Tereny Valfden > Dział Wypraw
I Krucjata Archonta II - Zamek Tysiąca Wież
Kenshin:
Ork cały czas podążał za Proganem. Chciałbyć mu oparciem w tych trudnych chwilach walki. Jednak, jak się dowiedział, że będą pływać lekko go zaskoczyło, ale niestety dotarło do niego zbyt późno. Teraz nie miał wyjścia, a był pewien, że zwróci nie jeden posiłek. Innymi słowy będzie karmił rybki, ale miał nadzieję że je nie zatruje. Najgorsze jednak było to, że kapitan statku będzie chciał go wyrzucić za burtę okrętu albo każe mu sprzątać swoje wymiociny. Fakt Kenshin nie przeszedł podstawowego szkolenia morskiego. Kenshin wszedł na statek, który jeszcze został przycumowany. Tymczasowo źle się nie czuł, ale pewne było, że ta chwila nadejdzie kiedy opuszczą spokojny port. Teraz szukał spokojnego miejsca na statku, aby w razie zdarzenia mógłby się wyrzygać nie przeszkadzając innym.
Melkior Tacticus:
ÂŚwiat jest dziwny. Weźmy takiego Melkiora Tacticusa, niby syn hrabiego i to - miejmy nadzieję - poważanego na wyspie a na krucjatę szedł w koszuli i starym płaszczu. Fakt, ten młody elf zszargał reputację rodu uciekając z Bractwa ÂŚwitu, nawet w Konkordacie go nie chciano. Co więc zrobił? Jakimś cudem został szefem skurwiałej, zapijaczonej bandy meneli zwących się dumnie Najemnikami. "Bękarty Rashera" jak na razie były kupą gówna z którą nikt się nie liczył. Może się to kiedyś zmieni. Teraz jednak musiał skupić sie na przeżyciu... Wszedł za innymi na pokład.
Dragosani:
Na pokład wszedł także Dragosani. Czekała ich podróż morska. Już któraś tam z kolei w życiu wampira. Ostatnia była całkiem ciekawa. Rozproszenie Mgły i walka dwójki smoków. Takiego czegoś nie widuje się często. Wampir rozejrzał się po pokładzie. Jakiś czas temu odbył w końcu przeszkolenie w sztuce żeglarstwa. Teraz już wiedział, że bukszprytu to się nie refuje, a to wszystko dzięki pięknej Elenie. Czyli teoretycznie mógł nawet coś pomóc. Jednak statek Gordiana miał już zgraną załogę, więc wampir niespecjalnie się do tego garnął. Więc uznał, że pomoże, jeśli zajdzie jakaś potrzeba. Jeśli nie, to nie będzie przeszkadzał załogantom kapitana w pracy.
Nikolaj:
- Witaj Dragosani - powiedział mężczyzna opierający się o burtę.
- Małe polowanie?
Nawaar:
Dhampir dotarł na statek bez większych przeszkód. Słońce mu nie doskwierało, więc ściągnął tymczasowo hełm aby móc lepiej wciągnąć morskie powietrze, w końcu nie trwało to długo kiedy byli ostatnim razem tłuc piratów. Dhampir dobrze to wspominał, ale teraz miał inny cel. Wampiry stanowiły poważne zagrożenie dla wszystkich ras, a także dla niego. Był mieszańcem, którego większość wampirów nienawidziła, a on się im odwzajemniał wbijając im kołki w serca. Dlatego teraz chciał być jak najbardziej skoncentrowany nad zbliżającą się misją, w której miał się dobrze zaprezentować, a nie jak ktoś mógłby nazwać jego organizację. " Bandą skurwiałej, zapijaczonej bandy meneli zwących się dumnie Najemnikami." On takiej postawy nie reprezentował, ale to dal innych i samego szefa mało obchodziło.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej