Tereny Valfden > Dział Wypraw
Obława
Edgard:
// Wybacz opóźnienie. Problem z kompem.
Gdy wszyscy się rozeszli, Ed zwrócił się do Nikolaja.
- Zatem co teraz? - Spytał dość konkretnie, nie wiedząc za bardzo czy będą fortyfikować obóz czy zabezpieczać go w jakikolwiek sposób. Sprawdził jedynie czy bronie wysuwają się bez problemu i czy tarcza jest należycie przytroczona do pleców.
- Powinniśmy zasypać ognisko, by nie zwracać na siebie uwagi?
Funeris Venatio:
- Ci dwaj rycerze - tutaj Nikolaj wskazał na kupców, którzy pod ciuchami mieli kolczugi i niezłą broń - zaraz przestawią wozy, żebyśmy mieli osłonę. - Wskazał ręką ścianę lasu i linię, gdzie będzie stał drugi wóz, odgradzając ich od polany. Będą odsłonięci od strony drogi i tej części polany, którą pokonali jadąc tutaj. Dwóch z nich będzie nieustannie czatować, wypatrując niebezpieczeństw, więc obóz będzie funkcjonował, bez konieczności zagaszania go.
Mapka:
[---------------------]||||
[ __ ]||||
[ |.. ]||||
[ ]||||
[ ]||||
[ ]||||
[ ]||||
[---------------------]||||
//Te kreski z prawej to droga. To dziwne coś u góry z prawej to dwa wozy odpowiednio ustawione, a dwie kropki to z kolei ognisko i ty z Nikolajem. Tak naprawdę polana jest kwadratem, ma bok o długości 400 metrów. Wy siedzicie 10 metrów od drogi i jednoczeście 15 metrów od ściany lasu.
Jeżeli rysunek jest niezrozumiały, powiedz. :)
Edgard:
- Całkiem pomysłowe. - Pokiwał z aprobatą głową. Widać, że nie miał do czynienia z jakimś tam niedoświadczonym młokosem, jakim był sam ork. Porozglądał się po okolicy i chwilę zastanowił.
- Jako, że i tak nie mam co robić, porozrzucam patyki wokół wozów. Na wypadek, gdyby ktoś się chciał tu zakraść. - Pułapki może i nie najwyższych lotów, ale chociaż w niewielkim stopniu zwiększały szanse na usłyszenie skrytobójcy.
// Wszystko zrozumiałe : ) A bok polany to 400 czy 40 metrów? Bo nie wiem czy to ogromniasta polana czy średnia.
Funeris Venatio:
//400 - polana jest ogromniasta.
- Nie wiem, czy to będzie konieczne, trawa w końcu nie jest wysoka, a dwóch z nas ciągle będzie wyglądało niebezpieczeństw. Ale pochwalić muszę pomysł i lepiej wprowadzić go w życie, gdyż jednak może się okazać, że był doskonały. ÂŚwietna robota Edgardzie.
Rycerze szybko przyprowadzili swoje wozy, rozłożyli swoją broń, złączyli wszystko w mur obronny i rozsiedli się wygodnie, by mieć podgląd na całą okolicę. Ork tymczasem rozlokował swoje pułapki.
- Jak Ci się widzi Zakon Braci? - zagadnął Nikolaj, gdy tamten powrócił do ogniska.
Edgard:
Patyków było sporo i z pewnością wyglądało to dość prostacko, ale Ed nigdy nie twierdził, że jego myśli są rącze niczym rasowy ogier. Koniec końców udało mu się "zabezpieczyć" teren i wrócić do obozowiska, gdzie czekał Nikolaj. Wciąż był mile połechtany, że pomysł nie spotkał się z totalną dezaprobatą.
- Z każdym kolejnym dniem czuję się tu lepiej. Przynależność do zakonu było moim życiowym celem i jestem pewien, że nie zmarnowałem życia, dążąc do momentu, w którym teraz jestem. Mam tylko nadzieję, że w niedługim czasie zasłużę sobie w moich oczach na miano Waszego brata. - Odparł, wlepiając wzrok gdzieś w bok, z dala od ogniska.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej