Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gnoić leszczy
Dragosani:
Ulubiony wampir wszystkich biegł za gnojami. Za dnia był nieco osłabiony, lecz mutacja dodawała mu sporo sił. Tak więc biegł i to dość szybko. W sumie musiało to wyglądać dość zabawnie, zgraja dorosłych i poważnych osób, które nie raz, nie dwa walczyły z groźnymi potworami, goni kilku gówniarzy. Ale cóż, takie życie, osób, które rzucają w ludzi (i nie tylko) kamieniami się nie wybiera. Tak więc Drago biegł.
// Poproszę o odległość od najbliższego dzieciaka.
Hagmar:
Aragorn miał taru. Zawsze zabierał Froda gdy wychodził na spacery. Tym razem jednak było inaczej i nie mógł poszczuć gnojków psem. Rzucanie zaklęć w centrum miasta mogłoby się skończyć aferą o której gadano by przez lata. Toteż dracon biegł. W pełnej płytowej zbroi, lekko za ciasnej. Roztył się jaszczur jeden...
Funeris Venatio:
Wszyscy wbiegli do dzielnicy obywateli. Samir nie zdążył wyhamować i rąbnął w pędzącego na początku Drago, przewracając go. Nie widzieli się nawzajem, gdyż wybiegali z różnych rogów skrzyżowania małej uliczki. Obydwoje leżą teraz na ziemi, a guzy na głowach raczej się powiększają. Evening i Kenshin minęli ich w pośpiechu widząc wszystkich gnojków. Dwóch z nich wbiegło do jednego z domków, dwóch następnych do piwnicy pod rzeźnikiem, a ostatni dwaj skryli się w sklepie rymarza.
//Polecam stworzyć dwie pary i kogoś puścić samego.
Dragosani:
Drago zaklął, gdy wylądował na ziemi. Nie powinno do tego dojść, przynajmniej w jego opinii. Przecież słyszał jakieś zbliżające się kroki, lecz zignorował je. Cóż, jego błąd. Szybko poderwał się na nogi. Dzieciaki powbiegały do budynków, więc jeśli nie ma w nich tylnych wyjść mogły same się wprowadzić w pułapki. Rzecz jasna wampir podejrzewał, że nie mają takiego szczęścia. Rzucił okiem na maurena, na którego wpadł i podał mu dłoń.
- Też goniłeś tych gnojków? - zapytał, gdyż na to wskazywał fakt, iż mężczyzna, cóż, gonił gnojków. Nie czekając na odpowiedź ruszył do Evening i orka. Guz na głowie rósł, ale wampir nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Nie takie obrażenia się odnosiło.
- Gdzie oni? - zapytał, gdyż nie widział już biegnących dzieciaków.
Kenshin:
Ork odwrócił na chwilę głowę, kiedy wampir i mauren zderzyli się wbiegając na siebie. Ta sytuacja wydawać się mogła zabawna, ale dla kogoś ze słabym poczuciem humoru. Tak, czy siak ork z dziewczyną minęli leżących i ruszyli przodem za dzieciakami. Właściwie dobrze, że to zrobili bo nagle zaczęli się chować po cudzych domach. Właśnie w tym czasie Drago zjawił się u boku Kenshina i nieznajomej mu rycerki z zapytaniem gdzie ów gnojki się schowały, a ork wskazał palcem poszczególne budynki i powiedział. - Schowali się, ale wiemy gdzie są. Oznajmił i zaczął wymieniać. - Dwóch z nich wbiegło do jednego z domków, dwóch następnych do piwnicy pod rzeźnikiem, a ostatni dwaj skryli się w sklepie rymarza. Także proponuję się jakoś rozdzielić, co wy na to?.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej