Tereny Valfden > Dział Wypraw
Misja: Zrobić porządek...
Thoran:
I tak oto kolejna fala ożywieńców wyruszyła na spotkanie z naszą dzielną drużyną. Tym jednak razem zombie postanowili zabrać ze sobą dodatkowych przyjaciół. Obok znanych i lubianych przez wszystkich szkieletów do zabawy dołączyła także mała grupka utopców. Które jak się wkrótce okazało po szybkiej prezentacji dokonanej przez prowadzącego jeszcze szybciej zniknęły za sprawą magicznych błysków i blasków zaprezentowanych nam przez anioła. Silva też sprawił się porządnie. Chociaż zastosował tutaj bardziej standardowe taktyki. Które bądź co bądź okazały się także skuteczne. Może nie tak widowiskowe, ale skuteczne. Natomiast ja z racji tego, że żadnych wodotrysków zaprezentować nie mogę też będę zmuszony do walki w sposób konwencjonalny. Ruszyłem ochoczo na pierwszą grupkę. Najbardziej wysuniętą parę składającą się z trzech przedstawicieli zombie. Ich ruchy były wolneee. Nawet bardzo wolne. Dlatego w między czasie wyciągnąłem swój topór oraz sztylet. Pierwszy z nich wyciągną do mnie swoje upiorne ręcę które w trybie natychmiastowym zostały odcięte za pomocą topora. Następnie został poczęstowanym sztyletem, który przebił jego czaszkę. W tym czasie dwa pozostałe zombie postanowiły pochwycić drogie dla mnie ciało. Dlatego też uskoczyłem do tyłu przed ich wyciągniętymi paskudnymi łapskami. Skierowałem swe kroki w lewą stronę, aby mieć tylko jednego przeciwnika przed sobą. Zadziałałem szybko, aby ten drugi nie mógł zareagować. Zombie po raz kolejny wyciągnął swe szpony po mnie. Jednak tym razem nie miałem zamiaru unikać jego ciosu. Kalkulacja była prosta. Szybki cios w jego głowę i po krzyku. Tak jak sobie pomyślałem tak też uczyniłem. Wróg był wolniejszy i nie dał rady wyprowadzić ataku jako pierwszy. Pozostał jeszcze jeden. Który jednak podczas odwracania się w moim kierunku potknął się o zwłoki swego znajomego z którym przed chwilą tańczyłem. Przewrócony zombie był łatwym celem. Mocny cios prosto w czaszkę i po krzyku.
14x zombie
10x szkielet
Nawaar:
Dhampir miał chwilę, aby zobaczyć popis towarzysza. Musiał przyznać, że szło mu dobrze pomimo słabych sprzętów, to nadrabiał to umiejętnościami. Teraz jednak przyszła jego kolej. ÂŻelazny bełt już czekał, aby został umieszczony w czaszce jednego z zombich. I tak się właśnie stało dhampir wymierzył w poczwarę najbliżej całej kompani i wystrzelił zwalniając mechanizm. ÂŻelazny pocisk powędrował w głowę i trafił nią szybciej, niż ofiara zdążyła by powiedzieć, "Lubię mózgi". Tak zakończył się żywot pierwszej poczwary. Teraz jedynie pozostało dobyć Kharima i ruszyć dalej w bój, tak więc zrobił. Silva trzymając ostrze ku dołowi dobiegł do następnego umarlaka i potężnym cięciem z dołu rozpłatał żuchwę, nos i głowę na pół. Całe wydarzenie wyglądało dość komicznie, bo resztki głowy się rozeszły na pół ukazując cała zawartość wnętrza bestii, a zwłaszcza uszkodzony i wyciekający już mózg. Dhampir bez chwili wytchnienia dobiegł do następnego i wyskakując w górę zamachnął się w dół swym mieczem tym razem trafiając bezpośrednio w sam środek głowy, a siła grawitacji sprawiła, że rozciął bestię aż do gardła. Silvaster zabił już trzy bestie, ale wciąż było mu mało i dobył ostatniej broni, czyli krótkiego sztyletu. Teraz mógł jeszcze bardziej zwiększyć swoją szybkość i dobiegając do następnego z prawej strony zrobił przewrót do przodu, aby uniknąć bezpośredniego trafienia łapą. Będąc teraz na klęczkach podciął najpierw ścięgna prawej nogi, a następnie znów robiąc przewrót zrobił to samo z lewą nogą zmarłego, po tym zabiegu cofnął się trochę robiąc przewrót do tyłu, aby w końcu stanąć na równe nogi. To znacznie zmniejszyło mobilność bestii, bo zaczęła jeszcze koślawiej chodzić aż w końcu przewróciła się i zaczęła czołgać. Dhampir wykorzystał to bardzo szybko i biorąc rozpęd przeskoczył zombiaka, który już nie wiedział gdzie jest jego cel i gdzie ma dalej podążać. Silvaster teraz dobiegł do poczwary przebijając jej potylicę sztyletem. Stwór padł martwy z uszkodzonym mózgiem. Na sam koniec wampiro-elf pozbierał cały swój ekwipunek wycierając o koszulę jednego z umarłych, teraz zaczął ponownie ładować kuszę.
Pozostają 23 bełty.
10x zombie
10x szkielet
Hagmar:
Dracon wyciągnął dłoń w stronę nacierających szkieletów będących w bezpiecznej odległości i zebrawszy moc krzyknął:
- Upiltu! Upiltu! Dwa wybuchy ciemnej energii rozdupcyły wszystkie.
10x zombie
Gordian Morii:
-Chuj szkielety strzelił, żeberków nie będzie... - skomentował tylko Gordian przyglądając się wyczynom Aragorna. Chwilowo był bezpieczny, bo stał dosyć z tyłu, a Ci mocniejsi przeciwnicy, czyt. szybsi już dawno gryźli ziemię. Cóż było więc do roboty trzeba było działać. Wyciągnął więc ponownie swe superowskie pistolety i uzbrojony w nie niczym westernowski rewolwerowiec wolnym krokiem ruszył w kierunku umrzyków. Gdy był już bardzo blisko wypalił w dwa zombiaki dosłownie masakrując ich puste łby. Dymiące jeszcze lufy broni znalazły odpoczynek w olstrach, a Gordian mógł dobyć broni białej, którą w jego przypadku była szabla i czarny sztylet wykuty przez Cadacusa jakiś czas temu.
-Niech się stanie zabawa. - rzucił cicho pod nosem i nabrał rozpędu wpadając w grupę zombie jak prawdziwy barbarian (a przecież był szlachcicem :( ) Ciął jak szalony członki i inne członki nadgniłych przeciwników odcinając głowy, dłonie i ramiona mocnymi acz niezbyt celowanymi cięciami, Pierwszy z zombiaków padł na samym starcie ugodzony sztyletem w oczodół, drugi oberwał zaś szablą gdy wyszarpując broń Morii ciął na odlew wykorzystując własną siłę odśrodkową. Nadgniła szyja nie stanowiła żadnej przeszkody dla czarnej szabli toteż bardzo szybko oddzieliła ona łeb od pozostałej części ciała zombiaka. Pozostała ich jeszcze szóstka, ale i na ową szóstkę szybko znalazło się lekarstwo. Jeden z przeciwników padł z rozłupaną czaszką gdy ciężki cios z góry nie znalazł żadnego oporu w postaci hełmu czapki czy beretu, kolejny padł dźgnięty sztyletem w ucho, pozostali czterej... tych pozostawił reszcie ekipy.
4x zombie zostało
Nawaar:
Dhampir nie wierzył, co potrafią czary czarnego. Dwa wybuchy i koniec żywota 10 szkieletów. Tego się nie spodziewał na szczęście kuszę już załadował i rozpoczął atak. Dhampir wymierzył w jednego ze zombich, przymrużając oko i wziąwszy głęboki oddech wystrzelił wypuszczając nagromadzone powietrze z płuc. Bełt poleciał i trafił dokładnie tam gdzie chciał strzelec, czyli w sam środek czaszki przeciwnika. Bestia padła na plecy i już się nie ruszała, co znaczyło jej śmierć. Ostatnim aktem dobył czarnny miecz odkładając kuszę i ruszył na poczwary. Zauważywszy jednego łażącego samego biegł na niego i trzymając miecz w obu dłoniach wyskoczył w prost na niego z bronią trzymając ją, przed sobą. Wyskok nie był wysoki, bo miał trafić w czuły punkt pokraki i to się udało. Zasięg broni tutaj stanowił atut. Silvaster w powietrzu trafił przeciwnika w czaszkę powalając go tym samym. Dhampir i bestia wylądowali w tym samym czasie i siła jaką uderzyli o ziemię sprawiła, że zrobiło się trochę kurzu wokół nich. Jednak tą potyczkę wygrał bękart.
Pozostaje 22 bełty
2x zombie
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej