Tereny Valfden > Dział Wypraw
Z pierwszymi promieniami Veris
Nawaar:
Dhampir wysłuchał spokojnie całego wywodu Gordiana. Handel zamorski jest czymś, na czym mu bardzo zależy w sumie każdemu z załogi powinno, tyle grzywien się marnuje na jakiś tam bandziorów i przemytników, którzy wyczuli łatwy kąsek zarobku, a my ten kąsek zabierzemy działami, prochem i dźwiękiem stali. Silva liczył tutaj w dużej mierze na zarobek, co pewnie każdemu przyszło to do głowy. Dlatego znalazło się, tylu chętnych lecz wciąż miał jedno z ważniejszych pytań. - Ile zajmie nam dotarcie, do obrzeży wyspy?.
Gordian Morii:
- Na pewno kilka dni. Nie powiem Wam dokładnie ile, bo nie będę chciał dopłynąć do samego Doral, zaczaimy się dzień drogi od północnych krańców Valfden. To będzie musiało wystarczyć. Nie mniej, nie oznacza to opieprzania się...
- Człowiek za burtą! - załoga usłyszała przytłumiony z racji pokładu krzyk Lilith pełniącej służbę przy starze.
- Do lin!
Nawaar:
Silva, tylko kiwnął głową na temat podróży, gdy nagle cichy głos dobiegający z pokładu zabił nagłą ciszę. Pani pierwszy oficer krzyknęła, coś w stylu człowiek za burtą, o rany człowiek za burtą zadudniło ponownie w jego umyśle. Dhampir szybko wybiegł na główny pokład statku i według zaleceń kapitana. Trzeba było szybko chwycić linę i rzucić w okolice tonącego. Silva tak właśnie zrobił, rzucił pierwszą napotkaną linę w stronę rozbitka oczywiście trzymał ją mocno, żeby jej nie wypuścić.
Progan:
Progan męczył się trochę z tym. Czyżby chodziło tylko o pieniądze? O gospodarkę i bogactwa? Pieniądz napędza gospodarkę, a gospodarka nabierając pędu nie baczy na to, że pod toporami drwalów ścinane jest drzewo za drzewem, że osuszane są jeziora, trzęsawiska i bagna pod pola uprawne, że dymu hut zatruwają świat. Progan oparł głowę o splecione dłonie, zadumał się.
Nagle okrzyk. Człowiek za burtą! pomyślał szybko i pobiegł za innymi na górny pokład. Pewien mężczyzna rzucił się szybko do liny, jego szybkość była ponadprzeciętna. Progan pozazdrościł mu zdrowia. Podbiegł i uchwycił koniec liny za owym jegomościem.
Mohamed Khaled:
A za Proganem stanął Mohamed, chwytając za linę. Chłop za burtą, na morzu! Cóż to się dzieje, że ludzi już wyrzucają.. W porcie, za takiego trzeba zapłacić tysiaca, a ludzie ich tak po prostu wywalają?! Chamstwo, chamstwo do prawdy wam mówię!
Ciągnął mocno, tak mocno, jakby to była naga, wręcz napalona elfka, do której chciałby dostać się.. Eh, jakby to była prawda...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej