Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu
Dragosani:
Drago uśmiechnął się do siebie. Powiew powietrza nieco starł mu ten uśmiech z twarzy. Nie było ono zbyt świeże. No, ale cóż, bywało gorzej. Cieszył się w duchu, że ewentualne bakterie wywołujące choroby, które mogłyby tu się zalęgnąć nie miałyby na niego wpływu. Sprawdził czy broń gładko się wysuwa z pochwy i kabury, po czym dzielnie ruszył w głąb tajemnych ruin. Rozglądał się wokół uważnie, chcąc dostrzec ewentualne szczegóły, które mogłyby pomóc w dalszej penetracji.
// Klucz został w drzwiach, czy dalej go mam? Zawsze to pamiątka :)
Funeris Venatio:
//Wybacz, klucz oczywiście masz. Chyba, że chcesz go stracić i zakończyć zadanie na tym miejscu?
Drzwi upadły, a Drago ujrzał kości. Podnoszące się z posadzki kości, które zaczęły przybierać dziwnie znajome kształty.
6x Szkielet dracona, rozmieszczeni na odległości od 2 do 10 metrów od Ciebie.
10x Szkielet, bez broni, rozmieszczeni na odległości od 2 do 10 metrów od Ciebie. Bez broni.
Dragosani:
Drago dzielnie wkroczył w mrok za drzwiami. I usłyszał chrobot kości. Zatrzymał się. Przed nim znajdowały się wspomniane kości. Całkiem sporo kości. Nie byłoby w sumie to nic strasznego, gdyby nie zaczęły się one poruszać, formować w szkielety i wstawać. Szkieletów było sporo. Niektóre dalej, inne bliżej. Samo przejście było na tyle szerokie, że może i by przeszły nim ze trzy ludzkie szkielety, lecz dwa dracońskie już mogłyby mieć problem. Szczególnie jeśli chciałyby walczyć w przejściu. Korytarz za Dragiem był trochę szerszy. Słowem, trzeba było wykorzystywać głupotę przeciwników i samo otoczenie.
Najbliższy dracoński szkielet podniósł się i wyszczerzył kiełki do wampira. Oczywiście od razu ruszył do ataku. Drago odskoczył do progu drzwi, wyszarpując z kabury pistolet. I ciesząc się, że go wcześniej naładował. Wymierzył i strzelił. Celował w czaszkę dracona. Kula oczywiście trafiła. I zmiotła kostną puszkę z energią magiczną. Czaszka odpadłą od szkielety i rozleciała się na małe kawałeczki. Reszta kości padła na ziemię. Jeden z głowy. Drago szybko schował pistolet. Teraz ciężko byłoby go ponownie załadować. Przydałby się obrotowy bębenek z nabojami, czy coś.
Pozostałe szkielety zbliżały się cały czas. Kolejnym był drugi szkielet dracona. Ten coś tam próbował syknąć (tak sobie Drago to wyobrażał) i rzucił się na biednego wampira. Drago cofnął się o krok. Stał teraz zaraz za progiem przejścia. Dzięki temu ograniczył dość znacznie możliwość podejścia zbyt wielu przeciwników. Podejrzewał także, że nieumarłe dracony nie będą atakować ogniem, jeśli w drodze będzie stał im inny szkielet. Nawet jeśli nie miały wprowadzonej do magicznego wzorca zachowań takiej "lojalności", mogły być po prostu na to zbyt głupie. Nieumarli wszak nie grzeszyli intelektem. Byli nawet świętymi, jeśli chodzi o brak takiego grzechu!
Wracając jednak do spraw nieco ważniejszych. Dracon zaatakował łapą, przez co Drago musiał odskoczyć poza jej zasięg. Oczywiście natychmiast kontratakował. Nie było teraz czasu na zabawy. Ciał błyskawicznie w ową atakująca łapę smokokształtnego. Ostrze odcięło ją zaraz za łokciem. Wampir atakował dalej. Był znacznie szybszy od dracona, co oczywiście było mu bardzo na rękę. Uchylił się przed pchnięciem skrzydła i ciął w czaszkę kościanego potwora. Klinga z czarnej rudy pozbawiła dracona połowy żuchwy, co uniemożliwiało mu skuteczne gryzienie. Jednak potwora wciąż się poruszała. Wampir znów musiał odskoczyć o krok w tył przed ciosem łapy. Tym razem tej drugiej. Za plecami dracona widział kolejne szkielety, które nie mogąc przejść dreptały tam tępo w miejscu. Wampir wiedział, że jeśli ten tutaj padnie, pozostałe od razu ruszą do ataku. Nie zaprzątał sobie jednak głowy niepotrzebnymi myślami. Uchylił się przed ciosem skrzydła i znów ciał. Znowu w czaszkę. Mniej więcej. Celował w jej podstawę, w kręgi szyjne. Ostrze dosięgnęło celu i głowa szkieletu odpadła od reszty kostnego ciała. Szkielet posypał się, pozbawiony energii. Pozostało jednak ich jeszcze trochę. Wampir znów cofnął się o krok. ÂŚrednio mu się podobało takie wycofywanie, ale nie miał wielkiego wyboru.
Wtedy, mając przed sobą kolejnego dracona, dostrzegł to, czego najbardziej nie lubił w tych nieumarłych. ÂŻe wykonuje on ten charakterystyczny ruch szyją. Jakby chciał wyrzucić głowę do przodu. Oznaczać mogło to dwie rzeczy. Jeśli stał blisko, chciał ugryźć. Jeśli nieco dalej, zionąc ogniem. Stał nieco dalej. A przynajmniej zbyt daleko, aby ugryźć. Drago wystawił więc przed siebie demoniczną dłoń i wytworzył nią Zwierciadło ochrony. Podmuch ognia uderzył w magiczną tarczę i rozproszył się o nią. Samo Zwierciadło również uległo rozproszeniu. Jednak swoje zadanie spełniło. Dracon ruszył wściekle na wampira wymachując łapami. Drago cofnął się znowu, unikając tego chaotycznego ataku. Oczywiście odpowiedział własnymi ciosami. Udało mu się odciąć dłoń dracona i uderzyć ostrzem w jego żuchwę. Wtedy musiał uchylić się przed pchnięciem skrzydła. Zaraz po nim wymierzył własne uderzenie w cofające się skrzydło, pozbawiając go kolca. Później jeszcze tylko jeden unik przed ciosem pozostałej łapy i Drago ciął w szyję bestii. Głowa odpadła, reszta kości runęła na ziemię. Wampir chciał pójść nieco w przód, aby znów zając pozycję zaraz za progiem, ale szkielety już wychodziły na korytarz. Więc cofnął się nim właśnie, w kierunku miejsca, z którego tutaj przyszedł. Teraz mogło być trudniej, gdyż korytarz ten był trochę szerszy niż wejście, przez które wyłaziły teraz szkielety.
3x Szkielet dracona, rozmieszczeni na odległości od 2 do 10 metrów od Ciebie.
10x Szkielet, bez broni, rozmieszczeni na odległości od 2 do 10 metrów od Ciebie. Bez broni.
Funeris Venatio:
3 szkielety humanoidów już dosięgały swoimi kościstymi ramionami wampira. Następne dwa stały ledwie dwa metry dalej. Jeden dracon został z tyłu, a ostatnie dwa przeszły próg, stanęły obok siebie i zaczęły zbierać energię, by zionąć ogniem. Najpierw jeden, a dwie sekundy później drugi. Nie przejmowały się tym, czy pozostałe szkielety odniosą rany. Nie to było ich celem, tylko intruz, który cały czas znajdował się po stronie żywych.
Dragosani:
Humanoidalne szkielet tak naprawdę niewiele mogły zdziałać przeciwko wampirowi. Ich pazurki były zbyt słabe na jego skórzany pancerz, co wiedział z poprzednich potyczek z takim rodzajem nieumarłych. Machnął więc przed sobą demoniczną ręką. Ot tak, po prostu, tylko po to, aby zbić ich szpony. Dało to oczywiście niewiele, tylko na moment opóźnił ich atak. Co dało mu szanse zareagować na to, co szykowały dla niego dracońskie szkielety. Jak on nienawidził tych ich płomieni! Kto to w ogóle wymyślił, aby umożliwiać nieumarłym na takie sztuczki? Rzecz jasna nie miał czasu rozmyślać teraz nad tym. Miał jakaś sekundę na reakcję, zanim pierwszy dracon dmuchnie ogniem. Drago odwrócił się i skoczył. Miał trochę za mało czasu, aby popisać się demoniczną zwinnością i odskoczyć na jakieś dziesięć metrów. No, ale zawsze coś. Czuł już za sobą ciepło zbliżającego się ognia. Wylądował na ziemi i przypadł płasko do niej. Pierwszy podmuch ognia przemknął mu nad głową. Błyskawicznie odwrócił się na plecy i wyciągnął przed siebie demoniczną rękę. Dostrzegł w międzyczasie, ze jeden z humanoidalnych szkieletów dostał płomieniem od kolegi dracona. Jego czaszka nie wytrzymała gorąca i pękła. Pozostałe kościotrupy zbliżały się. Drugi dracon już zaczynał zionąć ogniem. Wampir wytworzył przed wyciągniętą demoniczną ręką Zwierciadło. Tym razem ogień nie przeleciał nad nim, dracon miał czas, aby skorygować swój atak. Z tym, że płomienie nie były w stanie przedrzeć się przez zaklęcie ochronne Draga. Rozproszyły się na nim nieszkodliwie. Płomień niestety nie uszkodził pozostałych szkieletów. Wampir musiał natychmiast wstać i wrócić do walki. To właśnie uczynił. Poderwał się z ziemi akurat, aby odeprzeć atak dwójki humanoidalnych szkieletów, które już były zdecydowanie zbyt blisko. Wampir zbił ich nieporadne ciosy pazurami demoniczna ręką i ciał dwukrotnie bułatem. Precyzyjne, proste uderzenia. Prosto w ich szyje. Czaszki odpadły od korpusów, kości rozsypały się po ziemi. Dwa kolejne szkielety już nadciągały. Za nimi nacierali nieumarli draconi. Pozostałe szkielety gdzieś tam tłoczyły się z tyłu. Drago nie cackał się, tylko skoczył na dwa kościotrupy, które oddzielały go od draconów. Stały na drodze do przeciwników, którzy stanowili największe zagrożenie tutaj. I dla Bestii były tylko przeszkodą, nie realnym zagrożeniem. Znów wystarczyły dwa szybkie ciosy w kostne szyje. Teraz Drago mógł zająć się draconami. ÂŚrednio mu się uśmiechała z dwoma na raz, ale cóż. Znajdował się jakieś trzy metry od nich. Oczywiście zbliżały się. Drago uchylił sie przed pchnięciem skrzydła pierwszego, który do niego dotarł. Musiał działać szybko. Ciał w owo skrzydło, pozbawiając go kolca. Odtrącił demoniczną ręką łapę, która już zadawała cios w jego pierś. I wykorzystując okazję uderzył ostrzem w kościaną szyję dracona. Jego gadzia głowa została odcięta od ciała i spadła na ziemię, podobnie jak pozostałe kości. Wampir błyskawicznie odskoczył w tył, aby przypadkiem drugi dracon go nie przebił, czy coś. Na korytarz powinny już się szkielety.
2x Szkielet dracona, rozmieszczeni na odległości od 2 do 10 metrów od Ciebie.
5x Szkielet, bez broni, rozmieszczeni na odległości od 2 do 10 metrów od Ciebie. Bez broni.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej