Tereny Valfden > Dział Wypraw
Z pierwszymi promieniami Veris
Melkior Tacticus:
- Wstyd to przyznać ale ja wcale elfiej mowy nie znam - powiedział na tyle głośno by było go słychać z pod masztu, tego bliżej rufy. Narrator wie że ma on fachową nazwę ale nie pamięta... elf więc stawiał żagiel - źle mi z tym nieco zważywszy na fakt iż przywiązuje wagę do tradycji. W przeciwieństwie do ojca. ÂŻagle są!
//Urwali mi od neta ;[
Progan:
Progan stał i łapał wiatr w żagle. ÂŁapał go także w swoje włosy, opadające lekko na ramiona. Gdyby tak władać nad przestworzami. Gdyby móc kierować wiatrem... myślał obierając kurs na wyjście z portu. Okręt powoli nabierał prędkości.
- Mości panie! - zawołał do Themo - Proszę wejść na bocianie gniazdo!
Nawaar:
Silva cały czas korzystał ze swojej siły i odwiązywał linę, po linie, którą następnie przywiązywał do specjalnego miejsca, przy maszcie. Statek skręcił delikatnie skręcił, gdy jednej z żagli nabrał wiatru i zaczął delikatnie trzepotać. Teraz trzeba było zając się drugim, bo nikomu się nie chciało. Najemnik doskoczył do drugiego i tak samo jak poprzednio odwiązywał liny, aby wypuścić solidnie przywiązane płótno. Tutaj nie trzeba było długo czekać, jak żagiel został zwolniony z uścisku, a wypuszczony na wiatr zaczął dumnie ciągnąć statek do przodu, ku nieznanym dotąd wodą i lądom. Silva czekając na kolejne rozkazy patrzył cały czas już w morze i bujał się w rytm statku. W sumie na okręcie najlepiej czuł się na bocianim gnieździe. Tam było jego miejsce, ale za późno już na wybranie go było. Dlatego od czasu, do czasu również spojrzał na to miejsce jeszcze nieobsadzone.
Thoran:
Progan udał się na swoje stanowisko wczuwają się w powierzoną mu rolę. Zaczął wydawać, no powtarzać rozkazy po kapitanie. Wszak każdy pracownik wie, że rozkaz słyszany dwa razy działa lepiej i silniej zostanie wyryty w pamięci niż, pojedynczy, krótko trwały niczym chwila. Zgodnie z obowiązującą teorią załoga statku w mig sprawiła się z wszystkimi czynnościami związanymi z przygotowaniem statku do podróży, który powoli zaczął opuszczać port i wypływał na nieznane Thoranowi obszary. W sumie to nawet nie wiedziałem dokąd płyniemy, ale co z tego, przygoda się zaczęła, a to mi wystarczało no przynajmniej na chwilę obecną, potem się pomyśli.
Gordian Morii:
- A po co Ty w nocy wysyłasz kogoś na bocianie gniazdo? - zapytała Lilith pojawiając się obok Progana, a właściwie rzecz ujmując kładąc swe zgrabne pośladki na relingdu rufowego kasztelu fregaty.
- Gordian Cię prosi do siebie... Znaczy kapitan. Ja przejmę stery. - powiedziała i wyszczerzyła się w uśmiechu, który w sumie potrafił złamać ducha, bo nie był to uśmiech z kategorii "17 przyjacielskich uśmiechów".
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej