Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jeźdźcy Podgrodzia
Elrond Ñoldor:
Wyhamowanie konia było zbawienne w skutkach. Strzelcom nie udało się w Ciebie trafić. Zawodnik na pierwszej pozycji skończył z dwoma bełtami w klatce piersiowej. Niemniej jednak ten, któremu kopnąłeś konia nagle Cię wyprzedził. Pomiędzy wami, a strażnikami było około 60 metrów. Domyślałeś się, że nie zdążą przeładować kusz...
// No niby tak, ale czy będzie Ci to potrzebne?
Mohamed Khaled:
//Wiesz, lepiej zawsze sprawdzać każdy wariant, nie wiadome bowiem co się może wydarzyć :) A ja postanowiłem nie robić z siebie teraz jakiegoś super uber głupiego pana, tylko poważnie podchodzić do każdego questa.
- Uf... - pomyślał sobie, gdy okazało się, że nic mu się nie stało. Z jego rywalem nie można było powiedzieć tego samego. Osunął się z konia z dwoma bełtami. A jednak, jeden z pozostałej dwójki która żyła, nadal pędził, już nawet go wyprzedził. Oczywiście, teraz po wystrzale, nim oni zdążą ponów załadować, minie chwila czasu. Właśnie, chwila...
//Można znać rozłożenie tych strażników? Jest opcja, by z nimi nie walczyć? Czy jednakże będę musiał się przebić?
Elrond Ñoldor:
Ulica była szeroka na niecałe dziesięć metrów. A strażników było czterech. W szeregu oddaleni od siebie o półtora metra. Każdy z nich odrzucił kuszę i dobył miecza. Byliście coraz bliżej.
// Ty decyduj co z nimi robić.
Mohamed Khaled:
Zbliżał się do strażników. Mimochodem, mógł ich minąć i uciec, jednakże... mieli miecze, obnażone już.. Jeden niewłaściwy ruch a koń zostałby podcięty, a on z mocą runąłby na ziemie i coś sobie złamał... Zatrzymał konia pięć metrów przed strażnikami, zeskoczył z konia i wysunął płynnym, miękkim ruchem katanę z pleców.
- Panowie, ale po cóż się tak złościć? To tylko taka zabawa... - próbował ich przekonać, co jednakże chyba nie przyniosło pożądanych skutków. Raczej tylko ich zezłościł.
Ruszyli do ataku, wszyscy czterej, z nadzieją że tym sobie pomogą. Kruk jednakże już na to czekał, przygotował dłoń i strzelił w zadek konia, płosząc go. Bydle przestraszyło się i pędem rzucając się do ucieczki, potrąciło jednego z strażników. No tak, to prawda. Nie zrobiło to na nim większego wrażenia, żadnych poważniejszych obrażeń, nic. Ale przynajmniej wyeliminował jednego przeciwnika na krótki czas, co daje mu większe pole do obrony, nawet jeśli ta obrona pozwoliła jedynie na krótką i bezwartościową walkę.
Pierwszy cios nadleciał, ostrze skierowane do maurena został jednak odbite za pomocą katany, którą Kruk za w czasu wysunął. Mohamed chcąc czy nie, musiał uważać na pozostałych dwóch, którzy bezczynnie nie stali, a także chcieli pomóc. "Trzej muszkieterowie" pomyślałby sobie kto, gdy wszyscy stojący rzucili się na jednego człowieka. Do tego czarnego! Rasiści pieprzeni, ot co!
Kruk odbił kolejne cięcie, potem poprawił katanę, potem rzucił się w bok, turlając się po ziemi, aż do znalezienia się obok nich.
- Bu! - zaśmiał się, zamachnął i uderzył jednego w plecy. Potem drugi raz, trzeci i czwarty. Pięć uderzeń udało mu się zadać, nim wszyscy zdążyli się oporządzić. Padł pierwszy trup, zostało trzech. Tak, trzech. Ten, który do czasu leżał na ziemi, teraz uniósł się i także rzucił się do ataku.
1/4 Strażnik
Elrond Ñoldor:
Tymczasem jeden z żywych uczestników wyścigu właśnie staranował jednego ze strażników, który upadając na bruk rozwalił sobie głowę. Jeździec popędził dalej...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej