Tereny Valfden > Dział Wypraw
Misja: Zrobić porządek...
Thoran:
- Te zombiaki śmierdzą bardziej niż to nieszczęsne taru z którym jechaliśmy na wozie. Cholera. Na dodatek ten morowy wiatr zawiewa prosto na nas. - sapnąłem ładując cały czas kuszę. Gdy została przygotowana do wystrzału zostało już tylko 5 umarlaków gotowych nas pożreć. Dlatego też podniosłem zabójczego szybkostrzała i wypaliłem. Efektem tego czynu okazało się przebicie na wylot głowy stwora który wydając ostatni jęk padł na ziemię.
4xzombie(5 ?)
28 - 1 = 27 bełtów
Gordian Morii:
Gordian również dobył pistoletów. Gdy anielica wystrzeliła (i nie wiem dlaczego nie chciała sama stwierdzić, że zombiaki padły na ryj a padły) Morii postanowił również działać w sposób niezwykle podobny. Ujął więc mocniej swoje obydwa pistolety i unosząc je ku górze wystrzelił, a kule jego broni poszybowały prosto w łby zombiaków niszcząc przegniłe kości, mózgi i kilka czerwi, które miały tego wielkiego pecha, że postanowiły żerować właśnie w tym miejscu.
Umrzyki z plaskiem rozprysnęły se głowy i padły bez życia na ziemię. Pozostała dwójka jeszcze szła, chociaż bardzo powoli. Czego skutkiem mogły być wyłamane w stawach kolanowych nogi. Gordian zaczął przeładowywać.
2 zostało.
Nawaar:
Dhampir nie zaprzestawał walczyć i trzymając w ręce czarną klingę. Odciął łapę, która już zmierzała w jego kierunku. Jednak zombi nie zaprzestawał i w tym samym czasie zamachnął się drugą ręką i w ostatniej chwili Silva uląkł a zarażona dłoń przecięła jedynie powietrze. Dhampir stojąc w takiej pozycji zamachnął się poziomo w prawą stronę tym razem odcinając stopę bestii. Miękka tkanka z łatwością została odcięta, a zombi tracą równowagę przewrócił się. Teraz próbował się czołgać w stronę dhampirka, ale nic mu to nie dało, bo po chwili w jego czaszce został umieszczony ten sam miecz kończąc jego żywot.
1 zostało.
Hagmar:
Wbiwszy w ziemię dwuręczniaka dobył sztyletu, który mógłby być w sumie krótkim mieczem. Przytrzymał lewą ręką żywego trupa a prawą z całej siły wbił w czaszkę kładąc kres marnej egzystencji.
Gordian Morii:
- No i pięknie. Teraz zabieramy się za pobieranie krwi. - powiedział sam do siebie Gordian i z wozu, który w magiczny sposób przytargał się sam na pole bitwy wyciągnął kilka butelek na krew w które to zaczął ją upuszczać. Warto zaznaczyć, że szkło to mieli na wozie z powodów niezwykle prozaicznych. Sołtys krasnoludzkiej osady był szklarzem z zamiłowania, dlatego też rozmawiając z Gordianem chwilę wcześniej ofiarował mu tyle butelek, flaszek i innego ustrojstwa, że głowa normalnie wybucha. Stąd mieli tego od cholery, a nawet jeszcze trochę.
Morii ostrożnie nacinał żyły każdego z umarłych już nieumarłych i pozyskiwał z nich krew. Ale jak on to pięknie robił...
Gdy trupy były osuszone, rzekł.
- Panowie zrzućcie je na jakąś kupę w jednym miejscu, a Patty może zrobisz jakieś czary mary i spalisz je coby znów im się wstać nie chciało? Potem pójdziemy tam dalej, do następnej grupki.
//:Pozyskuję 5l krwi i wkładam ją na wóz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej