Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zagrożeni odkryciem [Salazar, Leo]
Leo:
Atak udał się prawie tak, jak chłopak to sobie zaplanował. Prawie.
Sztylet wypadł z bezwładnej ręki, jednak Leo od razu schylił się po niego i pochwycił go w lewą dłoń, krzywiąc się przy tym z bólu, gdyż ukłucie nie należało do najprzyjemniejszych. Zostanie po tym ślad.
Jedna z kończyn zwisała luźno wzdłuż ramienia, w drugiej adept magii dzierżył Złowróżbny szept. Zbliżył się do ocalałego szkodnika i przełożył broń tak, by trzymając ją za rękojeść, ostrze skierowane było do dołu.
Wziął mocny zamach i bezceremonialnie wbił nóż w głowę kalekiego owada, kończąc przy okazji jego męki.
Canis:
Jaszczur schował szablę i bułat do pochew i wracając do normy po odbytej walce, podszedł do kompana w podróży. Przechylił głowę na bok patrząc z zaciekawieniem na rannego delikatnie kompana w podróży.
- Ruszamy dalej? - Zapytał,
//Krwiopijce zginęły. Zaklęcie światło działać będzie jeszcze 1,5 godziny.
Leo:
Leo schował sztylet na swoje miejsce, a potem zdrową ręką sięgnął po kostur, który następnie przymocował z powrotem na plecach. Spojrzał żałośnie na ranną kończynę, której w ogóle teraz nie wyczuwał. Plus był taki, że użądlenie nie spowodowało żadnego obfitego krwawienia.
- Jasne, możemy iść - odparł, starając się zachować pogodę ducha. - Tylko jakbyśmy mogli iść trochę wolniej. Boję się, że możemy natrafić na myśliwych, nim trucizna przestanie działać - dodał, po czym powoli ruszył w dalszą wędrówkę.
Canis:
- Stanie w miejscu jest groźniejsze, niż pójście na przód. Zgrzyt stali, poruszenie i hałasy krwiopijców z pewnością zwróciły uwagę innych zwierząt. - Powiedział poprawiając swoją skórzaną szatę założoną na zbroi. Ruszył dalej na przód w kierunku południowo-zachodnim.
Przedzierając się przez ponure tereny rozglądał się uważnie, starał zachowywać ciszę i spokój, by słyszeć i dostrzec wrogów. Co prawda zaklęcie światła już zdradzało jego pozycję - ale jednak.
Leo:
Leo wędrował w milczeniu, co jakiś czas spoglądając na ranne ramię. Walka była krótka, ale mimo wszystko odczuł po niej zmęczenie. Wolał nie myśleć, co się stanie, gdy natrafią na prawdziwych wrogów. Wcześniejsza pewność siebie zaczęła go powoli opuszczać i wydawała się być podtrzymywania jedynie przez iskrę nadziei, którą symbolizowała unosząca się nad nimi kula światła.
- Już jest lepiej - odezwał się po jakichś trzydziestu minutach, gdy poczuł, że może poruszać palcami. - Użądlił Cię kiedyś?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej