Tereny Valfden > Dział Wypraw
Misja: Zrobić porządek...
Hagmar:
- 20 chyba ubiłem.
Gordian Morii:
Już mieliśmy wracać gdy usłyszeliśmy warczenie. Zwabione zapachem palonych ciał nie wiadomo skąd na placu boju pojawiły się ghule. Nie dwa, nie trzy, ale cała chmara tych trupojadów.
- Osz cholera, do broni! - krzyknąłem tylko widząc otaczających nas niemilców.
20x Ghul
Nawaar:
Dhampir powiedział jedynie. - Kurwa!. Miał już naprawdę dość tych umarłych, bo z niewinnej zabawy zrobiło się trochę poważniej. Bestie były nawet zwinniejsze od samego dhampira, co mu się niezbyt spodobało. Wkurzony wydobył z pochwy czarnego bydlaka i zaczął siec, ale tym razem roztropnie. Jednak 20 sztuk to było dużo. Dlatego Silva zaczął się rozglądać za jakimś, który stał najdalej od swoich kompanów. Silva zaczął do niego biec, ale i ghul nie stał w miejscu tylko rozpędził się i doskoczył do młodego jeszcze dhampira. Takiego obrotu spraw się nie spodziewał bestia stała tuż, przed nim Silva resztami sił odskoczył do tyłu unikając wielgachnych łap. Miał ogromne szczęście unikając ataku teraz wystawił ostrze broni, przed siebie i czekał na atak. Stwór biegł i nie miał zamiaru przestać dhampir, tylko wyczekiwał aż zacznie machać swoimi łapami jednak ten tego nie uczynił. On bezpardonowo rzucił się na bękarta obalając go. Jego miecz został wytrącony z rąk i teraz mógłby pozostać na łasce umarłego gdyby nie wierny sztylet, który wydobył za pasa i potężnym pchnięciem trafił ghula w skroń. Stwór z otchłani umarł nim ten zdążył się wgryźć w jego szyję. Mimo, że bestia padła nadal na nim leżała, toteż musiał się teraz jakoś wydostać. Dhampir powoli wygrzebywał się z pod martwych zwłok, ale bał się że inne bestie rzucą się na niego. W międzyczasie przeklinał w myślach. Cholera, ale ciężkie to bydle. Na przyszłość zapamiętać aby docenić wroga. Teraz resztami sił starał się odrzucić martwe ciało. Jednak nie szło mu zbyt łatwo i jeżeli towarzysze nie dadzą mu szansy uciec zabijając kilu będzie, po dhampirze. Teraz liczył na konkretną pomoc.
19x Ghul
Patty:
Obróciłam miecz w dłoniach, jednocześnie skupiając w sobie laskę Zartata, która została mi już wcześniej udzielona. ÂŁącząc ją z energią magiczną, mogłam dokonać wielu rzeczy. Odetchnęłam i zaczęłam się obracać, co początkowo wyglądało, jakbym postradała rozum i postanowiła zostać baletnicą. Gdy jednak uwolniłam nagromadzoną moc wszystko stało się jasne, wystrzeliłam z niesamowitą mocą w kierunku ghuli, wirując wściekle z wyciągniętym mieczem. Wpadłam prosto w grupę nieumarłych, przerąbując wszystko, co mogło stanąć mi na drodze lub znaleźć się w zasięgu broni.
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
//Gordiana bym prosił o ocenienie, ile przeciwników padło.
Nawaar:
Atak kobiety ze skrzydłami dały mu szanse na ucieczkę, co bardzo go ucieszyło. Rycerzyca z bractwa świtu wirowała jak opętana, czy coś. Teraz dla dhampira to nie miało znaczenia, bo szybko odrzucił ciało zabrał miecz i sztylet i wyskoczył w kierunku towarzyszy na 10 metrów znacznie się do nich zbliżając. Dobiegawszy do nich wyciągnął bełta oraz kuszę, którą zaczął namiętnie ładować. - Nie ma z nimi żartów. Oznajmił towarzyszą a na podziękowanie kobiecie jeszcze przyjdzie czas choć nie lubił tego robić nie miał wyjścia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej