Tereny Valfden > Dział Wypraw
I Krucjata Archonta II - Zamek Tysiąca Wież
Patty:
Zaczęłam zatem fruwać tam i nazad, przenosząc tyle krwi, ile tylko mogłam. Czasu było aż nadto, dopóki wszyscy się nie zbiorą.
//Jak już wszyscy przyjdą to napisz, ile tego przeniosłem xD
Nawaar:
- Nic tu nie ma!. Chuj, a nie stare zamczysko wampirów. Powiedział gdy dracon w niewyjaśnionych okolicznościach znikł w kłębie dymu. Silvasterowi nie pozostało nic, jak wrócić do towarzyszy stojących, przed samą twierdzą. Dochodząc do wyjścia ujrzał większą część zbieraniny ludzi i innych. - Tunel zabezpieczony. Wracamy? Zapytał Gordiana i innych.
Dragosani:
Drago nawet nie zwracał uwagi na obraz. Może gdyby przedstawiał coś innego, to by go sobie wziął. Powiesiło by się na ścianie, czy coś. Ale na obrazie było dziecko. A dzieci wampir uważał za podistoty, które były zdecydowanie zbyt głośne na swoje rozmiary i śmierdziały. Były dla niego tymi mniejszymi wersjami innych istot, na które nie zwraca się uwagi, bo są głupie. I śmierdźą. Więc wolał unikać kontaktów z nimi. Oczywiście jego martwy już syn, Vincent, był wyjątkiem od tej reguły. Za to wziął zegar z kukułką, który był bez kukułki. Zawsze chciał mieć taki!
Gordian Morii:
//: Drago
Wychodząc z pomieszczenia z zegarem pod pachą nadepnąłeś na jakieś dziwne coś co zrobiło "pfff" i dmuchnęło w Twoją stronę jakimś czymś. Odruchowo machnąłeś ręką zbudzając w sobie złość i jak nie pierdolnąłeś z pioruna! Tak rozpieprzyłeś kredens, a w kredensie... a w kredensie znajdowała się... nie, to byłoby zbyt piękne, ale tak! Identycznie, identyczna kopia tamtego wcześniejszego obrazu!
Nif
Przeniosłaś wszystko, prócz jednej butelki, bo stwierdziłaś, że po jeden litr to Ci się nie opłaca wracać.
Silva
Gordiana się pytaj a on już w połowie drogi na okręt.
Dragosani:
Drago spojrzał z wyrzutem na demoniczną rękę. Jeszcze się nie zdarzyło, aby wypaliła tak sama z siebie. Trzeba będzie coś z tym zrobić, aby nie działo się tak w innych sytuacjach. Sprawdził czy zegar jest cały, po czym podszedł do zniszczonego kredensu. Tam znów napotkał to wstrętne spojrzenie paskudy. Przyglądał się chwilę obrazowi. Potem temu, co wisiał jeszcze na ścianie. Były takie same. Więc pewnie były warte tyle, ile płótno na którym zostały namalowane. Czyli nic. Jednak mimo to podniósł obraz. Ten z kredensu. Nie chciało mu się ściągać drugiego że ściany. Może się Visenyi spodoba. Ona lubiła takie bzdurne ozdoby domu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej