Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gnoić leszczy
Funeris Venatio:
Dostrzegł. Druga broń już prawie była w górze. Dosłownie sekunda dzieliła strzelca od tego, by zadać następny cios, teraz już pewnie śmiertelny. Tym kimś był oczywiście Wasap, od którego było jednak czuć... strach. On po prostu się bał. To było tak wyraźne i przejmujące, że pewnie nawet Evening by to poczuła.
Niestety nie bał się ten drugi, który był w środku. Wampir wyczuł go dopiero teraz, kiedy ten podnosił swoje pistolety i czekał, aż Drago wyjrzy zza drzwi, które stanowiły naturalna barierę między nim, a bandytą.
Na dole z hukiem otwarły się drzwi. Trójka mężczyzn wkroczyła do domu i w ciągu kilku sekund będą na górze, gdzie stoi kobieta. Szerokość korytarza to takie trzy Wieczorki ustawione obok siebie.
//Wasap nie ma statystyk, bo po rozbrojeniu staje się bezbronny. Unikasz bełta, albo giniesz - proste.
3x Bandyta, dopiero wchodzą do domu, także jeszcze kilka, może kilkanaście sekund zapasu zanim wejdą na górę.
1x Bandyta podżegacz, czeka ze strzałem, aż Drago się wychyli zza drzwi, bo teraz go nawet na dobrą sprawę nie widzi dobrze i nie wie, gdzie dokładnie stoi.
Evening Antarii:
Nasze skradanie skończyło się, gdy bełt tylko przez przypadek nie trafił w wampira. Teraz trzeba było zacząć otwartą walkę. Zdenerwowanie i strach Wasapa zrobiły swoje (na szczęście!) i Zamaskowany strzelił niecelnie. Zapewne trzęsły mu się ręce, czy może nie skupił się odpowiednio. Ja jednak usłyszałam na dole dźwięk otwieranych drzwi i ciężkich szybkich kroków. Po chwili straże wbiegały już po schodach, chcąc zapewne ochronić Wasapa. Dobyłam kiścienia, a trójka mężczyzn była już w połowie drogi na górę. Gdy pierwszy z nich dobiegł, ja wprawiłam już kolczastą kulę w obroty. Zamachnęłam się, wyprostowałam rękę, posyłając pierwszemu całkiem solidny cios w głowę, a dokładniej w skronie. Kula poharatała biedakowi pół twarzy, pewnie dostał wstrząśnienia mózgu czy coś w tym stylu. Padał jednak na schody i sturlał się na sam dół. Ten, który był zanim, ominął spadające ciało swego towarzysza i podbiegł jeszcze kilka schodów w górę. Tymczasem ja zatoczyłam kiścieniem kilka łuków i kula ponownie zdążyła dopaść drugiego w kolejce "strażnika". Tym razem trafiłam niżej, w klatkę piersiową. Solidne uderzenie sprawiło, że kolce wbiły się w miękkie tkanki i przy okazji pogruchotały kilka żeber. Mężczyzna zawył z bólu, skulił się i chwycił za bok. Nogi ugięły się pod nim i przewrócił się na ziemię. Zadałam ostateczny cios kiścieniem. Uniosłam broń wysoko i zamachnęłam się. Rozpędzona kula zmiażdżyła mężczyźnie kości policzkowe i nos tak, że trudno było stwierdzić jak wyglądał jeszcze chwilę wcześniej.
Ostatni wykorzystał chwilę mojej nieuwagi, wymierzył we mnie krótkim sztyletem. Ja jednak byłam szybsza. Na początek wymierzyłam mu kopniaka prosto w brzuch, abym miała czas wymienić broń. Gdy ten przeklinał pod nosem, ja zamieniłam kiścień na miecz. Ujęłam rękojeść w obie dłonie. Jednym szybkim ruchem wytrąciłam mu sztylet z ręki. Teraz już należało tylko zadać jeden śmiertelny cios. Ostrze miecza wymierzyłam w to samo miejsce co wcześniejszego kopniaka. Pchnęłam mocno w przód, przebijając się przez bebech mężczyzny na wylot. Ostrze weszło dość gładko. Wypluł z ust krew, otworzył szeroko oczy, po czym jego twarz zastygła w grymasie. Pociągnęłam broń w swoją stronę, wyciągając ją z mojego przeciwnika, a on sam padł martwy na podłogę.
Dragosani:
Przez żelazną kulą Draga uchroniła Aura Inteligencji. Nieważne jakkolwiekby się głupio nazywała, była bardzo pożyteczna. Wyczuł podżegacza w ostatniej chwili. Złośliwą aurę, pełną wyczekiwania. Dlatego nie wbiegał dalej do pokoju. W progu cofnął się. W tym samym momencie Wasap wypuścił bełt z kuszy. I czas jakby zwolnił. Oczywiście nie zwolnił tak naprawdę, tylko Drago takie wrażenie odniósł. Tak dzieje się czasami, gdy się skądś spada, czy coś. Mędrcy zapewne mają na to jakaś mądrą nazwę, lecz wampir jej nie znał. W tej chwili zrozumiał też, ze nie zdąży wycofać się i uchylić na bok. Dlatego też przewrócił się. Po prostu padł na tyłek, co nawet mu wyszło jako tako zwinnie. Wyłożył się w progu, zaś bełt przeleciał and nim i wbił się w ścianę. Wasap nie był głupcem, wiedział, że bełt ot tak wampira nie powali. Więc celował w głowę, dość wysoko, co umożliwiło Drago wykonać taki manewr. Leżąc na plecach wampir wypuścił bułat i wyciągnął z kabury pistolet. Działał błyskawicznie. Wyciągnął załadowaną wcześniej broń, wycelował i strzelił. Kula pomknęła tam,gdzie wampir wymierzył. W stopę Wasapa. Właściwie to w kość nieco powyżej stopu, ale to szczegóły. To powinno wykluczyć go z walki na jakiś czas. Ból, szok, te sprawy. Drago odtoczył się w bok, tak w razie jakby podżegacz postanowił wyjść i strzelić. Szybko wsunął pistolet do kabury, na chwile obecną nie był mu potrzebny i wstając złapał bułat. Teraz trzeba było pozbyć się podżegacza i to w miarę szybko. Wasap mógł zaraz się otrząsnąć i znów zacząć stwarzać problemy. Podżegacz jednak głupi nie był i nie zamierzał wychodzić ze swojej kryjówki. Widocznie zdawał sobie sprawę, że wampir i tak zamierza wejść do pokoju. Trzeba więc to było załatwić szybko, wykorzystując bariery refleksu człowieka. Zadanie trudne. Ale nocą wampir był diabelnie szybki, szczególnie, że był także Bestią. Wiedział mniej więcej gdzie jest podżegacz. I podświadomie czuł co zamierza zrobić. Chociaż może bardziej pasowało określenie "domyślał się". Skoro zamierzał strzelić, to zapewne celował tak na wysokość piersi, lub głowy. Jeśli wampir odpowiednio to rozegra dawało to mu ułamek sekundy czasu, zanim podżegacz zmieni położenie luf. Plus jeszcze ułamek na samo zarejestrowanie ruchu. A ten ułamki sekund mogły z kolei wystarczyć Dragowi. Obok Evening rozprawiała się z resztą bandytów. Drago więc nie czekał. Wskoczył do pokoju z Wasapem. Jednak nie biegł, czy coś. Wziął krótki rozbieg i skoczył, starając się ułożyć ciało poziomo do podłogi. Jego nadludzkie umiejętności pozwoliły mu przeskoczyć spory kawałek. Jednak jego głównym zamiarem było przemknięcie poniżej linii na jakieś zazwyczaj znajduje się klatka piersiowa. W sumie to tez nie miało wielkiego znaczenia, gdyż leszcze w locie, jeszcze nim minął drzwi, wampir już skupił w sobie gniew i wypuścił go z demonicznej reki w formie piorunów. Nie musiał nawet za bardzo celować, niszczycielskie wiązki poraziły podżegacza i trafiły jeszcze ściany wokół niego. Drago nim jeszcze wylądował usłyszał dwa strzały. Jeden pocisk pomknął nie wiadomo gdzie. drugi wampir poczuł. Zbyt blisko. Wyraźnie poczuł powiew powietrza wywołany przez kule, która minęła go o włos. W czasie strzelania podżegacz już był rażony piorunami, więc praktycznie nie celował. Martwy padł na ziemię. Wampir szybko wstał i wyciągnął dłoń w stronę Wasapa. Było jasne, że grozi mu porażeniem i śmiercią.
- A teraz odpowiesz na moje pytania to może daruję ci życie - powiedział do zabójcy. Może i brzmiało to dość pretensjonalnie, ale było prawdą.
//Wasap nie ma statystyk, bo po rozbrojeniu staje się bezbronny. Unikasz bełta, albo giniesz - proste. Ranny w nogę.
Funeris Venatio:
Wszyscy zdechli. No, może nie Wasap, ale on zdechnąć nie miał, przynajmniej na razie. Drago pochwycił go w swoje łapska, ale zamaskowany jegomość był trach zablokowany przez strach, że nie odzywał się słowem.
Evening Antarii:
W czasie walki usłyszałam strzały, co oznaczało, że wampir rozprawił się ze swoimi przeciwnikami. Rzuciłam jeszcze raz okiem na ciała - jedno na samym dole schodów, dwa tutaj na górze. Wróciłam do pokoju i zobaczyłam roztrzęsionego Wasapa, nie umiejącego wykrztusić nawet słowa. Nawet pod groźbą porażenia piorunami nic nie chciał powiedzieć. Dopiero potem dostrzegłam, że został postrzelony w stopę. Podżegacz także nie miał większych szans w starciu z wampirem.
Widząc, że "przesłuchanie" będzie raczej ciężko szło, a Wasap nie jest chętny do współpracy, musieliśmy dowiedzieć się chociaż czegoś. Na przykład tego jak wygląda. -Pokaż nam się, teraz i tak jesteś zdany tylko na nas...- podeszłam do Zamaskowanego, zdjęłam mu z głowy kaptur i jednym ruchem pozbawiłam go charakterystycznej maski.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej