Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gnoić leszczy
Hagmar:
Nazwa wyprawy: Gnoić leszczy
Prowadzący wyprawę: Funeris Venatio
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: znalezienie się w odpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie
Uczestnicy wyprawy: Evening, Dragosani, Kenshin Himura, Samir
To co się wydarzyło wyprowadziło Tacticusa z równowagi psychicznej. Marnowanie dobrej wódki i atak na hrabiego wymagał... czegoś tam. Dracon zerwał się z krzesła krzycząc:
- Gonić leszczy! I sam wybiegł za nimi z karczmy.
Funeris Venatio:
Ktoś zniknął właśnie w uliczce z lewej strony. Kierował się w stronę dzielnicy obywateli.
Uderzenie Dragosaniego w twarz było zniewagą...
----------
Tymczasem Samir, przechadzając się po podgrodziu, dostał podobnym kamieniem w potylicę. Obejrzał się za siebie i ujrzał dwójkę podlotków, którzy biegną prosto w stronę dzielnicy obywateli.
Dragosani:
Dragosani był z reguły wampirem spokojnym. Panującym nad emocjami i nie dającym się im ponieść. Ale z reguły też nie obrywał kamieniem w głowę od jakiejś gówniarzerii (do której w zasadzie wliczał się prawie każdy na wyspie). Instynktownie złapał się za głowę i syknął. Bolało, ale jednak skórzany kaptur robi swoje i chroni nieco przed uderzeniami. Wstał gwałtownie i spojrzał w stronę drzwi. Ręka jakoś tak sama powędrowała mu do pistoletu, lecz ostatecznie nie wyciągnął go. I tak był nie nabity, a jeśli chciał dorwać tego kto zawinił, musiał działać szybko. Okrzyk Aragorna był właściwie zbędny. Wampir wybiegł za nim z karczmy, w biegu zakładając maskę na twarz. Biorąc pod uwagę kogo obrali za cel, to jest dracona i zmutowanego wampira, sprawcy zajścia raczej nie mieli przed sobą świetlanych perspektyw.
//To nie czekamy na Evening? Coś pisała, aby poczekać, bo się upija do nieprzytomności na weselu.
Hagmar:
Aragorn chciał machnąć skrzydłami... Kurwa! Jebane demony... Czym prędzej ruszył za leszczami starając się ich wytropić dzięki wyostrzonym zmysłom.
Samir:
Spokój zażywającego spaceru maurena został brutalnie zakłócony. Kamień, prawdopodobnie jeden z wielu, jakie można było znaleźć na ziemi miasta Efehidon huknął go soczyście w potylicę. Siła uderzenia powaliła ciemnoskórego mężczyznę na kolana, podparł się rękoma i odetchnął głęboko. Na szczęście gęsto zaplecione dredy pochłonęły większość energii uderzenia, nie powodując żadnej otwartej rany. Samir jednakowoż hołdował zasadzie, iż podobna zniewaga krwi wymaga, zatem gdy tylko się otrząsnął, ruszył w pogoń za gówniarzami.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej