Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gnoić leszczy
Funeris Venatio:
Większość nie żyła. Został tylko młokos, który dostał w rękę Wieczorka i teraz siedzi w kącie. Ma zamknięte oczy i nie rusza się, z przeoranej ręki sączy się krew. Do tego jeden stojący koło nadal leżącego Kenshina, odrzucił swój sztylet na środek sali. No i podżegacz, który nawet pozostawiony sam sobie uznał, że lepiej nie wstawać i nie chwytać pistoletu.
Drago chyba przekonał młodocianego bandziora, bo ten wybiegł szybko jednym z wejść i zniknął w korytarzu. Widok jego poharatanych kumpli robił kolosalne wrażenie.
//Został wam podżegacz i ten z pociętą ręką.
Kenshin:
Walki ustały, a młodzik pobiegł chyba po medyka lecz ork nie wierzył, że wróci wraz z pomocą no chyba, że wystraszył się wampira z obietnicą jego zabicia gdyby nie powrócił. Teraz reszta musiała przesłuchać kim był ów zamaskowany facet i dlaczego kazał młodym nas zaatakować. Kenshin nie odezwał się słowem, tylko patrzał co rusz na ranę, którą starał się tamować dłonią albo w sufit piwnicy. Jednocześnie w duchu czuł żal, że tyle młodzieży poległo z rąk krwiożerczych towarzyszy.
Dragosani:
Gdy młodzik wybiegł, wampir schował bułat do pochwy. Zerknął jeszcze na orka, aby upewnić się, ze jeszcze żyje. Ruszał się, więc chyba żył. Rannym chłopakiem się nie przejmował. Jego rana na bardzo poważną nie wyglądała, więc pewnie się wyliże, a zagrożenia nie stwarzał. Pozostał więc podżegacz. Całkiem bystry podżegacz, co trzeba zaznaczyć. Wszak nie atakował ich. Drago ruszył w jego stronę. Stanął nad nim, opierając dłoń o rękojeść bułatu. Tę demoniczną, eksponując j w ten sposób. Był to celowy zabieg. Ludzie boją się często nieznanego. A taka mutacja była nieznana dla porażającej większości ludzi i innych istot.
- A teraz opowiesz nam wszystko co wiesz o tym Zamaskowanym. Kto to jest? Czego od nas chce? Gdzie może się ukrywać? I chyba nie muszę mówić, abyś nic nie kombinował?
Funeris Venatio:
- Wasap, pracuje dla kogoś większego, nie znam szczegółów. Zatrudnił nas jakiś tydzień temu, byśmy was dostarczyli w to miejsce. Płacił z góry. Nie wiem gdzie go spotkać, zawsze spotykaliśmy się tutaj. - Głos bandyty był wcale spokojny, chociaż przesiąknięty obawą. Mówił składnie, jednak z wyraźną obawą. Nie wiedział czego może się spodziewać po wampirze, tym maurenie z brzytwą, draconie, czy tej psychopatycznej dziewczynie, która nosiła szaty Bractwa ÂŚwitu.
Dzieciak, który wybiegł na zewnątrz już nie wróci. Zabrał swoje klamoty i ruszył w nieznaną stronę na pierwszym lepszym wozie, który zgodził się go zabrać. Zbyt bardzo bał się o swoje życie, by wołać straż, medyka, czy innych bandytów.
Dragosani:
Czyli w gruncie rzeczy dowiedzieli się niewiele. Poznali imię Zamaskowanego (które mogło być oczywiście fałszywe) i to, ze pracuje on dla kogoś jeszcze innego. No i że chcieli oni sprowadzić tutaj Draga i maurena. Zawsze lepsze to, niż absolutnie nic. Wampir przez chwilę zastanawiał się, czy podżegacz może kłamać. Albo ukrywać część prawdy. Uznał, ze w sumie może to sprawdzić. Wbił wzrok w oczy bandyty.
- Uosh izaar - wypowiedział inkantację Hipnozy. Uderzył nią w umysł podżegacza. - Gdzie mogę spotkać Wasapa? - dość jasno postawił pytanie. Zajmując się przesłuchaniem nie zwracał większej uwagi na rannych. Miał nadzieję, że ktoś ich tam ogarnie, bo nie wyglądało na to, aby wysłany po medyka młodzik miał wrócić. I wampir nie bardzo wiedział c z nimi zrobić. Młody pewnie przeżyje i w sumie nie był to jego problem. Ale orkiem już można było się zająć, mimo iż drań nawet się nie przedstawił. Jednak należeli do jednej organizacji, więc jakaś tam lojalność obowiązywała.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej