Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zaginiony konwój
Nawaar:
- Uważam, że powinniśmy jechać. Jeżeli mają nas napaść to i tak to zrobią, i nie ważne gdzie. Dhampir skończył rozmawiać wrzucił tablicę do środka wozu, a sam usiadł na pasażera pojazdu, bo bowiem teraz to Themo miał prowadzić.
TheMo:
Przytaknął na słowa dhampira przyznając mu rację. Sam załadował się na wóz i chwycił lejce. Gdy wszyscy weszli na swoje miejsca popędził kobyłkę, która, już spokojniejsza, ruszyła przed siebie ciągnąć za sobą powóz.
-Trzymajcie broń w pogotowiu. Dopóki jesteśmy na szlaku, jesteśmy zagrożeni.
Prowadził konia by ten trzymał się drogi a sam rozmyślał nad losem spotkanego powozu. Dlaczego nie ma żadnych śladów walki ani ciał? Tylko ta tablica, jedyny trop. Miał nadzieję, że w wiosce będą coś wiedzieli.
Canis:
Jechaliście, a noc zapadła jakże szybko. poświata świecących gwiazd i górujący śnieżnobiały księżyc dawały oznaki i napawały was grozą. Po chwili wzmógł się wiatr, a drzewa rozkołysane podmuchami wiatru brzmiały jakże złowrogo. Po chwili usłyszeliście skrzeczenie i trzepotanie setek, a może nawet tysięcy skrzydełek.
TheMo:
Przez większość podróży było słychać tylko koła skrzypiącego wozu i stukot kopyt, a w miarę zachodzącego słońca coraz bardziej niespokojne oddechy towarzyszy. Themo też robił się coraz bardziej nerwowy. Spodziewał się jedynie bandy opętanych chłopów, ale mimo tego popędzał konia. Gdy zrobiło się zupełnie ciemno naszły ich dziwne odgłosy.
-Też to słyszycie? Jakby się komary bzykały. Nie kurwa, orgie sobie urządziły.
Zaraz po chwili dźwięki wzmogły się. Strzelił lejcami by popędzić konia, którego to też zaniepokoiło.
-Panowie, nie podoba mi się to.
Nawaar:
Dhampir spokojnie siedział wsłuchując się w ruch wozu, jaki stukotu kopyt naszej szkapy. Silva w wraz z zapadającą ciemnością czuł się wyjątkowo nieswojo, do tego czasu ciemność mu sprzyjała wyostrzając jego zmysł wzroku i poczucie swobody. Tak właśnie było do teraz, gdy poczuł widmo czegoś nieuniknionego, jakby śmierć czaiła się tuż za najbliższym drzewem. W tym właśnie czasie jakieś dziwne i przenikliwe dźwięki zaczęły docierać, do uszu towarzyszy. Czyżby nietoperze?. Zadał sobie pytanie, a potem to samo powiedział do towarzyszy. - To prawdopodobnie nietoperze. Elfi dhampir automatycznie wyciągnął kuszę, a potem ją ładował. Trwało to chwilę, gdy żelazny bełt znajdował się już wewnątrz mechanizmu.
- Gotów do strzału. Oznajmił towarzyszą i rozpoczął przenikliwe rozglądanie się wokół wozu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej