Tereny Valfden > Dział Wypraw

Gnoić leszczy

<< < (17/54) > >>

Dragosani:
Drago zatrzymał się w progu. Korytarz był długo i raczej dość wąski. A na pewno węższy, niż wampir by sobie tego życzył. Rzecz jasna nie zamierzał rezygnować. Ruszył przed siebie, chcąc jak najszybciej dotrze do końca tunelu. Idąc wyciągnął z kabury pistolet, oraz jedną kulę z woreczka. Sprawnie załadował broń i trzymając ją w gotowości szedł przed siebie. Nie czekał, aż dracon i mauren zdecydują się, czy będą mu towarzyszyć.

Kenshin:
- Cholera. Powiedział na widok straży i, tylko tyle mógł powiedzieć, bo wojowniczka pociągnęła orka za sobą. Teraz wśród tłumu z pękniętym żebrem musiał jakoś ominąć straż chodząc bocznymi uliczkami, a obok niego szła kobieta z bractwa to dawało im przewagę, bo mogła udawać że bierze rannego jak na wojowniczkę zakonu przystało, ale tej karty mogli użyć później albo nigdy. Tak czy, siak skręcili w lewo w jedną z bocznych uliczek. Kenshin wiedział, że szpital jest niedaleko więc tylko trochę nadłożyli drogę robią taki jakby łuk. Teraz powinni spokojnie dotrzeć do szpitala.

Funeris Venatio:
Drago kroczył z wolna. Droga dłużyła się, jednak wreszcie zbliżała się do końca. Wampir zdawał sobie sprawę, że odszedł spory kawałek dalej, może nawet na granicę dzielnicy, która w końcu do najmniejszych nie należała. Przed sobą miał kolejne zamknięte drzwi.


Przed wejściem do szpitala stał strażnik miejski, który właśnie wyszedł z budynku. Odprowadzał swojego kolegę, który nieopatrznie stanął i skręcił staw skokowy. Spojrzał na orka i rycerza z Bractwa, podchodząc bliżej. Para wydała mu się dość nietypowa, zwłaszcza zważywszy na fakt, że ork był wyczerpany, wyraźnie trzymał się za bok i krwawił.
- Co się stało? - W głosie było trochę troski, trochę zaciekawienia. Ale też sporo podejrzliwości. Wziął jednak orka pod ramię i pomógł mu iść do środka budynku.

Evening Antarii:
-Wypadek przy pracy. Właściwie to nic szczególnego -gdy weszliśmy do środka stwierdziłam, że strażnik wystarczająco nam pomógł. Po co miałby zawracać sobie głowę jakimś orkiem? -Dziękujemy za pomoc. Poradzimy sobie...- chciałam dać mu do zrozumienia, że już może sobie iść.

Funeris Venatio:
...


Ach to Bractwo i jego sekrety... W końcu Evening nosiła zbroję i wyposażenie Bractwa. A oni podlegali bezpośrednio królowi, nikomu więcej. Byli na swój sposób nietykalni. Co jemu, prostemu strażnikowi, do ich sprawek?
Podbiegła do was od razu jakaś pielęgniarka, zaniepokojona stanem nieszczęśnika.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej