Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zaginiony konwój
Thoran:
Potężnie świecący księżyc, szeroka i jakże urodzajna paleta gwiazd na pięknym przejrzystym niebie, wyglądała wspaniale. Jednak w obecnej sytuacji podziwianie nieprawdopodobnych wytworów natury nie było możliwe. No może było, ale jednak wskazane nie było. W szczególności, że zaraz po zachodzie słońca i ukazaniu się pierwszych gwiazd i innych takich, pojawił się mocno słyszalny dźwięk, który nie zwiastował niczego dobrego. Mianowicie tajemnicze skrzeczenie i łopotanie skrzydeł był co najmniej dziwne. Ciężko było mi określić jaki rodzaj zwierzęcia czy też innego monstrum może wydawać takie odgłosy.
- Themo popędź tego konia ! Bo cokolwiek to jest raczej nie ma przyjaznych zamiarów - ściągnąłem z pleców wcześniej już naciągniętą kuszę, ale tym razem załadowałem ją śmiercionośnym bełtem. W razie czego powinno to pomóc chociaż na moment.
- Trzepot skrzydeł, noc, krew spływająca z ust. Nie wiem jak wam, ale mi kojarzy się to z jakimiś wampirami, cholera jasna. - zauważyłem i dodałem.
- Kusza przygotowana ! Chociaż i tak nie mam za dobrej widoczności.
Po tych słowach czekałem w napięciu potęgując w sobie uczucie niepewności i po części bezradności w związku ze zbliżającym się tajemniczym odgłosem.
Canis:
Nagle spoglądając w niebo dostrzegliście chmarę nietoperzy fruwającą tuż nad waszymi głowami, nie szczędziły wysiłku by was straszyć i latać tuż nad głową, gdzie itak mieliście kiepskie wręcz nikłe szanse by coś im zrobić - oni zresztą wam także.
Koń widząc chmarę nietoperzy i czując smaganie skrzydłami, zaczął rżeć i zachowywać się nieswojo. zatrzymał się i zaczął skakać na przednich nogach co zaburzyło wasz rytm siedzenia i pod wpływem ruchów wozu spadliście z ław i siedzeń na spód wozu.
Po chwili chmara odleciała. Wychylając się z wozu dostrzegliście przed sobą kobietę.
TheMo:
-PRRRRRR! Kurwa, prrrrrrr!
Trzymał mocno za lejce próbując uspokoić konia, ale to mu się nie udało. Spadł z siedzenia na szczęście nic sobie nie robiąc. Szybko wgramolił się z powrotem i ponownie złapał za lejce. ÂŚciskał je w dłoni, by zdarzenie się nie powtórzyło, oraz aby szkapa nie poszła w samowolę.
Thoran miał rację.
Gdy nietoperze odleciały Themo odetchnął, by za chwilę znów wstrzymać oddech.
Cholera, cycki ma, elfie uszy ma, skrzydła ma... Co to?
Miał cichą nadzieję, że towarzysze zrobią użytek ze swoich kusz. Ale najpierw chciał dowiedzieć się kto stanął im na drodze.
-Kim ty kurwa jesteś?
Spytał damę najgrzeczniej jak mógł. Kiedyś widział elfki przy trasach, ale ona raczej nie stała tutaj w tym samym celu.
Nawaar:
Dhampir machał rękami aby pozbyć się latających szczurów tuż nad jego głową. Koń w tym czasie również zaczął szaleć, Silva właściwie mu się nie dziwił trzepot skrzydeł oraz piski wydawane, przez te osobniki mogły kogoś obdarzone o wrażliwy słuch doprowadzić do szewskiej pasji, ale mało tego z całej tej gromady wyłoniła się kobieta. Piękna wampirzyca lub dhampirzyca ciężko było stwierdzić, bo sam był mieszańcem. Jednakże wypadało się przywitać oczywiście z kusza w ręku.
- Witaj siostro. Czym zawdzięczamy to całe zajście?.
Thoran:
- Osz kurna.... - po tych słowach w związku z wystąpieniem tymczasowych uciążliwych turbulencji spadłem z hukiem z siedziska wraz z resztą towarzyszy. Upadek zaskakujący, trochę bolesny, jednak szczęśliwie obyło się bez żadnych większych uszkodzeń ciała czy też ekwipunku. Szukając jedną dłonią upuszczonej kuszy powoli podnosiłem się, aby sprawdzić co też lub kto spowodował takie utrudnienia w podróży. Nietoperze jak szybko się pojawiły, tak samo szybko zniknęły. Czyżby ktoś chciał nas nastraszyć ?. Jednak reakcja towarzyszy była zdecydowanie szybsza. Sądząc po ich reakcji ktoś nas zatrzymał. Odnalazłem moją upuszczoną kuszę i w końcu wyjrzałem z wozu, dostrzegając osobę płci żeńskiej. Nietoperze, noc, echhh wampiry ? Pies by to trącał. Szybko wymierzyłem kuszę w domniemaną wampirzą panią. Może nie było to zgodne z zasadami dobrego wychowania, ale cóż ona sama nie wzbudzała jakoś zaufania, a na dodatek zatrzymała nasz wóz w sposób delikatnie mówiąc, nieuprzejmy.
- Panowie tylko ostrożnie, cholera wie co to za czarci pomiot - szepnąłem do towarzyszy, cały czas celując w tajemniczą kobietę.
- Proszę nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów bo zrobimy użytek z naszych kusz - powiedziałem do wampirzycy (?).
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej