Tereny Valfden > Dział Wypraw

Gnoić leszczy

<< < (52/54) > >>

Dragosani:
Dragosani wyszedł na ogród, niosąc Wasapa, który był zawinięty w dywan. Niesienie ciała w dywanie mogło zapewne wydawać się nieco podejrzane, ale co tam. Minął śpiących jeszcze strażników. Już prawie było mu przykro z powodu, że całą noc przespali na zewnątrz. Pewnie się przeziębią. Jednak ostatecznie uznał, że nie jest mu przykro. Trzeba było nie pracować dla zabójcy! Podszedł do potu i przełożył przez niego Wasapa. Następnie sam przeszedł. Ruszył w stronę ulicy. Było szarawo, więc mógł jeszcze jako tako ukrywać się w cieniu przez zbędnym wzrokiem. W zasadzie chciał się skryć tylko przed spojrzeniami strażników pilnujących pozostałych domów Horvitza. Nie był pewny ich reakcji. Starając się iść w miarę ukryty w cieniu ruszył w stronę posterunku.

Kenshin:
Kenshin zrobił, co mu kazano i w tym kacie został brutalnie pobity, przez bandę strażników. Niestety nie wiedział gdzie dostał i ile dostał, bo na normalniej w świecie zemdlał. Nawet nie wiedział w jakiej celi się znalazł, i co będzie się dalej działo za to przypomniały mu się zdarzenia, z przed wejścia do portalu. Kiedy był jeszcze człowiekiem i działał na rzecz imperialistów, a przede wszystkim twarze zamordowanych osób. Twarze zaczynały się gromadzić, kiedy przybyły wszystkie zaczęły do siebie mówić w zupełności ignorując orka, a jedynym tematem była ich własna śmierć. Kenshin się wszystkiemu wsłuchiwał przypominając sobie wydarzenia z przeszłych lat i sytuacje, które chciał zapomnieć wróciły. Przypomniał sobie pierwsze zabójstwo, a potem kolejne. Twarze w końcu zwróciły na niego uwagę, kiedy z braku sił padł na kolana i złapał się za głowę wrzeszcząc jak w amoku. Wtedy Kenshin spojrzał im w oczy, w czarną otchłań która nie miała końca.W tym właśnie czasie ocknął się za nim doszło do czegoś poważniejszego, ale wiedział że koszmary wrócą gdy tylko zamknie oczy. Właśnie to oczy otworzyły się pierwsze, aby sprawdzić gdzie się znajduję za nim ból obolałych gnatów, oraz głowy dałby o sobie znać.

Funeris Venatio:
Trzech strażników miejskich wiozło orka na małym wózku. Nieprzytomny Kenshin leżał niczym zabity, nie dając oznak życia. Przeciskali się przez ciasne uliczki, chcąc dostarczyć Himurę do głównego posterunku straży na przesłuchanie. Tam, gdzie został pobity uznano, że skoro już spuszczono wpierdol, to można sobie go dalej odpuścić i oddać do centrali, jak nazywano potocznie główny posterunek. Wózek niestety w jednej z alejek zarwał się, oś się złamała, a ork zleciał na bruk. Ocknął się. Powoli zaczynał rozróżniać kształty, chociaż był niemiłosiernie poobijany i obolały. Bez jakiejś mikstury będzie się kurował z tydzień.
Wtedy to właśnie, gdy jeden ze strażników poszedł się odlać nieco na bok, a dwójka innych starała się naprawić dwukółkę, w uliczkę, od tyłu, wszedł Drago. Za nim stała Evening. Od strażników i Kenshina dzieliło ich jakieś sześć metrów, może nawet nieco mniej. Tamci nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że ktoś jest za nimi.

Dragosani:
Drago wolał zanieść Wasapa bezpośrednio na posterunek. No, ale takiego szczęścia nie mieli. Mieli za to szczęście, że znaleźli w końcu czarnego orka.
- O, więc to się z nim stało - mruknął do Evening. Zbliżył się do strażników. Jeden stał pod ścianą, chyba lejąc na nią, pozostali zaś gmerali coś przy dwukołowym wózku. Tak oto straż miejska walczy z przestępczością. Sikając na ściany i psując wózki. Drago westchnął.
- Co tu się dzieje? - odezwał się głośno dość władczym tonem. Kompletnie nie zwracał uwagi na to, że niesie ciało człowieka. Jakby to było nic szczególnego.

Evening Antarii:
Zobaczyłam orka, który zupełnie nie przypominał siebie. To znaczy był poobijany i w kiepskiej formie. Urodą prawie dorównywał Wasapowi. Nawet nie chciałam wiedzieć co się z nim działo po tym, jak się rozdzieliliśmy...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej