Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jeźdźcy Podgrodzia
Elrond Ñoldor:
- Jesteś moim dżokejem. Ja mam konia i wiem gdzie się ścigać - niziołek dał jej papier upoważniający do wzięcia udziału w wyścigu.
- A ty potrafisz jeździć.
Przeczytała co pisało na świstku. Data i czas. Dzisiaj za godzinę. Miejsce - skrzyżowanie ulicy Mokrej i Suchej.
- Tylko się nie pozabijajcie. ÂŹle to wpływa na interesy - mruknął niziołek i przechylił z małego kufelka.
- Spojona twoja rozczochrana - odpowiedziała.
Nie tracąc czasu wyszliście z lokalu zabierając swoje bronie. Skierowaliście się w kierunku owego skrzyżowania, gdzie wszystko miało się rozegrać.
Mohamed Khaled:
Adrenalina, podekscytowanie? Nie wiadomo, co czuć mógł nasz bohater. Zazwyczaj jego zlecenia kierowane były pod śledztwa, zabójstwa. Czyżby to zadanie miało jakiś ukryty sens? Mhm.. Ciężko stwierdzić, doprawdy ciężko. Ruszył za swą przewodniczką na cel spotkania, gdzie miał się ścigać. Meh... będzie ciekawie!
Elrond Ñoldor:
- Gdzie on do cholery jest?! - Astrid zdenerwowana rozglądała się na boki po zaułkach. Nie przeszli nawet kilkunastu metrów.
- Mój kumpel Wemblej miał mi przyprowadzić swoją klacz i czekać zaraz za speluną. To trochę dziwne że go nie ma. Mam nadzieję, że nic mu się nie stało... - chcąc nie chcąc zmieniła kierunek. Poszliście w kierunku domu owego nieznajomego który miał dostarczyć konia. Kobietka była lekko poddenerwowana. Zdziwił Cię ten nagły obrót wydarzeń. Wydawało się, że wszystko jest w porządku. Najwyraźniej wystarczyło poruszyć jedną kostką domina, by optymizm i pewność siebie blondyneczki rozsypały się.
Po kilkuset metrach zobaczyliście dosyć niecodzienny widok. Człeczyna starał się zasłonić ciałem swojego wierzchowca, a czwórka bandytów coś najwyraźniej od niego chciała. W konwersacji tym pierwszym pomagały sztylety. Wydawało się wam, że to właśnie one zaraz będą grać pierwsze skrzypce.
// 4 bandytów oddalona o 30 metrów.
Mohamed Khaled:
- A Ci co? - zapytał sam siebie w myślach. ÂŚciągnął szybko z pleców kuszę, wyciągając bełt z kołczanu. - Raz sambirowi śmierć... Nałożył bełt na odpowiednie miejsce, po czym delikatnie zaczął naciągać. Nie chciał zwracać na siebie uwagi, lecz także nie mógł czekać na nieodpowiedni obrót spraw. Kto wie, co mogło stać się tej osobie?
ÂŁadowanie kuszy nigdy mu szybko nie szło, ale tym razem musiał się postarać. Wykorzystał minimalny czas, sprawdzając, czy aby na pewno dobrze załadowana. Jest! Naładowana, naładowana! Przełożył przez bark kuszę, mierząc okiem na "x", na końcu "lufy". - Kurwa kurwie, łba nie urwie... - uśmiechnął się. ÂŚwist dał się słyszeć, gdy bełt z impentem ruszył ku przeciwnikowi. Arg! Rozległ się ryk, a chwilę potem łoskot rozległ się po okolicy. Ciało Bandyty spadło
Gdy pierwszy padł, jasne jest, że reszta stać bezczynnie nie będzie. Kruk szybko przeciągnął kuszę przez ramię, podbiegając do przeciwników. Jednego uderzył z pięści, drugiego odpychając, a trzeciego kopnął w czułe miejsce. Jego celem było jedno, odciągnąć tych drani od tego człowieka.
- Jest! - wykrzyczał głęboko w duszy, gdy ujrzał, iż jeden z bandytów chciał go zaatakował.
Zrobił przewrót na bok, unikając ciosu. Wyciągnął szybko katanę z pochwy na plecach, robiąc trzy szybkie cięcia na jego plecach, kończąc życie.
Gdy ten padł, reszta także nie próżnowała. Skutkowało to tym, iż Kruk musiał odparować dwa ataki, tnąc obydwu po ramieniu. Chciał ich wkurzyć. Bowiem, każdy wie, że wkurzony wróg, to nieskupiony wróg...
2/4 Bandyta
Elrond Ñoldor:
Astrid nie próżnowała. Gdy ty zająłeś swoją osobę bandytów ta skorzystała z okazji i podkradła się od tyłu. Ukryte ostrze wysunęło się bezszelestnie i tak samo bezszelestnie zagłębiło w ciele jednego ze zbirów, uszkadzając kręgosłup na wysokości serca. Ciało opadło wolno na ziemie. Jego kamrat nic nie zauważył. Zręcznie sparował cios skierowany w jego ramię i przeszedł szybko do kontrataku, sztychem w twój brzuch.
1/4 bandyty
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej