Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zagrożeni odkryciem [Salazar, Leo]
Leo:
Nazwa wyprawy: Zagrożeni odkryciem
Prowadzący wyprawę: Salazar
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: myślenie + walka bronią białą 50%
Uczestnicy wyprawy: 2 [Salazar, Leo]
Canis:
Sandro stanął tuż przed wejściem do paktu i spojrzał na niebo.
- Kiedyś różnie tłumaczono ten widok. - Powiedział wskazując na gwiazdy. - Niektórzy uważali, że są tam setki i tysiące robaczków świętojańskich przyklejonych "do tego błękitnego czegoś tam". Inni mówili, że stamtąd spoglądają oczy przodków królów, służący radom obecnym władcom. Inni mówili, że to ogromne kule gazowe, które pod pływem zmniejszania objętości zaczynały świecić. Z tych ostatnich śmiano się, że "za dużo puszczają własnych gazów".
Opowiadał filozoficznie zatracając się w rozważaniach. Otrząsnął się i chrząknął przywracając siebie samego do porządku.
- Nie to jednak jest naszym dzisiejszym problemem. Nie wiem, czy jesteś świadom, ale nasza organizacja nie należy do tych "mile widzianych", wręcz jest w pewien sposób nielegalna ze względu na filozofię jaką wyznajemy i zasady, swoiste drogowskazy jakie wskazują nam naszą drogę ku przyszłości. Tym samym każde odwiedziny w tej części dżungli są dla nas zagrożeniem. Już nawet nie tylko sam fakt istnienia jest dla nas zagrożeniem, ale też pozycje naszych członków ich reputacja i ryzyko posądzenia o członkostwo niektórych naszych dzieci nocy, pełniących istotne, strategiczne, dla naszego państwa funkcje jest groźny i musimy starać się troszczyć, by nikt nie wiedział co się tutaj kryje. Rozumiesz prawda?
Zakończył wstęp interpretacyjny więc zmierzał w końcu do sedna i istoty sprawy.
Dwa dni temu znalazłem obozowisko 30 kilometrów od naszej siedziby, minionej nocy To samo obozowisko zmieniło miejsce bytowania o 10 km w naszą stronę. Jeżeli dziś również zmienili położenie w tym samym kierunku, będą jakieś 10 kilometrów od naszej siedziby. Chcę byś udał się tam i pozbył zagrożenia. To co odkryłem, to 3 myśliwych, lecz było tam 7 koni i 2 drewniane wozy. Jeden wóz był pełen trofeów, drugi jeszcze nie, więc zapewne będą polować dalej i głębiej w dżungli. Nie możemy pozwolić by zbliżyli się do nas. Udasz się na południowy zachód, tam znajdziecie ich siedzibę. To kawał drogi, lecz myślę, że dojdziesz...
Salazar wyszedł z wieży paktu, w kiepskiej kondycji fizycznej, ze zgniłym do reszty ciałem, wypełzł na powietrze, gdzie był umówiony z Sandro Viperionem.
- Witajcie.
- Długo czekamy, udacie się więc we dwoje. Dziesięć kilometrów to około dwie i pół godziny drogi. W nocy polują, więc będą łątwiejszymi celami, gdy zrobicie to o zmroku - tak jak teraz, będą rozproszeni. Jakieś pytania?
Leo:
Bard z zaciekawieniem słuchał wykładu wampira na temat gwiazd. Każda wiedza się przyda. Jednak bardziej się ożywił, gdy Sandro przeszedł do rzeczy.
Prawdą było, że Leo odnosił wrażenie, iż Pakt nie jest zbyt pochlebnie odbieraną przez tłum organizacją, a Viperion teraz tylko go w tym upewnił. Lecz chłopak nie wiedział, że to jest aż tak poważna sprawa.
Gdy wampir skończył mówić, adept żywiołów jedynie skinął głową, na znak, że rozumie.
Zadanie zdawało się być dość znaczące i obiecujące, to też Leo był pełen dobrych myśli, co do tego, co napotka na swej drodze. A żeby mu nie było smutno, po chwili z wieży wyszła jeszcze jedna postać.
- Witaj. - Chłopak pierwszy raz miał tak bliski kontakt z jaszczuroczłekiem. Było to dla niego coś... nowego. Jednak nie zawahał się i przyjaźnie wyciągnął rękę. W końcu spędzą ze sobą trochę czasu.- Leo. - Jegomość wydawał się być intrygujący, zważywszy na niezbyt żywy wygląd.
- Ja nie mam pytań - wzruszył ramionami, przenosząc wzrok z nowego towarzysza na wampira. - Jeśli chodzi o mnie, to mogę ruszać.
Canis:
Sandro słysząc, że nie ma pytań, przemienił się w nietoperza i odleciał.
Jaszczur tak rozejrzał się.
- No witaj. Jestem Salazar Trevant.- Powiedział podając "lekko" zgniłą dłoń. - To prowadź... mógłbyś jeszcze mi powiedzieć o co chodzi? Bo chyba się trochę spóźniłem.
Leo:
Leo wolał nie pytać, co oznacza cała ta zgnilizna. Nie należało to do pytań, które powinno się zadawać zaraz na początku znajomości. Można i tak.
- Mówiąc krótko - zaczął bard. - Mamy znaleźć i wyeliminować nieproszonych gości, którzy wtargnęli do naszej dżungli. Ich obóz powinien znajdować się tam - wskazał w tym samym kierunku, o którym wcześniej mówił wampir. - Czeka nas podobno 10 km wędrówki, przynajmniej teoretycznie. Ponoć jest to tylko trzech myśliwych, więc nie będzie źle - zakończył wywód i ruszył we wspomnianym wcześniej kierunku. - Chodźmy, szkoda czasu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej