutami postawiła pudełeczko, w którym znajdował się akt nadania gminy Afers wraz z wszystkimi miastami, wioskami, strażnicami i innymi ośrodkami handlu, które znajdowały się w obrębie kolonii karnej Mor Andor. To dzięki temu skrawkowi pergaminu jej kiesa powiększała się tygodniowo o niemałą wcale wartość w srebrnych grzywnach. Zaniepokojona rozejrzała się wokół, lecz nie zobaczyła nigdzie drewnianego pudełeczka. Na piętrze coś upadło z hukiem. Przypadek? Nie sądzę.
Evening Antarii:
Coś było nie tak. Ale to nie ozdoby na kominku stały krzywo... Na komodzie brakowało czegoś bardzo ważnego. Evening wolała nie panikować tak od razu, może przestawiła pudełeczko gdzieś indziej, a teraz po prostu zapomniała gdzie? Czasem się tak zdarza, że w natłoku różnych dopiero wypakowanych przedmiotów, drewniane puzderko mogło się zawieruszyć. Na żadnej innej szafce czy w szufladzie nie było jednak zguby. W tym momencie usłyszała niepokojące odgłosy dochodzące z góry. Więc tak witała ją nowa dzielnica?...
Ruszyła na górę po ciemnych masywnych dębowych schodach. Po chwili znalazła się na piętrze; była ciekawa co mogło tak nagle spaść czy się przewrócić.
Funeris Venatio:
Okno w krótkim holu wychodzące na niewielki park było otwarte, chociaż Evening wyraźnie pamiętała, że zamykała je wcześniej. Mieliśmy w końcu hemis, było zimno, a pomieszczenia nie wymagały jeszcze porządnego wietrzenia. To właśnie na parapecie przy tym oknie dziewczyna znalazła rozbitą doniczkę z kwiatkiem, który tak bardzo mocno jej się podobał.
Evening Antarii:
Nieduży korytarz cały wypełnił się chłodnym nieprzyjemnym powietrzem. Przecież nie otwierała okien, chciała przecież by w środku było ciepło... Teraz było wiadome, że Evening miała nieproszonego gościa. Pierwszy dzień w nowym domu i już takie niespodzianki. Być może dzielnica obywatelska nie była tak spokojna, na jaką wyglądała? Westchnęła, przyjrzała się roślince, która jednak teraz nie była najważniejsza, i wyjrzała przez okno. Starała się dostrzec jakieś wskazówki w mrokach ulic. Sprawdziła także, czy w samym holu intruz nie zostawił śladów swej obecności.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej