Tereny Valfden > Dział Wypraw

Z pierwszymi promieniami Veris

<< < (14/28) > >>

Thoran:
Noc jak zwykle minęła szybko. Sen o ile jakiś się pojawił przeminął równie szybko jak noc, więc co tu dużo mówić nic o nim nie wiedziałem. Zresztą kto by się tym przejmował. Gdy się zbudziłem, chyba jako jeden z ostatnich na statku życie trwało w najlepsze, świadczył o tym jak zwykle krzyk i rozgardiasz, który był jego nie odłącznym elementem. Powoli wstałem z miejsca swego snu, przecierając oczy i ziewając przeeeeeeciągle. Nowy dzień, nowa praca. Jednak zanim w mej głowie ukształtował się pomysł o wykonaniu jakiegokolwiek zajęcia związanego z życiem na okręcie, poczułem słodki zapach posiłku. Co zaowocowało głośnym i donośnym burknięciem w mym pustym żołądku. Na potwierdzenie mego jak się okazało dobrego zmysłu powonienia, przyszły glosy wołające na śniadanie. Nie czekając ani chwili, wszak na posiłek dwa razy wołać nie trzeba udałem się do okrętowej  kuchnio -jadalni jaką był kambuz. Wpadłem tam niczym błyskawica, i ujrzałem elfa Melkiora, Bękarta Pierwszego. Jak wielkie było moje zdziwienie uwierzyć nie możecie, więc zapytałem.
- Melkiorze, czy ty maczałeś palce w tym posiłku ?

Melkior Tacticus:
- Tak, jajecznicę zrobiłem. Częstujcie się.

Thoran:
- No to zobaczymy, czy gotowanie to twój ukryty talent - odparłem.
Posiłek jak na warunki okrętowe był całkiem smaczny i nawet pożywny. Jednak jak to zwykle bywa słabo doprawiony, ale cóż nie można mieć wszystkiego. Jajeczniczkę spożyłem dosłownie w kilka chwil, kilka kłapnięć szczęką i gotowe.
- No Melkiorzeee, nawet, nawet. Ale dołóż troszkę soli. Bo moje kubki smakowe trochę na to narzekały, chociaż może inni nie będą marudzić. - powiedziałem. - Dzięki za śniadanko - rzuciłem wychodząc z kambuza i udałem się do kubryka, aby pomachać troszkę miotełką i zadbać o porządek w miejscu odpoczynku.

Gordian Morii:
- Tyś to uczynił nie chwaląc się? - zapytał kapitan wchodząc do pomieszczenia. - Witajcie załogo. Dobrze, że jesteście tu prawie wszyscy, bo trzeba wyjaśnić co i jak. - powiedział i usiał na stołku gdzieś tam mniej więcej na środku, aby wszyscy słyszeli.
- Ci z Was, którzy mieli przyjemność, bądź nieprzyjemność kontaktować się z Teddem wiedzą, że Atusel drąży pewna plaga. Nie jest to jednak wina czarnej rudy, a przemytu, który niszczy nasz handel i znacząco wpływa na samopoczucie kupców przypływających do naszego portu. Już kilka okrętów odpłynęło z Valfden z pełnymi ładowniami własnych towarów, gdyż nikt nie chciał kupić tego co przywieźli. Może i towary można dostać taniej, ale skąd? Skoro na kontynencie wojna, a innych znanych mi lądów w okolicach brak. Teoretycznie jako marszałek tego Kurwidołka wiem, że handlujemy nieoficjalnie tylko z kontynentem, a obecna sytuacja sprawia, że kupcy coraz mniej chcą ryzykować. Boję się więc że Ci, którzy obniżają ceny chcą wygryźć konkurencję, a później zabić nas cenami, których nie udźwigniemy. Moi ludzie donieśli mi, że to Doral jest punktem z którego docierają do nas te towary, naszym zadaniem jest sprawdzić czy to prawda. - mówił powoli ściszając głos. - Teraz sprawa najważniejsza i ufam, że nie będziecie zbytnio oponować w stosunku do tego co postanowiłem. Oficjalnie nasz wypad jest służbą patrolową w kierunku kontynentu. Tak zarejestrowałem nasze wyjście w morze. My jednak mniej więcej wieczorem zmienimy kurs i ruszymy prosto na Doral. ÂŁapiąc prądy morskie opuścimy wody Valfden i jako... piraci wpłyniemy na Doral. Tam zaczaimy się na okręt kupiecki i go zaatakujemy. Prawdopodobnie będzie miał obstawę więc najpierw będziemy musieli zatopić tamtą jednostkę. Po obrabowaniu okrętu i on będzie musiał spocząć na dnie morza wraz ze wszystkimi świadkami, a my jak gdyby nigdy nic wrócimy na Valfden. ÂŁupy będziemy dzielić na miejscu...

Nawaar:
Dhampir w międzyczasie sprawdzał mocowania żagli. Dokładnie rozglądając się ujrzał kilka poluzowanych liny, które nocy wiatr mógł je rozwiązać i jeszcze bardziej splątać. Silva wykorzystując swoje akrobatyczne zdolności wskakiwał do góry, po linach aby powiązać je na nowo. Nie trwało to długo, gdy kilka lin zostało ponownie spuszczone na dół, a dodatkowo będąc jeszcze na górze mógł jeszcze lepiej przyjrzeć się pozostałym mocowaniom. Na szczęście tutaj był spokój i mógł spokojnie zeskoczyć. Tak, więc uczynił a następnie mocno przywiązał pozostałe liny, które fruwały sobie pod naporem wiatru, a jednocześnie lekko wciągnęły jeden z żagli. Silva szybko doskoczył do poszczególnych lin i mocno je przywiązał do masztu. Miał nadzieję, że kapitan nie zauważył nagłej zmiany prędkości. Teraz nie mógł się tym przejmować, bo ktoś zawołał na śniadanie. Silva idąc tam poczuł zapach jajecznicy i innych smakołyków. Wchodząc do jadalni zauważył już siedzącą grupę marynarzy oraz kapitana. Jedynie, co powiedział to. - Smacznego. I usiadł obok Thorana, który już się posilał. Dhampir nie pozostawał w tyle i nałożył sobie dość dużą porcję, aby spokojnie ją dojeść w końcu trochę popracował, więc kiszki marsza mu grały. Silva przysłuchiwał się ciągle jedząc, ale nie miał problemów z planem kapitana. W końcu bękarty są najemnikami i różne rzeczy jeszcze przyjdzie mu robić, więc zatopienie statku i zagarnięcie łupów to nic.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej