Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu
Funeris Venatio:
Linia znajdowała się dokładnie w progu wejścia do sali, więc Drago stojąc przed samym wejściem linii jeszcze nie przekroczył. Pomieszczenie miał trzydzieści metrów średnicy i jak się wydawało wampirowi, było idealnie okrągłe. Na środku znajdowała się bryła lodu, pod spodem której czaiło się coś czarnego, jakby piedestał, bądź pulpit. Figura miała półtora metra wysokości i miała kształt prostopadłościanu. Dodatkowo w dziwnej sali było jeszcze sześć lodowych tworów. W każdym z nich znajdowała się coś równie czarnego, co przypominało trumnę, bądź po prostu spory blok kamienia. Za każdym takim blokiem była krata wielkości tych, które już wampir spotkał. Oglądając teren Dragosani spostrzegł, że na posadzce wokół pomieszczenia również znajduje się linia z piór, która okalała cała salę na około. Aura Inteligencji szalała.
Dragosani:
Drago przyglądał się uważnie całej sali. Pierwsze co zobaczył to lód. Dużo lodu. Co było o tyle irytujące, że otoczenie cierpiało na poważny deficyt różnorakich trunków, do których ów lód mógłby zostać wykorzystany. No, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. A Drago w sali miał kila obiektów. Oczywiście pokrytych lodem. Ciężko było dostrzec więcej szczegółów, ale całość przypominała wampirowi jakiś dziwaczny grobowiec, czy coś. I jeszcze te pióra. I kraty! Same zagadki. Jednak wampir zaszedł zbyt daleko, aby teraz sobie pójść. Ostrożnie wszedł więc do sali i skierował się na jej środek. Chciał zbadać najpierw obiekt pośrodku.
Funeris Venatio:
Gdy Drago podchodził do środka, Aura Inteligencji wyła jak szalona. Wampir świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że za sekundę coś na niego wyskoczy. Od zdarzenia dzieliła go ta krótka i nieuchwytna chwila, w której mógł podjąć jakieś działanie, nie wiedząc jeszcze, co go czeka. Przygotować się jakoś? Spróbować coś zdziałać? To wiedział tylko i wyłącznie sam Dragosani Antares, pogromca Kagana. Sala miała trzydzieści metrów średnicy, czarny obiekt stał na środku, więc do wyjścia i, jak mniemał, bezpiecznej linii brakowało mu piętnaście metrów. W ciągu sekundy nie pokona takiej odległości.
Dragosani:
Sekunda. Tyle maksymalnie dziełoło go od ataku tego tajemniczego "czegoś" co wywoływało tak wielkie drżenie nocnej tkanki rzeczywistości. W sekundę może wydarzyć się bardzo wiele. Można wyciągnąć broń. Można odskoczyć. Można zamienić się w nietoperza i wznieść się w powietrze. Można też odwrócić się, można wskoczyć na zamarznięty obiekt pośrodku sali. Można zginąć. Tak, to też można. Drago wiedział, że musi działać. Zrobić cokolwiek. Coś co zdoła dać mu szansę w ewnetualnej walce. Przecież w sekundę nie zdąży dotrzeć za bezpieczną linię. Czy aby na pewno bezpieczną? Nie był to czas na takie myśli, należało działać. Coś zaraz miało się wydarzyć, a wampir nie wiedział co. Musiał coś zrobić. I zrobił. Skoczył. Wybił się mocno i wyskoczył w górę. Wykonał w powietrzu salto w tył i wylądował zwinnie kilka metrów od czarnego obiektu, pokrytego lodem. Błyskawicznym ruchem wydobył bułat z pochwy.
Funeris Venatio:
Dwa gargule demony minęły wampira o centymetry, przecinając swoimi pazurami powietrze. Jeden jeszcze zdążył smagnąć ogonem, lecz też minimalnie tylko niecelnie. Dragosani wylądował kilka metrów za czarnym obiektem, mając już w ręku broń. Jeden z gargulich przeciwników odbił się od oblodzonego piedestału i skoczył prosto w wampira, próbując nabić go na swoje rogi. Tymczasem drugi skoczył najpierw w lewo, potem do przodu, by mieć Bestię przygotowaną do ataku. Zaatakował w locie swoim długim ogonem niczym pejczem, by zedrzeć z intruza jego skórę.
//2x Garguli demon.
//Przypominam zasady walczenia z demonami. One nie stoją w miejscu, nie czekają na ataki, aktywnie walczą. Jak każdy zresztą, co niestety nie wszyscy pamiętają, ale jednak na demony kładziemy szczególną uwagę. Jeżeli nie jesteś pewny, czy atak zakończy się śmiercią, napisz po prostu atak, a ja zadecyduję.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej