Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gnoić leszczy
Kenshin:
Obrona rozpaczy nic nie pomogła orkowi, bo telekineza miała za krótki zasięg i nie zachwiała facetem jak powinna. Nawet rzut na taśmę nic nie zdziałał gdy Kenshin oberwał kulką w żebro. Hiumra leżący twarzą do ziemi złapał się za żywą ranę starając się zatamować krwotok. Jednocześnie nie mógł stwierdzić, czy pocisk został w jego ciele bo odczuwał obecnie ból oraz czerwoną posokę przelatującą miedzy jego palcami. Na domiar złego inna grupa bandytów zaczęła biec w jego stronę, ale byli jeszcze oddaleni o jakieś 30 metrów i 17 centymetrów oczywiście tak na oko. Kenshin obrócił się i leżał teraz na plecach oczekując, aż przeciwnicy podejdą bliżej.
Evening Antarii:
W mgnieniu oka zamieniłam miecz na kiścień, gdyż (teoretycznie) byłam w nim bardziej doświadczona. Gdy tylko drewniany trzonek znalazł się w mojej dłoni, przygotowałam się na atak dwóch zbirów. Gdy pierwszy dobiegł w końcu z wyraźnym zamiarem zaatakowania, zamachnęłam się, wykonałam bronią kilka zamaszystych ruchów. Wychyliłam się w przód, wyciągnęłam prawą rękę z wirującą kolczastą kulą i wymierzyłam w dłoń bandyty, w której trzymał sztylet. Wytrącone ostrze upadło na podłogę i zabrzęczało. Przy okazji kolce poraniły rękę mojego przeciwnika. Z porwanej na strzępy dłoni tryskała krew, gdzieś tam obok sztyletu leżało pół palca. Pchnęłam go energicznie w tors i po chwili leżał ze strachem w oczach na ziemi. Szybkim ruchem sięgnęłam po swój sztylet i wbiłam go w nieosłoniętą szyję poległego już mężczyzny. Z jego ust poleciało kilka stróżek krwi, a po chwili leżał już otoczony czerwoną kałużą wokół głowy. Wyjęłam ostrze z jego szyi i z powrotem schowałam. Drugi przeciwnik jakby zląkł się owego widoku i widziałam zawahanie w jego ruchach. Podchodził do mnie powoli.
W tym samym czasie usłyszałam wystrzał pistoletu, a kątem oka widziałam wampira, który zatrzymał pędzącą kulę dłonią.
Wróciłam jednak do mojego "przyjaciela", który widocznie postarał się i przezwyciężył strach, a może kierowała nim teraz chęć zemsty za towarzysza? Mierzył sztyletem w moim kierunku, zaczął iść pewnym krokiem, a nawet rzucał jakimiś tam obelgami w moją stronę... Nie słuchałam go jednak tylko pierwsza przystąpiłam do ataku. Zatoczyłam kiścieniem duże łuki, by nadać kuli odpowiednią siłę. Uniosłam wirującą broń w górę na wysokość głowy przeciwnika, a gdy ten wrzasnął i rzucił się na mnie ze swoją bronią, kolczasta rozpędzona kula uderzyła w jego głowę z impetem. Ten padł ogłuszony i z poranionym uchem (właściwie ucha prawie już nie było - jedynie czerwone strzępki w jego miejscu). Leżał nieprzytomny i tak samo postąpiłam z nim, jak z tym poprzednim. Sztyletem wykonałam poziome cięcie na krtani. Ciepłe krople ubrudziły mi twarz, ale przeciwnik miał w miarę szybką śmierć...
Wstałam, rozejrzałam się dookoła, by sprawdzić jak poradzili sobie inni. Kiścień przypięłam z powrotem do pasa i wytarłam twarz dłońmi.
//1x Bandyta podżegacz, sparaliżowany (wedle opisu zaklęcia powinien już wstawać).
2x Bandyta, zamierzają zaatakować Aragorna, Samira i Kenshina
1x Bandyta, tylko z jednym sztyletem, ma ranną rękę, upuścił swoją broń i nie atakuje nikogo. 3x Bandyta, każdy tylko z jednym sztyletem, zamierzają zaatakować Aragorna, Samira i Kenshina
Funeris Venatio:
Drago pokonał tych, którzy chcieli go zaatakować. Tak samo zrobiła Evening*. Aragorn nadal stał i czekał, podobnie Samir. Kenshin leżał niczym nieprzytomny.
Bandyta podżegacz odzyskał władzę w kończynach, lecz nie ruszał się. Miał nadzieję, że o nim zapomną. Udawał martwego. Dwójka bandytów rzuciła się na Aragorna, atakując jednocześnie z prawej i z lewej. Podobnie było w przypadku maurena, z tym, że jego atakowało dwóch młokosów. Kenshin leżąc na plecach nie bardzo widział nadchodzącego ostatniego młodego bandziora, który kopnął go butem... w ranne żebro. Odskoczył potem na parę metrów, by nie narazić się na żadną kontrę.
Ranny w rękę skulił się w kącie i zaczął płakać. Miał dwanaście lat.
//1x Bandyta podżegacz, udaje martwego.
2x Bandyta, atakują Aragorna.
1x Bandyta, tylko z jednym sztyletem, ma ranną rękę, upuścił swoją broń i nie atakuje nikogo.
2x Bandyta, każdy tylko z jednym sztyletem, atakują Samira.
1x Bandyta, tylko z jednym sztyletem, stoi 4 metry od Kenshina.
* - Marysiu, mała sprawa. Masz dwa finiszery na kiścieniu, jeden na mieczu i jeden na sztylecie. W związku z tym ciosy śmiertelne możesz zadawać odpowiednio: dwa kiścieniem, jeden mieczem i jeden sztyletem. Nie jest ważne czym walczysz wcześniej, czym obcinasz kończyny i tak dalej, ale ciosy kończące możesz zadawać tylko i wyłącznie tak, jak pozwalają Ci na to specjalizacje walki. Teoretycznie każdego możesz pokonać sztyletem, ogłuszyć, okaleczyć itd., ale tylko jednego możesz tym sztyletem bezpośrednio zabić, bo masz pierwszy poziom walki. Takie są zasady. :) Tym razem pominę fakt, że zabiłaś dwóch sztyletem, chociaż masz tylko pierwszy poziom walki tą bronią, ale następnym razem uważaj. ;)
Evening Antarii:
//Nie można uznać, że cios kiścieniem w głowę był już śmiertelny, a sztylet to tak... zapobiegawczo?
Dragosani:
Drago oczywiście nie uznał żywego podżegacza za martwego. Znał działanie zaklęcia, które rzucił, więc wiedział, ze jego ofiara nie mogła umrzeć. Chyba, ze na atak serca, czy coś. Ale zbir żył, wampir mógł dostrzec ruchy jego piersi przy oddychaniu i takie tam. Podszedł więc do niego, lecz nie z zamiarem zabicia go. Strzelec nie wyrażał chęci do dalszej walki, więc w sumie wielkiego zagrożenia nie stwarzał. Mimo to Drago postanowił go rozbroić. Kopnął pistolet, który leżał obok podżegacza na ziemi. Broń palną, którą zbir miał jeszcze w kaburze wampir wyciągnął i odrzucił w drugi kąt pomieszczenia. ÂŻeby było miło kopnął jeszcze bandytę w żebra.
- Nie rób głupot, to przeżyjesz - powiedział dając mu do zrozumienia, ze fortel z udawaniem martwego się nie sprawdza. Wierząc, że zbir nie będzie na tyle głupi, aby tylko ze sztyletem rzucać się na wampira, odwrócił się. Bandyci dalej atakowali. Nieznajomy w masce musiał im sporo zapłacić, albo tez mieć na nich niezłe haki. Dwóch zmierzało w stronę Aragorna, lecz akurat on powinien sobie z nimi poradzić. Dwóch atakowało maurena, lecz i on nie wyglądał na bezbronnego. Za to czarny ork był ranny. I na dodatek jeden ze zbirów zamierzał chyba skorzystać z okazji. Drago ruszył błyskawicznie w tamtą stronę. Ork był mu obcy, nawet cham jeden się nie przedstawił, ale i tak nie wypadało tak go zostawić. Będąc już kilka metrów od nękającego go bandyty wampir zawołał do niego.
- Hej! - Okrzyk niezbyt oryginalny, ale na pewno skuteczny. - Matka nie uczyła, że nie bije się leżących? - zapytał, mimo iż przed chwilą sam kopał leżącego. Bandyta był jeszcze dzieciakiem. Wampir nie chciał go zabijać. Kiwnął głową w stronę młokosa, którego raniła Evening. - Przydaj się do czegoś i leć po jakiegoś medyka, bo twój kumpel się wykrwawi. - Rana jego "kumpla" może i nie była jakoś specjalnie groźna, ale młokos nie musiał o tym wiedzieć. No i w sumie ten blef mógł naprawdę sprawić, że sprowadzi tu medyka. Albo wsparcie. Jednak wtedy mieliby już przewagę, a i spieszyć z pościgiem za Zamaskowanym się nie musieli. Ci bandyci zapewne coś o nim wiedzą, cokolwiek, co pomogłoby grupie go wytropić. A wampir potrafił być przekonujący w zdobywaniu informacji. - I nasz ork też. - Jakby na nadanie powagi swoim słowom trzymał bułat w pozycji obronnej. Tak, aby gnojek wiedział, że nie ma do czynienia z jakimś pierwszym lepszym przybłędą. Miał nadzieję, że dzieciak nie będzie próbował być odważny. Nie wiedział, czy Aragornowi lub maurenowi nie przyda się pomoc.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej