Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zaginiony konwój

<< < (23/44) > >>

TheMo:
gdy ostatni wampir został pokonany Themo spojrzał w niebo.
-Mogłem ją poprosić o jakiś kontakt czy coś.
Z zamyślenia wyrwał go słowa Thorana.
-Nie mam ochoty się z nimi ponownie męczyć. Bo po co się z nimi męczyliśmy, jak zaraz wstaną.
Zaczął przeszukiwać kieszenie pokonanych przeciwników, podczas gdy Silva znosił ich broń na wóz. Gdy już wykonali robotę człowiek złapał jednego z trupów za barki.
- Magicznego ognia nie umiem rozpalać, więc tniemy. I słyszeliście co ona mówiła? Jakaś liga cieni? I te nazwiska. Hertling, Trevant i Du'Monteau. Komisarza znamy. Trevant, przypuszczam, że chodzi o Salazara Trevanta, podskarbiego królewskiego. Kiedyś wykuwałem mu zbroję. Trzeciego nie kojarzę. Ale widzę, że wpadliśmy w ładne bagno i to takie w którym jedzie polityką.

//Co znalazłem przy wampirach?

Nawaar:
Silva w końcu mógł odpocząć, po walce zabrał wszystko a potem mógł rozważać na temat zaistniałej sytuacji. - Themo masz rację wpadliśmy i to ładnie. Może nawet to moja wina, ale nie chciałem pójść z nimi. Nidy nie wiadomo, co chcieliby z zemną zrobić. Dlatego zareagowałem tak, jak widziałeś. Chociaż wiemy tyle, że znamy dwa nazwiska, które są jakoś z nimi połączone. Kończąc mówić wziął się jeszcze do roboty. Zgarnął oba ciała na jedno miejsce, po czym przeszukał czy w resztkach spalonego wozu nie tli się jeszcze jakaś cząstka drewna. O dziwno jeszcze coś się dymiło, więc wyciągnął kawałek ze stosu. W końcu poszukał trochę suchej trawy, którą zerwał i obłożył patykiem. Dla zwiększenia szybkości pojawienia się płomieni podmuchał kilka razy, po kilku sekundach trawa zaczęła się dymić, a drewno znów zażyło się czerwienią. Teraz mógł zakończyć proces kremacji zwłok wrzucając je w okrąg. Ubrania krwiopijców momentalnie się zajęły, a smród spalonych ciał w końcu dał o sobie znać towarzyszą. Pozostało jedynie wrzucić ostatniego do stosu. - Themo wrzuć ostatniego i spadajmy stąd.

TheMo:
Wykonał polecenie kompana i wlekąc trupa za barki podszedł z nim do płonącego stosu. Upuścił go i przymrużył oczy, gdyż zaczęło się mocno kopcić, a dym ze spalanych ciał nie tylko gryzł w nozdrza ale też w oczy. Chwycił truchło pod biodro i ramię i cisnął go w objęcia jego współbraci. Jego skórzana zbroja szybko zajęła się ogniem wypalając skórę. Ale najgorszy był smród spalonych włosów. Szybko odszedł od stosu i wsiadł na wóz. Na miejsce woźnicy, jak poprzednio. Zaczekał aż towarzystwo wpakuje się na wóz.
-Mam nadzieję, że ten ogień nie zajmie lasu. Zwłaszcza, że jest lato.

Nawaar:
Tymczasowo było, po wszystkim ale Themo podjął słuszną uwagę. - Poczekajmy, aż to się zakończy. Wtedy pojedziemy. Mówiąc to oddalił się od palonych ciał i czekał na zakończenie ceremonii kremacji.

TheMo:
I tak czekali patrząc na płonące ciała i dym jaki się z nich wydzielał. Wszyscy trzymali się w bezpiecznej odległości. Themo aby zająć czas przyjrzał się zdobycznym broniom. Wziął w dłoń jeden z mieczy i obejrzał go dokładnie. Był miejscami wyszczerbiony a rękojeść niedopasowana. Będzie trzepa dobrego kowala by przywrócić mu stan świetności. Zaciekawiła go wardyna. Zrobił nią parę wymachów uważając by nikogo przy tym nie zranić. Nawet ciekawa broń, ale wymaga sporo nauki by nią dobrze władać. Bękart rzucił ją obok reszty złomu stwierdzając, że jest zbyt duża i nieporęczna. Zawsze wolał jednoręczny oręż, jak miecze. Potem złapał za szpon. Ale szybko uznał, że jest niepraktyczny ze względu na krótki zasięg i potrzebną siłę by zadać cios bądź sparować silny atak. To bardziej dla jakiegoś zwinnego elfa. Po przeglądzie łupów rzucił okiem na dopalające się już ciała. Płomień się ledwo tlił. Może to nie była fachowa kremacja i zostały tam mocno spalone truchła a nie popioły, ale wystarczyło by te gnidy już nie wstały. Chciał podejść, ale zapach go odrzucił. Była to pomieszana woń przypalonego mięsa i spalonej skórzanej zbroi. Więc znów wsiadł na wóz i chwycił za lejce.
-Już po robocie. Jedziemy dalej.
Gdy cała ekipa była na wozie strzelił w lejce a szkapa ruszyła powoli. Koń nieco odpoczął. Walka nawet go nie spłoszyła, co najważniejsze. Jechali więc dalej szlakiem do najbliższej mieściny. Tym razem wszyscy byli jeszcze bardziej ostrożniejsi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej