Tereny Valfden > Dział Wypraw

Gnoić leszczy

<< < (16/54) > >>

Kenshin:
Kenshin trochę osłab stojąc na ulicy a jeszcze przechodzący ludzie patrzeli się zamiast pomóc. Nigdy by nie przypuszczał, że taka znieczulica panuje na ulicach, a najlepsi byli Ci, którzy patrzyli i omijali go szerokim łukiem być może spowodowane było to, że jest czarny jednak nie miał teraz czasu, żeby się nad tym zastanawiać, więc patrzył się na nich groźnie, gdy dobiegł go głos znajomej dziewczyny, której raczej się tutaj nie spodziewał. Ork podniósł głowę w stronę dziewczyny. - Wiesz pierwszy raz zostałem dość mocno ranny. Wcześniej nikomu to się nie udało. Tutaj dłonią pokazał dwie szramy w formie X, które miał na policzku. - Szpital jest niedaleko, ale powinien sam dojść, tylko jest jeden mały problem. Nie mam grzywien.

Funeris Venatio:
Chłopak z pociętymi żyłami na ręce stracił tak dużo krwi, że ostatecznie odpłynął w niebyt. Podżegacz zwymiotował, gdy dotarło do niego kilka rzeczy i jak zauważył pożywiającego się wampira. Jeszcze nigdy takiej sceny nie doświadczył no i po prostu nie zdzierżył.


W stronę Kenshina i Evening zaczął zbliżać się patrol straży miejskiej. Był w tej chwili jakieś 100 metrów dalej.

Dragosani:
Drago kiwnął głową, gdy Evenign powiedziała co zamierza zrobić. Potem spojrzał na Aragorna i Samira.
- No to róbcie co chcecie, ja idę za Wasapem - powiedział i ruszył w stronę drzwi, przez które uciekł Zamaskowany. Po drodze zagadał jeszcze do podżegacza, który właśnie zwymiotował.
- Skorzystaj z okazji i spadaj stąd - rzucił i podszedł do drzwi. Gdy je otworzył, obrzucił spojrzeniem to co kryło się za nimi i przekroczył próg.
// Jaka jest pora dnia, tak w ogóle? Pewnie już blisko do nocy?

Funeris Venatio:
Drago dostrzegł podżegacza, który chwili się nie zastanawiał, tylko spieprzył byle dalej. Uciekał poprzez sklep rymarza. Sam wampir zaś dostrzegł słabo oświetlony przez kryształy korytarz, szeroki na dwóch ludzi, który zdawał się nie mieć końca. Niknął chyba gdzieś ostatecznie za łagodnym zakrętem w prawo.

//Pisałem wcześniej, jest wieczór. ÂŚciemnia się.

Evening Antarii:
-Kiedyś musiał być ten pierwszy raz. A co do grzywien... Później mi się odwdzięczysz. Na razie udawaj, że wszystko jest w porządku. Straż miejska..., chodź!- ostrzegłam i pociągnęłam go za ramię tam, gdzie było więcej ludzi.  Nie chcieliśmy przecież narażać się na ich pytania, dociekania itp... Mogło  to przysporzyć trochę problemów. Przecież nie przyznamy się, że przed chwilą zamordowaliśmy kilku bandytów i odkryliśmy jakąś organizację, której członkowie zabijali wyznaczone osoby na zlecenie. Ważne, żeby dotrzeć do szpitala bez zbędnych problemów.
-Prowadź.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej