Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jeźdźcy Podgrodzia

<< < (3/19) > >>

Mohamed Khaled:
- Nie, niestety nie... Nie będę też niczego brał, wszystko mam przy sobie... - zamyślił się. - A jednak nie... - skierował swe kroki do domu, gdzie założył ukryte ostrze, oraz przewiesił kuszę przez plecy.
- Prowadź więc, wadź panno!

Elrond Ñoldor:
Tylko przewróciła oczami. Pokierowała Cię przez wąskie uliczki pełne szczurów i ludzi podobnie do nich pachnących. O dziwo jakoś nikt nie chciał atakować drobnej blondyneczki i jej 'czarnego ochroniarza'. Przeszliście zaledwie kilometr gdy pociągnęła Cię za ramię i wprowadziła na podwórko, gdzie było dosyć głośno i tłocznie. Podeszliście do drzwi prowadzących do piwnicy. Na warcie stało dwóch osiłków.
- Piątka od łepka... - Powiedział wykidajła po prawej. Znudzenie w jego głosie mogło wskazywać na to, że dostał obowiązek powtarzać ten tekst każdemu kto podejdzie. Astrid zapłaciła za was dwóch. Nie był to jednak koniec inicjacji wejścia. Drugi z osiłków pokazał karteczki. Najpierw twojej koleżance, która odpowiedziała prawidłowo po chwili namysłu. Usłyszałeś coś o w stylu: "Bogatemu to i byk się ocieli".
Przyszła kolej na Ciebie.
- Hasło?

Mohamed Khaled:
- Dzieci i ryby głosu nie mają - odparł, gdy spoglądając raz za razem w końcu odgadł, co tam narysowano. No cóż, przynać trzeba.. Mistrzowskie to nie było, ale nawet nawet... - Meh... Coś nowego - zaśmiał się w duchu.

Elrond Ñoldor:
Osiłek tylko kiwnął, a kobietka zaciągnęła Cie do środka. Po drewnianych schodkach zeszliście do korytarza, gdzie po jednej stronie było okienko w którym stara kobieta zabierała broń. Oddaliście swoją i weszliście do lokalu.
Białe myszki o tej porze przypominały lokal w którym w którym nawet Chaos, gdyby był osobą, nie wstydziłby się wypić. Kufle latały, pięści latały, nawet jedno krzesło by w was trafiło. Wszystko jednak zdawało się utrzymywać pewien pułap, którego przekroczenie było surowo karane przez ochroniarzy. A że byli to mordercy, o silnych dłoniach przystosowanych do skręcania karków, nikt owego pułapu nie chciał przekraczać. Lawirując pomiędzy stolikami doszliście do jednego boksu, gdzie siedział łysy niziołek. Pisał coś na kartce. Obok niego stał cudaczny elf. Cudaczny, bo strój w jaki był ubrany nie sposób było opisać. Długouchy podał niziołkowi mieszek, a ten wręczył mu ową zapisaną kartkę. Cudak odszedł i przyszła na was kolej.
- Siemanko Zbiniu. Mam jeźdźca, konia i chcę wziąć udział - zaczęła Astrid.
- Witaj kotku. Stawkę znasz... - niziołek zmierzył Cię wzrokiem.
- Wydajesz się być osobą, która nie wie co tu robi... - zagadał do Ciebie. Mówił dosyć wolno przedłużając nienaturalnie ostatnie słowo.

Mohamed Khaled:
- No cóż, nie będę Cię okłamywał, panie... - przerwał na chwile, zdając sobie sprawę, iż nie za bardzo wie, jak się zwrócić - Zbiniu? Nie ważne... To prawda, nie wiem, co tu robię.. Ale skoro już tu jestem, chętnie wysłucham o co się rozchodzi... - dodał po chwili. Nie zamierzał go oszukiwać, choć jego decyzja mogła wpłynąć na jego przyszłość.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej