Tereny Valfden > Dział Wypraw
Próba siły #3 - Edgard
Funeris Venatio:
- Na dół. - Człowiek wyraźnie pokraśniał na widok monety. Zapalona pochodnia wisiała tuż przy wejściu, wetknięta w odpowiedni uchwyt.
Edgard:
Ork w ostatniej chwili opamiętał się, by nie przyłożyć dłoni do twarzy i nie pokręcić głową. Aż się palił, by skręcić żartownisiowi kark, ale to mogłoby się spotkać z niezrozumieniem osób postronnych, dlatego wstrzymał się z działaniem. Nie zamierzał jednak cofać swojej oferty. Kto wie, czy w przyszłości nie spotka owego strażnika na swej drodze, a lepiej, by został dobrze zapamiętany.
- Dzięki. - Odparł, rzucając w jego stronę monetę, po czym chwycił pochodnię i zszedł na dół, w poszukiwaniu pierwszych śladów oraz sprawdzeniu, dokąd prowadzą tunele.
275g-1g=274g
Funeris Venatio:
Schodków na dół do kanału buło dokładnie siedemnaście. Kamiennych, wyślizganych, porośniętych czymś nieprzyjemnym. Smród uderzał w nozdrza, odbierając ochotę na jakąkolwiek wędrówkę, przytłaczając swoją lepkością i wszechogarniającą obecnością. Ork zszedł na sam dół i znalazł się w kanale pod miastem Efehidon. Szeroki na cztery metry, wysoki na jakieś dwa i pół. Woda, która wodą oczywiście już dawno nie była, kapała z sufitu, ściekała po ścianach i zbierała się na śliskiej posadzce. Odchody wszystkich możliwych ras zamieszkujących stolicę królestwa Valfden mieszały się tutaj z tymi, które wyprodukowały dodatkowo wszelkie psy, koty, szczury, świnie, konie i wszelkie inne zwierzęta trzymane na stałe bądź tymczasowo w mieście. Gdy Edgard zszedł na sam dół schodów znalazł się na rozstaju. Mógł iść w prawo lub w lewo. Z prawej strony śmierdziało zdecydowanie mocniej i jakby bardziej słodko.
Edgard:
Wszechobecny smród uderzał z siłą młota kowalskiego. Gdzie by się nie spojrzało, tam widoki przyprawiały o zawrót głowy. Jedynym pocieszeniem był fakt, że nie brodził w tym po pas. Szczęśliwie dla orka, tunel był na tyle wysoki, by ledwo nasz czarnoskóry kolega zdołał się w nim zmieścić. Mimo to, musiał się czasem schylać, by nie zawadzić głową o zwisające ekskrementy. Pochodnię trzymał nisko, by jak najlepiej oświetlała jego drogę.
W końcu dotarł do rozgałęzienia i stanął po raz pierwszy przed wyborem drogi. Nie ukrywał, że pokusa jaką była mniejsza intensywność zapachów była ogromna. Nie zastanawiał się jednak długo, wybrał ścieżkę w prawą stronę.
Smród zła i zepsucia. Zobaczmy, czy doprowadzi mnie do celu. Z tymi myślami, ork chwycił miecz w prawą dłoń i bacząc na każdy stopień, z ostrożnością rozpoczął zwiedzanie.
Funeris Venatio:
Po chwili ork poczuł, że nad jego głową robi się nieco więcej miejsca. Tak, że mógł spokojnie podnieść rękę do góry i dopiero dotknąć powały. Szedł tak chwilę dłuższą, trwającą nawet i ze dwie minuty. Dotarł do zakrętu, jedynej możliwej odnogi. Widział wyraźnie, że przed sobą za kilkanaście metrów ma litą ścianę i kratkę ściekową spod ratusza. Mógł wejść do tunelu w prawo, który jednak miał tylko dwa metry wysokości, szeroki był nadal na cztery. Dobiegało stamtąd jakby... mlaskanie. Potem chrupnięcie, jakby coś zostało złamane.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej