Tereny Valfden > Dział Wypraw

W poszukiwaniu zasiłku dla bezrobotnych

<< < (4/6) > >>

Gordian Morii:
Kupiec (chociaż w sumie dlaczego kupiec? Może przez wygląd i maniery?) rozsiadł się wygodnie na ławie i wysupłując z sakwy monetę położył ją na stole.
- To jest ta klątwa, a właściwie przedmiot z nią związany. - powiedział pokazując Ci monetę
- Majtek, albo Gołodupiec, jak zwał tak zwał. Ten piracki talar kryje w sobie pewne... hmm jakby to nazwać błogosławieństwo, które przy okazji jest przekleństwem. Ale od początku. - zaczął gdy przerwano wam. Pomocnica kucharza przyniosła wam wieczerzę i piwo. Antałek zabrał się więc za pałaszowanie przyniesionych frykasów i z pełnymi ustami kaszy kontynuował.
- Było nas trzech, ja, Jeremi i Benedykt. Trzej bracia, którzy marzyli o tym by stać się kimś. Handlowaliśmy rybami, ceramiką i zbożem spławiając towary rzeką z północy na południe, a potem konwojowaliśmy nasze wozy z południa na północ. Razu pewnego spotkaliśmy na morskim szlaku jakiegoś wynędzniałego starucha, który ledwo zipiąc płynął małą rzeczną barką w dół rzeki. Zapytany o powód podróży pokazał nam trzy monety mówiąc, że musi odwieźć je ku ujściu, gdzie odda je morzu. Myśleliśmy, że zgłupiał na starość, a takie trzy monety mogły być dużo warte, dlatego zaprosiliśmy go na naszą barkę, nakarmiliśmy, napoiliśmy a w nocy podwędziliśmy jego skarb. Rankiem już nie wstał więc pochowaliśmy go w najbliższym porcie i szczęśliwi, że uzyskaliśmy takie dobra kontynuowaliśmy nasz rejs. Wtedy szczęście nam zaczęło dopisywać. Ja gruby i zawsze ostatni nabrałem takiej kondycji i krzepy, że jedną ręką mogłem wywalić wóz ze zbożem. Benek, który zawsze z liczeniem miał pod górkę stał się prawdziwym rachmistrzem, a Jeremi posiadł taki dar przewidywania, że śmialiśmy się iż potrafi widzieć przyszłość. Wszystko po tym spotkaniu, niestety... - urwał.
- Gdzie jest ten grubas?! - krzyknął ktoś od progu, a głos jego nie należał do najprzyjemniejszych. Antałek z miejsca pobladł i zaczął nerwowo się pocić.

Adaś:
//:Przyjmuje że z progu karczmy krzyknął a nie z progu alkierza, więc tak się skupie na opisywaniu.

-Ech a już myślałem że spokojnie spędzimy czas, bez żadnych burd.-Westchnąłem widząc reakcję Hieronima na krzyki jakiegoś brudasa, co nie potrafi się zachowywać w tak renomowanej karczmie. Wyciągnąłem oba pistolety na stół, oraz siadłem tak aby być skierowanym ku wejściu do alkierza. Przyjąłem dość wygodną pozycję, po czym ułożyłem ręce na pistoletach i powiedziałem:
-Opowiadaj dalej, nie wiem co to za koleś ale nie pozwolę mu przerwać tak smacznego posiłku i jakże ciekawej historii!

Gordian Morii:
- Panie to nie jest takie proste. Musimy uciekać... - sapnął kupiec podbiegając do niewielkiego okienka, przez które miałeś skrytą nadzieję, że da radę się przecisnąć. Twoim zadaniem była pomoc Antałkowi w ucieczce, możliwie jak najbardziej skrytej.

Adaś:
-Dobra, wyłaź pierwszy osłonię cię jakby co.-Powiedziałem zbliżając się do kurtyny wraz z krzesłem które oburącz złapałem. Schowałem się tuż za framugą, w każdej chwili będącym gotowym aby przywalić komuś owym krzesłem. A zarazem stojąc tak, aby obserwować jak idzie przeciskanie się Hieronimowi przez okno i w razie czego szybko za nim podążyć.

Gordian Morii:
//: Mam problem z komputerem, pieprznęła mi płyta główna, na lapku na którym mam licencjat. Musimy zawiesić, a jak się nie da to anulować tą wyprawę, bo nie mam możliwości jej kontynuowania póki co. Wybacz mi. Napisałem już do Isa w tej sprawie. Jak coś to na kontynuację umówimy się już jak wrócę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej