Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zagrożeni odkryciem [Salazar, Leo]

<< < (3/8) > >>

Leo:
- Rozumiem - odparł Leo, nie chcąc dalej drążyć tematu. Ja tam wolę trzymać się wody i chleba.

- Sandro mówił, że trzech - przypomniał sobie słowa wampira. - Co do tropienia, pożytek ze mnie żaden - pokiwał bezradnie głową - Znam się jedynie jako tako na roślinach, ale to raczej nam nie pomoże.

Canis:
- No, ale wczuj się w rolę myśliwego, musisz zdobyć zwierzynę, by zdobyć mięso, pożywienie, ale i wartościowe trofea. Jak byś chciał to zrobić? Potwory silne i potężne...

Przemierzaliście dżunglę, drzewa były wysokie, a same konary poniszczone, nie od zwierząt, czy czegokolwiek takiego - brak słońca powodował, ze gałęzie i liście z mniejszym zagęszczeniem rosły w niższych partiach drzewa. na ziemi było mnóstwo dziwnych krzewów, było wilgotno i ponuro. W koronie drzew słyszeliście niespokojne ruchy, co sygnalizowało obecność czegoś.

Leo:
- Skoro nie znam się na tropieniu... - zaczął głośno myśleć bard. - To może by tak sprowokować cel, żeby sam mnie znalazł? Pewnie będą teraz rozproszeni, więc bez problemu powinniśmy sobie poradzić z pojedynczymi osobnikami - zaproponował. - I tak bym nie był w stanie się do tego kogoś zakraść, więc jak szaleć, to szaleć.
Nie wprowadzał jednak swojego pomysłu w życie, czekając na opinię bardziej doświadczonego kolegi. Oczekiwanie przerwały jakieś szmery.
- Słyszysz to? - adept ziemi skierował niespokojny wzrok w górę, między spróchniałe korony drzew. Nie chciał tego przyznawać, ale nieprzyjemny dreszcz przebiegł mu po plecach, a serce lekko przyspieszyło.

Canis:
- Słyszę...

Odpowiedział spoglądając w górę.


Ogromne wysokie drzewa, porośnięte liśćmi skrywały tajemnicę, po chwili usłyszeliście trzepotanie skrzydeł, gdy nagle z samej góry zaczęły zlatywać krwiopijce przy konarach rozświetlonych drzew. Póki co dojrzeliście 4 sztuki, hałasy wśród koron drzew nie ustawały.



4x Krwiopijca (Są w odległości 10 metrów od was po skosie, mniej więcej 45 stopni. Dwa zamierzają atakować Leo, oraz dwa zmierzają do ataku Salazara Trevant.)

Leo:
Cholera, chłopak zaklął w myślach, nie spodziewając się, że tak szybko dojdzie do pierwszego starcia. Nie miał wątpliwości co do tego, że Salazar bez problemu poradzi sobie z takim przeciwnikiem, sprawa miała się gorzej, jeśli chodziło o barda.
Zazwyczaj w takich momentach rzuca się jakiś zabawny komentarz, ale tak się dzieje chyba tylko w opowieściach. Leo żałował, że nie poznał jeszcze żadnego zaklęcia. Musiał ratować się bronią białą.
Skupił uwagę na dwóch owadach, które obrały go sobie za cel. Ich wielkie żądła napawały go nie lada strachem. Nie daj się ukłuć!, przestrzegał się w myślach.
W pierwszym odruchu sięgnął po przypięty do pleców kostur, który miał teraz odegrać dość ważną rolę. Wykorzystując dwumetrowy zasięg broni, adept ziemi chciał wziąć mocny zamach i uderzyć tego owada, który pierwszy zbliżyłby się na odległość dwóch metrów. Celowałby w głowę, lecz gdyby się zorientował, że jest to ponad jego siły, starałby się trafić w korpus. Jeden porządny cios powinien załatwić sprawę.
W razie przeprowadzenia udanego ataku, od razu skupiłby się na drugim przeciwniku. Gdyby ten podleciał zbyt blisko, Leo wyrzuciłby kostur i dobyłby sztyletu, starając się trzymać żądło bestii z dala od siebie. Czekałby na odpowiedni moment, aby wyprowadzić śmiertelne cięcie, tudzież pchnięcie, w kierunku nieprzyjaciela.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej