Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gnoić leszczy
Evening Antarii:
Odprowadziłam orka jedynie wzrokiem. Jak na rannego to dobrze sam sobie radził...
-Właśnie, Drago. Musimy w końcu dowiedzieć się kim jest ten w masce. A ten tu będzie teraz mało przydatny, powiedział już wszystko co wiedział o zamaskowanym.
Dragosani:
Drago przerwał zaklęcie Hipnozy po prostu odchodząc od podżegacza.
- Nic więcej nie powie - stwierdził. Spojrzał na Aragorna. - Nie pożywię się na nim, jeśli to sugerujesz. Mam aż za dużo innych... naczyń. - Wskazał ruchem ręki na ciała w sali. - "Przepytam" jeszcze tamtego i możemy iść. - Podszedł do ciała zabitego podżegacza. Kucnął przy nim. Pierwsze co zrobił, to odwiązał od jego pasa woreczek z amunicją. Co prawda miał jeszcze sporo, ale amunicji nigdy za wiele. Tak powiedział pewien krasnolud, gdy Drago był w Ekkerund na nauce strzelectwa. Tak więc wampir zagarnął amunicję martwego podżegacza, po czym uniósł lekko jego ciało i wgryzł się mu w szyję. ÂŁyknął porządnie już powoli stygnącej krwi, żywiąc się i jednocześnie starając się wychwycić ukryte w niej wspomnienia o Zamaskowanym.
// Biorę amunicję zabitego podżegacza. Dodać teraz, czy na końcu podliczysz w podsumowaniu?
Funeris Venatio:
Drago widział różne sceny. Okazało się, że ten podżegacz wiedział nieco więcej, bo pracował z Wasapem od dłuższego czasu. Faktycznie, ten wynajmował dom od Horvitza, kupca jedwabiem, który miał parę nieruchomości w dzielnicy obywateli i kilka sklepów. Horvitz nie pytał o nic dopóki Wasap płacił - tyle wiedział ten bandyta. Dodatkowo Wasap był szefem bandy zbirów, która zabijała na zlecenie. Dostawał pieniądze i nazwiska, a ofiary znikały. W różnych okolicznościach. Tym razem komuś przeszkadzała ta dwójka, czyli wampir Dragosani i mauren Samir, Kruk. Podżegacz nie miał pojęcia, kto był głównym zleceniodawcą, ale pieniądze wpłynęły spore. Samego Wasapa znał długo, ale zawsze na stopie zawodowej. Ten nawet nigdy nie ściągnął przy nim swojej maski.
Kenshin słabł. Oddychało mu się nie najlepiej, a krew sączyła się z wolna między palcami. Z minuty na minutę robił się coraz bardziej blady i zaczynało kręcić mu się w głowie. Niestety ork tylko stał na środku alejki, a przechodnie dziwnie zaczynali na niego patrzeć.
//Podliczę na koniec.
Dragosani:
Wampir pił krew, jak przystało na szanującego się wampira. I przy okazji czytał zapisaną w niej pamięć. Dowiedział się dzięki temu nieco więcej, niż powiedział mu zahipnotyzowany podżegacz, co było miłe. Gdy się zasycił odrzucił ciało. Wytarł dłonią krew w warg i podszedł do towarzyszy.
- Ten Wasap to tylko najemny zbir, szef bandy, która zajmowała się usuwaniem osób, na które otrzymywała zlecenia. Całkiem nieźle radzili sobie do spotkania z nami. - Spojrzał na maurena. Samir. Tak się nazywał, co Drago wychwycił z pamięci krwi. - Ktoś bogaty zlecił im zabicie mnie i ciebie. - powiedział. - Ten tutaj... - Kiwnął głową na ciało podżegacza. - Nie wiedział niestety kto. Wasap pewnie będzie wiedział więcej. Ruszajmy więc. - Spojrzał na Evening i Aragorna. - Na was zlecenia nie było, więc nie musicie ryzykować i iść z nami - powiedział. Nie chciał, aby niepotrzebnie pchali się do kryjówki szefa grupy zabójców. Ale jeśliby chcieli im towarzyszyć, to też by nie oponował.
Evening Antarii:
Wysłuchałam uważnie wampira na temat tych bandytów i zleceń zabójstw. Czego mogli chcieć od Drago i Samira?
-Ta banda może być dość niebezpieczna...- wtedy rzuciłam okiem na zakrwawioną podłogę wielkiej sali i ciała w różnych jej częściach.[/i]-... może jednak nie. Ale i tak na siebie uważajcie. Może Aragorn z wami pójdzie? Ja pójdę pomóc orkowi. Pewnie nie odszedł daleko, z łatwością go dogonię. Odprowadzę go do szpitala, a tam się nim zajmą.
Oznajmiłam i wyszłam tym samym wyjściem co ork, szybko pokonałam schody i dostałam się na górę. Przeszłam przez wyważone drzwi w ślad za rannym.
-O jesteś, na szczęście nie odszedłeś za daleko...- powiedziałam z ulgą, gdy ujrzałam rannego, stojącego wśród spieszących się ludzi, którzy nie zwracali na niego uwagi. Nie wyglądał najlepiej, było widoczne jego znaczne osłabienie.
-Jak się czujesz? Mocno krwawi?- uniosłam lekko jego dłoń i przyjrzałam się ranie. -Wiesz gdzie jest szpital? -starałam się, żeby nie stracił przytomności przez utratę krwi. -Jeśli nie to spytam się kogoś o drogę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej