Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gnoić leszczy
Funeris Venatio:
Chłystek faktycznie zaprzestał walki, tak samo bandyta podżegacz, który widział zakrwawioną dziewczynę tuż obok siebie, tę psychopatyczną i niebezpieczną. Młodzik stał w miejscu, nie bardzo wiedząc co począć. Mógłby teraz po prostu uciec, faktycznie sprowadzić medyka, lub może nawet resztę bandziorów z okolicy. Nie był jednak pewny, czy wampir go nie podpuszcza.
- Naprawdę pozwolisz mi pobiec po medyka? - W jego głosie brzmiała nadzieja.
//
--- Cytat: Evening w 05 Październik 2014, 14:01:15 ---//Nie można uznać, że cios kiścieniem w głowę był już śmiertelny, a sztylet to tak... zapobiegawczo?
--- Koniec cytatu ---
//No tak właśnie uznałem. :)
Dragosani:
Wyraz twarzy wampira nie zmieniał się. Nie uśmiechał się, nie przywoływał na twarz wyrazu gniewu. Po prostu miał spokojne oblicze, nie wyrażające najmniejszych emocji. W pewnym sensie takie lodowate spojrzenie było to bardziej przerażające, niżby szczerzył kły i ciskał "urwami". Jednak dla zachęty dla młodzika opuścił lekko bułat. Oczywiście cały czas był gotów go podnieść i młody pewnie o tym wiedział.
- Nie rzucam słów na wiatr - odparł. - Biegnij, byle szybko. I twojemu koledze i naszemu orkowi przyda się szybka pomoc. Ale jak sprowadzisz tutaj zgraję kumpli, to znajdę cię i zabiję. - Jak wspomniał, nie miał zamiaru rzucać słów na wiatr. I to lodowate spojrzenie wyrażało to.
Kenshin:
Ork na kopnięcie dzieciaka zareagował grymasem i wypluciem krwi z ust. Właściwie mógł go zabić zaklęciem, ale w tym czasie "przyjacielski" wampir go uratował od prawdopodobnej śmierci, przez przebicie sztyletem ale to nie oznaczało, że dzieciak przyjdzie z medykiem i uratuje Kenshina od wykrwawienia się. Także spokojnie sobie leżał, bo i tak nie miał co właściwie robić, ale rozejrzał się po pobojowisku i zauważył jak dwóch bandytów biegnie na Aragorna i to było na tyle z jego obserwacji.
Samir:
Katana z sykiem wysunęła się z pochwy, mauren nie tracąc czasu natarł wściekle na bandytów. Uzbrojeni w krótkie sztylety przeciwnicy, mimo przewagi liczebnej, nie stali wcale na wygranej pozycji. Szybkim, dolnym cięciem Samir zbił ostrze pierwszego napastnika, ciął mocno przez twarz, dzieląc lico dzielnego bandyty na dwie, symetryczne części. Przed drugim atakiem zasłonił się karwaszem, stal pewnie zniosła uderzenie, mauren wywinął się szybkim piruetem i ciął mocno, skręcając biodra. Ostrze przejechało po klatce piersiowej bandziora, zostawiając krwawy ślad i doskoczył do okaleczonego wcześniej człowieka, który padł na kolana, przykładając ręce do twarzy. Samir zamaszystym kopniakiem posłał go na ziemię, szybkim ruchem wysunął ukryte ostrze i doskoczył, wbijając je w gardło przeciwnika. Mężczyzna wydał z siebie dziwaczny dźwięk i zadygotał w drgawkach. Mauren wyszarpnął z ciała ostrze i odwrócił się do drugiego bandyty. Nie zadał mu wcześniej śmiertelnych obrażeń, mimo bólu bandzior zaszarżował ze wzniesionym sztyletem, najwyraźniej zamierzając uderzać klasycznym Hitchcockiem. Samir jedynie wzniósł katanę, tnąc po palcach napastnika, idealnie wyostrzone gładko je odcięło, mauren szybko obrócił broń w rękach i ciął po brzuchu, wypuszczając wnętrzności. Pocięty bandyta padł na ziemię, rękoma starając się zatrzymać jelita w jamie brzusznej. Wtedy Samir zbliżył się i jednym, oszczędnym cięciem przeciął gardło oponenta.
2 padło
Evening Antarii:
Rozejrzałam się po sali. Mauren właśnie porozcinał dwóch bandziorów, wampir kazał temu zranionemu dzieciakowi iść po medyka, ork leżał ranny...
Postanowiłam pomóc nieco Aragornowi. Dwóch bandytów zbliżało się do niego ze sztyletami. Byli jednak prawie na drugim końcu sali. Po cichu szłam w ich stronę jakiś czas. Nie spodziewali się żadnego ataku z tyłu. Byli skoncentrowani na czarnym draconie, a ja zabiłam już swoich przeciwników i postanowiłam wykończyć także tych. Tak więc znów chwyciłam za kiścień i zaczęłam wykonywać bronią duże koła w powietrzu. Na kuli była jeszcze świeża krew, która nie zdążyła skapnąć czy zaschnąć. Gdy kolczasty pocisk zaczął wirować wystarczająco szybko, skierowałam go w stronę jednego z bandziorów. Kolce zahaczyły o szyję, miażdżąc siłą uderzenia naczynia krwionośne. Drugi mężczyzna nie zdążył się jeszcze zorientować, co stało się jego towarzyszowi. Wtedy ja znów użyłam kiścienia i tym razem trafiłam w okolice żeber i kręgosłupa. Broń pogruchotała kilka żeber, a może nawet i na kręgach spowodowała pęknięcia. Bandzior zraniony w szyję odwrócił się jeszcze w moją stronę, ale rozpędzona kolczasta kula trafiła go w twarz. Z pogruchotaną czaszką i poprzerywanymi tętnicami - nie miał szans na przeżycie.
Wyciągnęłam sztylet i zbliżyłam się do zbira z połamanymi żebrami. Mężczyzna doznał poważnych obrażeń- wił się na nieprzyjemnie zimnej ziemi i jęczał z bólu. Pochyliłam się nad nim i wbiłam ostrze w brzuch. Przeciągnęłam moją bronią, a z brzucha ofiary zaczęły wylewać się litry krwi i wnętrzności.
Wytarłam sztylet o ubranie bandyty. Zostawiłam leżących zbirów, schowałam bronie i podeszłam do leżącego orka i wampira próbującego mu (chyba) pomóc...
//1x Bandyta podżegacz, udaje martwego.
1x Bandyta, tylko z jednym sztyletem, ma ranną rękę, upuścił swoją broń i nie atakuje nikogo.
1x Bandyta, tylko z jednym sztyletem, stoi 4 metry od Kenshina
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej