Tereny Valfden > Dział Wypraw

Z pierwszymi promieniami Veris

<< < (5/28) > >>

Progan:
Progan uścisnął dłoń Melkiorowi
- Witaj, mości elfie. Elethea... Nie opanowałem jeszcze dobrze bethen Saenth Ela - dodał mając nadzieję na to, że miłym będzie dla elfa usłyszeć kilka słów w tym starym dialekcie, nawet dla elfa który nie utożsamiał się z leśną bracią. Progan podszedł również do Thorana, nie znał go, ale pamiętał jego twarz z festynu.
- Witaj Thoranie, miło mi Ciebie poznać. Jestem Progan, medyk i stolarz na ÂŁowcy Burz. Tak, musieliśmy widzieć się na festynie, siedziałem niedaleko pana hrabiego - rzekł. Wtedy też wyszedł Gordian i wydał rozkazy. Progan zbladł. Przed nim bardzo ważne zadanie, nie zamierzał jednak się poddać. Stanął za sterami po skinięciu głową i odkrzyknięciu kapitanowi.
- Rzucać cumy! - wołał Progan ze swojego stanowiska - Stawiać żagle! Wychodzimy w morze, panowie!

Nawaar:
Dhampir wczuł się w kołysanie statku, ale jeszcze raz spojrzał na morze jakby nigdy miał już z niego nie powrócić, gdy wydano rozkazy. Statek powoli się kołysał, od fal a Silva dziarsko podszedł do jednego z masztów spojrzał na niego oraz na liny, które miał teraz odwiązać, aby nabrać rozpędu. Zwłaszcza, że teraz rozkazy wydawali kapitan i pierwszy oficer, który pochodził z puszczy. Niby tam dziko, a on taki normalny. Dał sobie do myślenia młody dhampir, gdy zaczął rozwiązywać pierwszą liną, a potem drugą. Wszak mając w sobie domieszkę wampirzej krwi cała sprawa przychodziła mu z łatwością. Także, pod wpływem jego wysiłku żagiel powoli opadał aby mógł nabrać wiatru.

Gunses:
Gunses zaliczał się do osób, których na okręcie pozornie nie było. To dzięki niemu okręt dryfował nocną porą kiedy wszyscy spali. Gunses miał przed sobą mapę. Jedną szczególną, kilka innych, także ważnych. Czekał na pierwsze promienie księżyca i na kapitana statku.

Gordian Morii:
Rzucono cumy, a dwóch marynarzy z dość dużym (chociaż zapewne udawanym) wysiłkiem wciągnęło powyżej linii wody dwie kotwice, rzucane po prawej i lewej burcie okrętu. Kilku pomocników portowych długimi bosakami odepchnęło burty łowcy od nadbrzeża tak, że okręt delikatnie odbił w prawo. Potężne płachty białego płótna żaglowego poddały się naporowi wiatru, delikatnie rozpędzając okręt, który po wykonaniu lekkiego zwrotu przez lewą burtę znalazł się na kursie wiodącym ku ujściu portowemu, a dalej... dalej było już tylko niezbadane morze.
Gordian tymczasem siedział w swojej kajucie bębniąc palcami o blat biurka.
- Lili? - zapytał jakby w próżnię.
- Tak? - odpowiedziała mu po chwili elfka stojąca na rufowym balkonie fregaty.
- Jak wyjdziemy z portu mogłabyś mi tutaj przyprowadzić Progana? Mam z nim do pogadania.
- Nie ma problemu, ale na razie...
- Ja wiem, na razie ledwo odbiliśmy od brzegu, za chwilę.

TheMo:
Themo tylko przytknął dwa palce do czoła w pozdrawiającym geście i zabrał się do roboty. Na początek podszedł do dziobu i tam zaczął odwiązywać linę cumowniczą. Prawie każdą podróż na statku zwijał liny, więc poszło mu to dość szybko. Przód statku zaczął odbijać od brzegu ustawiając się nieco na ukos. Chciał już biec truchtem na rufę statku, ale w oddali zauważył Nadira. Ten również uporał się ze swoim zadaniem i okręt był gotowy do wypłynięcia w pełne morze. Wystarczyło tylko rozwinąć żagle... Nie, to Silva znów się z tym uporał błyskawicznie, jak na ostatniej podróży. Więc reszta należała tylko do sternika.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej