Tereny Valfden > Dział Wypraw

W oczekiwaniu na nieuniknione

<< < (3/14) > >>

Patty:
- Chętnie - odpowiedziałam jedynie i ruszyłam przez całą długość pokoju do wskazanego mi miejsca. Usiadłam z wdziękiem, patrząc się prosto w twarz osoby siedzącej przede mną. Byłam ciekawa, ile mogę wyczytać z jego mimiki czy gestów. Od kiedy zaczęłam na poważnie zgłębiać magię umysłu, baczniej zwracam uwagę na tego typu szczegóły. Zaskakujące, ile emocji czy myśli pokazywał człowiek nie panujący nad własną twarzą.

Funeris Venatio:
Twarz nosiła ślady czasu, chociaż człowiek (jest to jedyna pewność w całej tej zagadce) mógł mieć jednocześnie 50 jak i 70 lat. Schludny, o szlachetnych rysach, orlim nosie, ostrym wyrazie twarzy i czymś w oczach, co nie dawało spokoju. Czymś, co kazało słuchać, nieważne jaki byłby rozkaz. Latami ćwiczona twarz nie zdradzała żadnych emocji - była niczym maska. Utrzymywana skutecznie poprzez tysiące godzin pertraktacji z personami nie z tego świata.
Gospodarz dał znak i karczmarz wszedł z winem, nalewając je do pucharku kobiety. Ukłonił się, odstawił dzban na stół i spokojnie wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Nieznajomy uniósł puchar i wzniósł niemy toast. Trochę czerwonej cieczy kapnęło mu na brodę. Chwycił w dłoń chusteczkę i wytarł nią starannie krótko przystrzyżony zarost. Odstawił swój puchar, splótł ręce i wpatrywał się w kobietę w zupełnym milczeniu.

Patty:
Panująca w pomieszczeniu cisza była dziwna, nietypowa, wibrująca wręcz. Spokojnym ruchem sięgnęłam po puchar z winem, jednocześnie nie mogąc powstrzymać mojej podejrzliwej natury. Lata walk i życia na krawędzi ryzyka czy też śmierci zmusiły mnie do wyrobienia w sobie pewnych nietypowych instynktów. Wiedziałam, że panuję nad własną mimiką, ale patrząc na wino, nie mogłam nie pomyśleć; Zatrute? Mimo to uśmiechnęłam się kącikiem ust i pociągnęłam lekki łyk, smakując napój. Gładko przełknęłam wino i spojrzałam mężczyźnie prosto w oczy.

Funeris Venatio:
Wino było naprawdę przednie. Najlepszy rocznik, jaki tylko można było na szybkiego załatwić, który osiągał niebotyczną cenę w srebrze. Trunek był w jak najlepszym porządku. Przynajmniej ten w pucharku kobiety. To, co znajdowało się w naczyniu nieznajomego, chociaż równie czerwone, winem nie było.
Gdzieś na dole ktoś krzyknął, że wybuchł pożar. Zaczęto ewakuować całego Obieżyświata.
Patty nie zdążyła zareagować na nic, gdy uderzył w nią soniczny atak. Lita fala dźwięku wydobywająca się z gardła jej gospodarza miała tak niebotyczne częstotliwości, że niektóre ze szklanych naczyń stojących na stole po prostu posypało się w kawałki. Ogłuszona kobieta jak przez mgłę widziała, że ktoś przykłada jej coś do nosa i zarzuca worek na głowę. Niczego więcej już nie dostrzegła. Zwłaszcza tego, że nieznajomy o szlachetnych rysach dopił swój puchar pełen świeżej krwi i wstał ze swojego krzesła. Spokojnie opuścił budynek, korzystając z zamieszania wywołanego domniemanym pożarem. Nikt nie zwrócił uwagi na schlaną do nieprzytomności dziewczynę otoczoną czterema tęgimi facetami.


Patricia de Drake obudziła się w małym pomieszczeniu. Nie wiedziała gdzie jest, ani jak długo się tutaj znajduje. W głowie jej lekko szumiało, jednak zmysły szybko wracały do pełnej sprawności. W migotliwym świetle dostrzegła drzwi. Nie była skuta, lecz nie posiadała przy sobie nic ze swojego ekwipunku.

Patty:
Otrząsnęłam się z szoku i ogłuszenia, rozglądając po wnętrzu pomieszczenia. Sprawdziłam pas, nie miałam żadnej broni przy sobie, co w sumie nie mogło mnie dziwić. Ale ciągle posiadałam moją magię, co nie mogło dobrze współgrać z moim narastającym gniewem. Pieprzone wampiry, skrzywiłam się na myśl o bezbożnych krwiopijcach. Kurwiego syna zatłukę. Odetchnęłam głębiej, wręcz pielęgnując wrażenie ogarniającej mnie furii. Wygenerowałam nieco energii magicznej i wyszeptałam inkantację Anosh!. Po rzuceniu zaklęcia podeszłam do drzwi i uchyliłam je ostrożnie, wyglądając za nie.

łaska mocy

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej