Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jeźdźcy Podgrodzia
Mohamed Khaled:
--- Cytuj ---Gdy ty zajęłaś swoją osobę
--- Koniec cytatu ---
//No wiesz... Ja wiem, że jestem dziwny.. Ale żeby być kobietą? :D
Zrobił kolejny unik, tym razem uciekając zapewne przed śmiercią. Znajdował się obecnie za jego plecami, wprost... Miał idealne pole do popisu, jednakże coś się nie powiodło. Sztylet Bandyty poleciał wprost na Kruka, przez co drobna rana została mu na nodze. Nie była niebezpieczna, ale nie była też niczym. Czuł, jak drobna stróżka krwi łspłynęła mu z uda..
- ÂŚmieć - mruknął pod nosem, robiąc unik i odbijając ostrze przeciwnika. W tym samym czasie wyciągnął ukryte ostrze, przebijając brzuch przeciwnika. Potem raz jeszcze i jeszcze raz... Wszystko dokończył odskokiem w tył i dokończeniem z katany. Przebity cztery razy przeciwnik, spadł na ziemie martwy, obok swych towarzyszy.
- Dzięki.. za pomoc. - wysapał - Za stary robię się na machanie mieczykiem. - stwierdził w głowie, choć prawdą to nie było. Nadal był młody.
0/4 Bandytów
Elrond Ñoldor:
// Czekaj czekaj... Cofam akcję. :) Jakim cudem zrobiłeś unik i nagle znalazłeś się za jego plecami? On w tym czasie stał i nic nie robił? Dał się obiec?
Mohamed Khaled:
//Fakt, może źle to sprecyzowałem. Czasami mam tak, iż chce coś wykonać, mam już zamysł.. a pisze zupełnie co innego :_:
Bandyta wraz z pomocą sztyletu, zamierzał ubić naszego bohatera. Ten jednakże nie da z siebie robić jakiegoś drobnego gówienka, które da się tak łatwo zabić. Odskoczył trochę w bok, tak by nie dać się zabić. Gdy bandyta, chcąc się obrócić w stronę swojej ofiary, został niemile przywitany przez pięść Maurena. Ot, taki doskok.
Rozkojarzony, nie wiedział, kiedy nastąpił kolejny atak. Spadł na ziemie, zamroczony. Dlatego też, Kruk przykląkł do niego, wbijając u. ostrze w kark. Tak oto, zginął ostatni bandyta, dzięki czemu człowiek przy wierzchowcu był uratowany.
//Nie wiem, powinno już być :)
Elrond Ñoldor:
- Panienko przenajświętsza... Jużem by martwy. Kurwy chciały konia... Bogowie. Dobrze że panienka mnie znalazła! - facet zdawał się być bliski płaczu. Do końca nie wiedzieliście czy z ulgi czy ze strachu. Wytarł jednak po chwili łzy. Odchrząknął. Wydawał się już gotowy do normalnej rozmowy. Astrid nie odezwała się nawet jednym słowem.
- Viki. Piękna kara klacz... - poklepał wierzchowca. - Jest do waszych usług. A stawka, mam nadzieję, że się nie zmieniła - zapytał lekko poddenerwowany spoglądając na trupy.
- Oczywiście, że nie. No Maurenie. Czas nas nagli. Za pół godziny rozpoczyna się wyścig. Bywaj Wemblej. Tam gdzie zawsze za trzy godziny. - pożegnaliście się z mężczyzną, zabraliście konia i ruszyliście w kierunku skrzyżowania. Tym razem już bez żadnych niespodzianek.
Mohamed Khaled:
Koń odzyskany, Bandyci zabici.. Wręcz cudownie! Uradowany, iż nie ma już najprawdopodobniej żadnych przeciwności, ruszył wraz z Astrid na skrzyżowanie, gdzie brać miał udział w wyścigu.
Odetchnął z ulgą, zapowiadał się piękny wyścig, który MOÂŻE obejdzie się bez kurw i krwi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej