Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gnoić leszczy
Hagmar:
Hmm dziwne... Dracon się nie pierdolił, podszedł do drzwi i rozwalił je psionicznym impulsem. Wszedł do środka.
Kenshin:
Tunel nie należał do wysokich, aby mógł tutaj się ork wyprostować, ale ciągły ból i poobijane ciało i tak by mu na to nie pozwoliły, choć cieszył się że nie będzie musiał iść na klęczkach. Kenshin zgarbiony szedł, przed siebie aż w końcu usłyszał głosy. Ktoś nieznajomy mu krzyczał, a raczej darł się w wniebogłosy. Ciekawe do, czego mu wampir i ten mauren?. To pytanie zadał sobie w głowie i podszedł jeszcze bliżej drzwi, żeby więcej podsłuchać. Jednakże nie było sensu, bo ktoś wparował do środka a on zrobił to samo. Kopnął drzwi stopą próbując je wyważyć.
Dragosani:
Drago i Evening szli tunelem i także słyszeli głosy. Szczęśliwie nie tylko we własnej głowie, ale także uszami. Dobiegały one zza drzwi, które wyglądały na solidne. Gdy podeszli Drago już miał spróbować je otworzyć, chociażby poprzez pogmeranie w zamku, jeśli okazałyby się zamknięte. Usłyszał jednak głośny trzask, który sugerował, że ktoś wdarł się do pomieszczenia innymi drzwiami. Dlatego wampir wezwał moc magii demonicznej i ukształtował ją w formę piorunów, które spowiły jego demoniczną rękę. Magia wzmocniła ją. Drago wymierzył potężne uderzenie wzmocnioną pięścią tuż przy zamku drzwi. Drewno ustąpiło bez przeszkód pod tym ciosem i drzwi zwyczajnie zostały wyrwane z zawiasów. Wampir wkroczył do środka, zaś po jego ręce skakały jeszcze ostatnie wyładowania.
- Oto jestem - powiedział do tego kogoś, kto się przedtem wydzierał. Czuł, ze musi podsumować to wejście jakimś krótkim komentarzem.
Evening Antarii:
-Nie...Nic mi nie jest. Ale tu są jakieś schodki- powiedziałam z dołu. Spodziewałam się, że Drago na pewno coś wykombinuje, dlatego gdy spadłam w dół to byłam raczej zadowolona z tego, że udało mu znaleźć wejście.
-Dzięki- rzuciłam tylko i otrzepałam się z kurz, szybko wstając na nogi.
Pierwszy raz widziałam, jak wampir używa swojej demonicznej ręki. Zrobiłam krok w tył - dla pewności, ale po chwili nie było przed nami żadnych drzwi.
-...jesteśmy!- dodałam zaraz po nim.
Funeris Venatio:
- Co?! Kurwa! Kurwa! - Zakapturzona postać z dziwną białą maską stała przy stole tuż obok ostatnich drzwi, które wychodziły z tej przestronnej komnaty. Oparta na planie kwadratu, z kamiennymi ścianami i czterema grubymi jak dąb filarami pośrodku podpierającymi strop. Było tam naprawdę sporo miejsca, nawet zważywszy na fakt, że wszędzie stały jakieś stoły zawalone szpargałami, beczki, czy regały i skrzynie pod ścianami - każda ze ścian mierzyła nawet i ze czterdzieści metrów długości. Zaniepokojony zakapturzony nieznajomy uciekł szybko za drzwi, które zamknął. Od całej dziwnej kompanii dzieliła go cała komnata, więc miał zapas w postaci chwili czasu. Rzucił tylko na odchodne:
- Zabić ich!
Jego podopieczni stanęli w linii przy drzwiach, zagradzając je. Jak się okazało, Kenshin, Evening, Dragosani, Aragorn i Samir po wyjściu ze swoich drzwi stali w odległości nie większej niż siedem metrów od siebie.
//2x Bandyta podżegacz, celują w Kenshina i Evening.
4x Bandyta, czekają.
6x Bandyta, czekają, każdy tylko z jednym sztyletem (to te gnojki, co w was rzucały kamieniami)
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej