Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gnoić leszczy
Kenshin:
Ork zastając zamknięte drzwi próbował jeszcze kilka razy szarpnąć za klamkę, lecz bezskutecznie. Nie sądził, że gnojki tak bardzo się wystraszą czarnego orka bez żadnej broni, ale nie mając wyjścia i chcąc pomóc dzieciakom zanim reszta ich dorwie i rozszarpie postanowił rozwalić drzwi. Kenshin cofnął się ze 2 metry od drzwi, a następnie wyciągnął prawną nogę do przodu i uderzył z tak zwanego front-kicka trafiając w sam środek drzwi. Takie solidne uderzenie powinno spowodować, że drzwi wleciały do środka budynku robiąc dość duży hałas.
Hagmar:
Leżący mauren nadal leżał. Widocznie taki mają zwyczaj. Dracon nie miał zamiaru czekać aż ten się ruszy i sam ruszył do sklepu rymarza by skonfrontować się z gnojami.
Dragosani:
Gdy wampir zszedł do piwnicy wraz z Evening, rozejrzał się. Pomieszczenie w sumie jakoś przesadnie duże nie było, ale należało uwzględnić jego rozmiary. Poza tym, czego niby można było spodziewać się po piwnicy? No na pewno różnych wyrobów mięsnych, wszak pomieszczenie to należało do rzeźnika. I tutaj się nie zawiódł. Z haków zwisały półtusze, wspaniałe i dorodne, zaś na półkach pod ścianami leżały inne wyroby. Kaszanki, kiełbasy i inne wyroby, na których widok niejeden mieszkaniec Podgrodzia dostałby spazmów. Albo po prostu by je zjadł. W sumie dziwnym trochę było, że pot tak sobie tutaj mogli wejść. Nic tylko brać! Z tym, że okradanie rzeźnika było ostatnią rzeczą, o której myślał w tej chwili Drago. Dostrzegł kiwającą się półtuszę, która w tak oczywisty sposób mówiła, że ktoś obok niej przechodził. Zerknął na Evening, zsunął maskę (byli w końcu pod ziemią, słońce tutaj raczej za bardzo nie docierało) i przyłożył palec do ust, dając jej znać, aby zachowała ciszę. Potem wskazał na kiwające się mięso. Następnie ruszył w tamtym kierunku, chcąc zakończyć tę bieganinę. Starał się przy tym poruszać w miarę cicho, oraz czujnym nasłuchiwaniu i obserwacji otoczenia. Tak, aby nie umknął mu żaden odgłos wydawany przez dzieciaki.
Funeris Venatio:
Przy półtuszy nie było dosłownie nikogo. Drago i Evening szli tak, że raczej nikt ich nie mógł minąć niezauważenie. Podłoga była drewniana, wyłożona jakąś klepką. Miejsce pod zwisającym i nadal kiwającym się mięsem było najmniej zabrudzone, jakby ktoś przeciągnął tam szmatą, albo strącił kurz. Wszystkie półtusze były podwieszone na hakach, które trzymały się na łańcuchach, które z kolei wchodziły w sufit i niknęły gdzieś tam wyżej.
Kenshin rozwalił drzwi. Wszedł do małego przedsionka, w którym stała szafa niczym z Narnii, jakiś regał na buty (dwie pary dziecięce i jedne nadzwyczaj wielkie, ale typowo ludzkie). Można stamtąd było dodatkowo wejść na piętro, do kuchni, lub salonu.
Aragorn bez problemu wszedł do sklepu. Dziwnym, że w takiej dzielnicy znajdował się taki sklep, lecz widocznie był sens takiego postępowania, skoro obiekt ten nadal funkcjonował. Długa drewniana lada stojąca w poprzek pomieszczenia, na ścianach różne pasy i uprzęże, a z tyłu drzwi wyjściowe, lekko przymknięte.
Kenshin:
Ork dostał się do środka a długo to nie trwało, kiedy wszedł i pobierze się rozejrzał. Po oględzinach, można było stwierdzić że nic nadzwyczajnego tutaj nie ma, ale jest kilka pokoi i duża dziwna jak dla niego szafa. Oczywiście obejrzał parę butów, które wskazywały na to, że jakieś dzieciaki tutaj mieszkały a może nadal mieszkają?. Tak, czy siak najpierw otworzył z pozoru zwykłą szafę, której drzwi zaskrzypiały a zaglądając tam ujrzał...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej