Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zaginiony konwój
Nawaar:
Themo nawet nie wiedział, co się teraz wydarzy. Dhampir zamiast podrapać się, po twarzy swoją dłoni odcisnął na policzku człowieka, a następnie nieco pociągnął aby jeszcze bardziej go ubrudzić. Silva wybuchł śmiechem. - Doprawdy dobry żart. Hahahah. Zaśmiał się z brodatego faceta umorusanego w pył i popiół.
Canis:
Tekst na tablicy był podzielone na cztery części, trzech pierwszych nie byliście w stanie odczytać, gdyż spisane były w sposób wam nieznany, pierwsza część spisana po dracońsku, druga w języku starowampirycznym, trzecia UNKNOWN i czwarta wreszcie w języku wspólnym.
Ostatnia część tablicy brzmiała tak:
"My wierni czystości, my czyści w wierze istnienia, my czystości świat oddamy.
Brud spłynie kroplą krwi z kącika ust naszych, a wam śmierć przyniesie noc.
Wy, którzy tędy przechodzicie, sczeźniecie w blasku księżyca, nadszedł dzień oczyszczenia."
A czas mijał nieubłaganie, noc się zbliżała.
Thoran:
- O kurwa - powiedziałem zbliżając się do towarzyszy trzymających tajemniczą tablicę i odczytując zamieszczony na niej tekst. W duchu żałowałem, że nie poświęciłem trochę czasu na naukę języków obcych, może wtedy udałoby mi się odszyfrować te hieroglify znajdujące się obok. Ale cóż zrobić. W sumie jeden tekst wystarczył, żeby zapaliła się lampka ostrzegawcza. Noc, śmierć, krew, oczyszczenie. Cóż ten zestaw nie mógł oznaczać nic dobrego w szczególności dla nas, uwzględniając też to, że dzień miał się już ku końcowi.
- Ten tekst brzmi jakby pisał go jakiś oszołom, który stracił zmysły na rzecz jakiegoś bóstwa, albo wyznawał jakiś tajemniczy kult. Ech...Tak w sumie to chyba właśnie wpadliśmy w ich zasadzkę... - stwierdziłem. Po czym ściągnąłem kuszę z pleców i zacząłem przygotowywać jej zabójczy mechanizm. Przezorny zawsze ubezpieczony jak to mówią w pewnych kręgach.
Nawaar:
Dhampir spoważniał, po przeczytaniu tablicy, i tylko nerwowo przełknął ślinę. Czuł, że wpakowali się w niezłe tarapaty, ale jednak musieli coś zrobić zwłaszcza, że nocy była tuż, tuż. Jednak całe szczęście, że noc nie stanowiła takiego zagrożenie dla pół-wampira.
- No Thoranie chyba masz rację. Wdepnęliśmy w niezłe gówno osobiście myślałem, tylko że bractwo świtu jest maniakalne pod względem wyznania, a tu małe zdziwienie i nigdy bym nie przypuszczał, że takich organizacji jest więcej i to jeszcze nielegalnych, że tak to ujmę. Silva jeszcze chwilę się zastanowił.
- Wątpię, żeby była to zasadzka, bo by nas już zaatakowali. Pewnie czekają do zmroku i wtedy na nas naskoczą. Dobra, co robimy?.
TheMo:
Themo nie przejmował się makijażem, jaki zrobił mu dhampir. Teraz mieli ważniejsze rzeczy na głowie. Miał wlepiony wzrok w tablicę, jakby ukazało się na niej jakieś bóstwo. Ale to tylko groźba śmierci. W sumie wychodziło na to samo.
-Oj, Silva, ty nie wiesz jakich popierdoleńców nosi ten świat. A fanatycy byli, są i będą. Choć przyznam szczerze, że widzą pierwszy raz aby palili wozy. Zwykle to rozkładają jakieś stosy i kładą na niego czarownice.
Wplótł palce w brodę. Zawsze tak robił, kiedy nad czymś myślał.
-Wracając do tematu to mamy dwie opcje. Pognać szkapę czym prędzej do najbliższej wioski i zebrać jeszcze kilka informacji bądź zostać na szlaku i przygotować się na atak jakiś fanatyków.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej