Tereny Valfden > Dział Wypraw
Z pierwszymi promieniami Veris
Nawaar:
Dobrze, że dhampir spał czujnie, a jednak wystrzał armaty zerwał go z koi jak pewnie każdego. Wstając jego sztylet spadł na ziemię ostrzem w dół wbijając się w pokład statku. Silva szybko się zerwał, pozakładał wszelaką broń i ruszył na pokład, aby zapytać co się stało. Jednakże oglądając się dookoła nie zauważył wrogiej jednostki, ani potwora morskiego. Mógł odetchnąć i spokojnie zapytać, panią oficer. - Komu się nudziło, że zaczął strzelać bez rozkazu?.
TheMo:
Proch zadziałał. I to bardzo dobrze. W uszach nadal mu piszczało. Na pokład wbiegł sam Gordian wymachując szablą i spluwą, prawdopodobnie poruszony tym wystrzałem. Jako, że Themo miał przez chwilę słaby słuch począł mówić do kapitana głośno, powoli, wyraźnie i bardzo głośno dużo przy tym gestykulując.
-Wszystko w porządku kapitanie. Ktoś nie domknął beczki z prochem i sprawdzałem czy nadal jest sprawny. Jak widać wszystko hula. Prócz tego nie ma żadnych nieprawidłowości.
Gordian Morii:
- No tak, zapomniałem, że wysłałem Was dwóch do inspekcji dział. Następnym razem będziecie sprawdzać poszycie pod linią wody. Tam niczego nie zepsujecie. - odparł marynarzowi chowając broń.
Niestety dzisiejszy rejs nie miał być czysto rekreacyjnym patrolem na spokojnych wodach, ale miał uderzyć w pewną legendę, której nawet ÂŁowca mógł nie sprostać. Co więcej niepełna załoga mogła stanowić tutaj nie lada problem, ale po co martwić Tych, którzy martwić się nie muszą?
- Dobra, skoro armaty sprawdzone, odtoczcie ten proch na dół do prochowni, musimy być pewni, że nie zawiedzie. Jak wrócimy do Atusel to oddam tę beczkę do suszarni i już. Weźcie dobre ładunki, bo jak wyeliminujecie jedną armatę przez zaczopowanie mokrym prochem to może być gorąco, a zwrot w czasie bitwy to nie jest taka prosta sprawa. Jak skończycie to idźcie się położyć. Przed nami ciężki rejs. - to powiedziawszy wrócił do swojej kajuty.
Progan:
Jednakże(!) nim wystrzeliło działo(!) podziało się trochę w rozmowie Progana i Gordiana. Człowiek wysłuchał wszystkiego siedząc, po czym przełknął ślinę, zastanowił się chwilę i odrzekł.
- Rozumiem. O urazie nie może być mowy. Tu, na deskach tego pokładu jestem medykiem w razie potrzeby i stolarzem na okrągłą dobę. Z mojej życiowej drogi jestem też kapłanem bogów, zwłaszcza mojej patronki, Ventepi. Tutaj kapitanie, jestem Twoim marynarzem - tyle wystarczyło. Wyjaśnili sobie wszystko, bo po co było o tym dyskutować.
- Twoja propozycja jest iście interesująca. ÂŚmiem zgadywać, że nie tyle dobre serce Cię do tego skłoniło, a sama ciekawość świata i wstręt przed nudą i rutyną szarego miejskiego dnia. Wierzę, że tak Ty jak i Twój okręt będzie nam potrzebny.
Gordian Morii:
Kapitan wrócił do kajuty.
- Fałszywy alarm, działo czyścili... - powiedział w progu.
- A w odpowiedzi to powiem Ci tyle. Problemy moich towarzyszy są moimi problemami. W tym naszym świecie jest coraz więcej ciemności. To demony, to Meaneb, to jakieś inne cholerstwo, a teraz jeszcze plaga. ÂŚwiat stał się jakiś dziwnie mroczny i niebezpieczny. Pamiętam jak przed laty największym zagrożeniem jakie mogłeś spotkać na trakcie była jakaś dzika bestia, albo banda zbójów. A teraz? Mutacje, wynaturzenia, ofiary plagi... Nie wiem w którą stronę zmierza ten nasz Marant. Valfden stało się miejscem nieprzyjaznym, ludzie zdziczeli rządni tylko chwały, sławy i bogactwa nie liczą się z nikim. Tak samo jest z królem... Kazał wam samodzielnie poradzić sobie z plagą, zamiast nieco dopomóc, ułatwić tę pracę. Przecież jego magowie i alchemicy na pewno znają się na takich spaczeniach lepiej niż lud lasu, który od niego ginie. Dlatego chcę wam pomóc, bo w swej prostocie pozostaliście mimo wszystko normalni, a ja... w sumie za czasów Ostoi te wasze puszcze to również był mój dom, a łuk, chociaż teraz już praktycznie nie potrafiłbym z niego wystrzelić był przedłużeniem mojego oka i ręki. - skończył.
- No... o ile nie masz nic do dodania, to udaj się na spoczynek, ja muszę porozmawiać z tymi, którzy pełnią nocną wartę.
- A ja wiem? Ktoś z dołu strzelał. Jak wychodziłeś z kubryku to mijałeś tych, którzy siedzą na działowym. Gordian mówił, że nic poważnego i alarm w gruncie fałszywy. - odparła Silvasterowi elfka.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej