Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na drodze ku zrozumieniu - Shandris
Shandris:
Popatrzyłam na futrzastego humanoida. Odłożyłam szybko swój łuk i podeszłam do niego. Rany nie wyglądały dobrze, lecz kompletnie nie znałam się na żadnej sztuce leczenia. Jedyne co mogłam zrobić to oderwać kawałek materiału od swojej koszuli i owinąć go wokół ran stwora. Wszystko robiłam z uwagą. Wciąż nie wiedziałam jakim usposobieniem i charakterem normalnie dysponuje ten stwór. To wszystko było jedynie rozwiązaniem tymczasowym.
-Poczekaj chwilę. Spróbuję znaleźć jakaś pomocą. - zwróciłam się wiedząc, że futrzak może mnie w jakimś stopniu rozumieć. Popędziłam natychmiast między drzewami szukając drogi, którą tutaj dotarłam. Być może członkowie Konkordatu chadzają czasem w nocy tymi ścieżkami. O bogini Ventepi, w tej chwili pomoc twoja lub twych dzieci jest mi wyjątkowo potrzebna. Twoja łaska jest mi potrzebna aby ocalić jednego z twych podopiecznych. Pomóż zagubionej elfce. Te słowa ciągle pobrzmiewały w mojej głowie jak mantra. Tymczasem dalej brnęłam przez gęstwinę.
-Jest tu ktoś?! Potrzebna mi pomoc! Pewne stworzenie jest w niebezpieczeństwie.
Progan:
Biegając po lesie potknęłaś się o konar i upadłaś. Okazało się, że konar się obudził, poruszył i wstał. Wtedy okazało się, że nie był to konar, jednak śpiący w lesie druid, który przywiózł Cię na wozie.
- Ki czort?! - zawołał mrużąc krzaczaste brwi.
Shandris:
-Dobrze, że jesteś! Byłam w lesie i spotkałam dziwne stworzenia. Jedne przypominały kretoszczury lecz były większe i zdecydowanie bardziej krwiożercze. W walkę z nimi wdał się inny futrzasty stwór. Przypomina pół człowieka pół wilka. Pomogłam mu w walce, lecz teraz jest ranny i potrzebuje pomocy. Nie zranił mnie, więc chyba nie jest groźny. Krwawi, a ja jedynie mogłam mu obwiązać fragment mej koszuli wokół ran. Jeśli znasz się na leczeniu to chodź proszę i pomóż mu. - mówiłam wszystko dość szybko. Widać było po mnie zdenerwowanie i przejęcie się całą sytuacją.
Progan:
- Prowadź dziecko - zawołał Druid zbierając z ziemi swoją torbę, płaszcz i kij. Ruszyliście. Droga zajęła wam chwilę. Po dotarciu na miejsce przy drzewie stał mężczyzna, miał tylko przepaskę na biodrach.
Był zmęczony, głośno oddychał,na ciele miał rany i zadrapania. Przy łydce brakowało dużej ilości mięśnia.
- Dziękuję... - powiedział spoglądając dziewczynie w oczy. Druid podbiegł do niego, otworzył torbę i podał mu specyfiki do wypicia.
Shandris:
Więc legendy mówią prawdę...
-Nie ma za co. To ja bardziej powinnam podziękować Tobie. Powiedz mi proszę czym były te stworzenia. Wyglądały jak kretoszczury, ale ich zachowanie odbiegało nieco od tego normalnego.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej