Tereny Valfden > Dział Wypraw

Na drodze ku zrozumieniu - Kenshin

<< < (10/40) > >>

Progan:
Idąc tak dotarłeś do polanki. Polanka była mała, miała średnicę 10 metrów, była zarośnięta, lekko oświetlona słońcem. Była też rozkopana. Pomiędzy kupkami piachu stało coś, co spojrzało na Ciebie niechętnie, warknęło, tupnęło i złapało za swą broń.
- Czego. Tu. - rzuciło do Ciebie.

Kenshin:
Ta droga zaprowadziła go na polanę, która nie była zbyt imponująca jak mogłoby się wydawać, ale to co tam zobaczył zaskoczyło go. Kenshin zauważył wykopy z ziemi, a po chwili wyskoczył jakiś mówiący olbrzym. Brzydki jak 12 w nocy, ale nie miał wyjścia i musiał odpowiedzieć zwłaszcza, że stworzenie mogło w każdej chwili zaatakować.
- Los mnie tutaj zaprowadził, także sam nie wiem co tutaj robię. Widzę jednak, że jesteś zajęty może w czymś pomóc?.

Progan:

- Meh. Nie. Wiem. W. Sumie. Pomoc. Przyda. Się. - wypowiadał powoli słowa. Rozmowę usłyszało coś pod ziemią, w wykopie coś zaszuściło i na powierzchnię wyskoczył inny stwór. Wzrostu poprzedniego, ale szczuplejszy. Miast nosa miał ruchliwe rzęski, a jego łapy wieńczyły pazury.


- Niooh. Nioooh. Ktooo-toooo?
- Obcy. Pomóc. Chce.
- Niooh. Pooo-móóóc. Niooh. Zee-złyyy-dooo-bryyy-too-teeeem?
- Mus. Mu. Z. Sołtys. Mówić.
- Nioh. Nioh. Złyy-doo-bryy-too-teem-niee-moo-żee-jaa-truu-flii-koo-paać-szuu-kaać-złee-ptaa-kii-złee-okoo.

Kenshin:
Co jeden to brzydszy. Stwierdził sobie w głowie, coby nie obrazić dziwnych przybyszów. Zwłaszcza teraz gdzie jest ich dwóch, a ten nowy mówił bardzo niewyraźnie, więc musiał sobie jego słowa spokojnie przeanalizować. Jak się dziwnie okazało oni też szukają trufli, jak ekipa z która przybyłem do granicy lasu. Ork ciekaw był, czy to ma jakiś związek z tymi istotami, ale teraz nie mógł jeszcze tego stwierdzić. Poza tym pytał, czy Kenshin jest dobry, czy zły to również wydawało się interesujące. - Dobrze porozmawiam z sołtysem. Mówił bardzo powoli aby mogli spokojnie zrozumieć jego słowa.

Progan:
Grubszy zamlaskał. Przestąpił z nogi na nogę, opuścił broń, która uderzyła w ziemię.
- Noo. Dobra. Tedy. Iść. Ty. Tam. O. - wskazał na drzewa po drugiej stronie polany. Zauważyłeś, że jest tam jakiś prowizoryczny obóz. Kociołek nad tlącym się lekko ogniem, trzy skóry rzucone na ziemię służące zapewne za legowisko i kilka worków pod drzewem. Ktoś tam też urzędował.
- Tam. O. Sołtys. Iść.
- Niooh! Niooh! - zaczął podskakiwać ten z rzęskami na pyszczku - Złyy-doo-bryy-too-teem-niee-byyć-goo-niee-byyyć-złee-ptaa-kii-złee-okoo. Niooh! Niooh!
- Kop. - poleciał mu ten grubszy, tamten podskoczył, zawołał jeszcze raz swoje 'nioh, nioh' i wskoczył do dziury w ziemi by skryć się w kopanym przez siebie tunelu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej