Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ktoś śmiał mnie okraść!
Evening Antarii:
Próbowała sobie przypomnieć gdzie dokładnie znajdowała się postać złodzieja. Niestety mężczyznę widziała tylko przez chwilę i na dodatek niezbyt dokładnie przez prześwit między dachami. Musiała wybrać któreś okno... Dwa z nich nie miały firanek, być może to oznaczało, że nikt tam nie mieszka na stałe? Dodatkowo brudne okno mogło świadczyć o jakimś zaniedbaniu. Wybrała więc prawe okno w lokalu najbardziej na lewo. Zaraz miała się przekonać czy to był dobry wybór.
Podeszła do drzwi i pchnęła, dodatkowo pomagając sobie telekinetyczną energią, która w nie uderzyła.
Funeris Venatio:
Zamek puścił. Evening weszła do środka i ujrzała starego kupca, który podliczał grzywny z dzisiejszego utargu. Spokojnie, lecz z niewielką niepewnością w oczach przysunął bliżej siebie nabitą kuszę. Zmierzył dziewczynę wzrokiem, ocenił szanse i starał skojarzyć jakieś fakty. Wreszcie się odezwał:
- Rycerze Bractwa parają się ściąganiem haraczy, czy dopadła mnie Inkwizycja?
Evening Antarii:
Staruszek z pewnością nie był tym, kogo szukała... Musiała więc go przeprosić za owe najście. -Proszę wybaczyć, że przeszkadzam....- kątem oka zauważyła przyszykowaną broń.
-Po prostu kogoś szukam-zaczęła się tłumaczyć.-Nie słyszał pan albo nie widział czegoś podejrzanego? Skradziono mi coś cennego, staram się to odzyskać.
Funeris Venatio:
Nieznośna cisza przedłużała się w nieskończoność. Przeciągłe sekundy milczenia zdawały się trwać wiekami, gdy tak stali i mierzyli się wzrokiem. Kupiec wreszcie był tym, który przełamał ten impas.
- Lokal obok stoi pusty od kilku tygodni. Teoretycznie... - ostatnie słowo zostało wypowiedziane z wyraźnym naciskiem, dobrze zaakcentowane zwracało uwagę.
Evening Antarii:
-No dobrze, dziękuję w takim razie za informację- Evening chciała już wychodzić, gdy cofnęła się w progu, obróciła i przyciągnęła kupca do siebie dzięki telekinezie nie dając mu czasu na reakcję. Zrobiła to nagle, bez żadnego uprzedzenia czy uprzednich znaków. W międzyczasie sięgnęła po srebrny sztylet i wykonała prostopadły cios w klatkę piersiową mężczyzny. Ostrze przebiło się przez ubranie i skórę i trafiło w serce, a staruszek bezwładnie opadł na ziemię.
Dziewczyna podeszła do stolika i zgarnęła grzywny, które kupiec dziś zarobił. Sprawdziła też kieszenie staruszka.
Zrobiła duży krok by ominąć ciało, zamknęła za sobą drzwi jak gdyby nigdy nic i podeszła do środkowego lokalu. Starzec dziwnie mówił o tym miejscu..."Teoretycznie" - zdecydowanie podkreślił to słowo -"lokal obok stoi pusty". Choć w pewnej chwili przypomniała sobie, że wcześniej widziała ciemną postać wspinającą się po prawej stronie domku. Hmm... Zdecydowała się wejść także i tutaj, bo staruszek może miał trochę racji. Tak jak poprzednio użyła telekinezy by dostać się do środka.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej