Tereny Valfden > Dział Wypraw

Z pierwszymi promieniami Veris

<< < (22/28) > >>

Mohamed Khaled:
//Dobra, nie ważne :P

Kruk przeciągnął się, po czym zleciała Themo na pokład działowy. Pomógł ładować działa, co nie było znowu takie proste.. Przeczyścił pierw działo, potem ostrożnie wsypał proch - coby go za dużo nie stracić poza działem - i załadował kulę. Upchał ją mocno w armacie, po czym chwycił. Statek nadal był za daleko, nie miał nawet odpowiedniej linii do wymierzenia.. Dlatego, czekał. Czekał na rozkaz, z nadzieją iż za niedługo będzie mógł się wyżyć.

Nawaar:
Rozmowa towarzyszy przebiegła nad wyraz spokojnie, ale wszystko co dobre szybko się kończy i tak było, i tym razem. Pogawędkę przerwał nam mauren siedzący na bocianim gnieździe, aby oznajmić kapitanowi, że obca jednostka znajduję się w zasięgu wzroku. Silva podbiegł bez pożegnania przyjaciół, do prawej burty przekonać się, czy to prawda jest. Niestety z obecnej sytuacji nic nie wywnioskował, bo wróg musiał być jeszcze oddalony od ÂŁowcy i tylko mauren siedzący na gnieździe mógł go dostrzec. Dhampir nie zasypywał gruszek w popiele i zaczął ładować kuszę żelaznym bełtem. Nawet nie miał zamiaru schodzić do pokładu działowego, bo na prochu się niewiele znał, a ostatnio tylko przyłożył lont do działa i na tym kończyła się jego wiedza na temat dział, prochu i wystrzałów. Dlatego z niecierpliwieniem czekał na wroga na górnym pokładzie.

Thoran:
Piracki statek pojawił się na horyzoncie. Walka nie mogła odbyć bez mojego udziału, dlatego też skończyłem niewdzięczną robotę zwaną zamiataniem i ruszyłem na pokład.Załoga zadziałał błyskawicznie, po usłyszeniu słów kapitana. Themo wraz z nieznanym mi maurenem udali się w stronę dział, aby podziurawić zbliżającą się łajbę. Chociaż nie należałem do amatorów tanich wybuchów to ktoś musiał wspomóc tamtą osamotnioną dwójkę, w zabawach pirotechnicznych. Zbiegłem czym prędzej pod pokład i udałem się do dział. Tam praca trwała w najlepsze. Raz, dwa dołączyłem do pracującego w pocie czoła ludu. Dobrałem się do nie załadowanego działa. W szybkim tempie odmierzyłem odpowiednią ilość rudy potrzebną do zrobienia BUM, po czym załadowałem piekielne urządzenie kulą łańcuchową mając w zamiarze uszkodzenie nieprzyjacielskich masztów. Po skończonych działaniach krzyknąłem:
- Gotowa do wystrzału ! Czekam na polecenia !

Progan:
Progan zakasał rękawy, wziął głęboki oddech i jął kręcić kołem. Kręcił silnie i w dobrą stronę! Ha! Mało bowiem kto patrzył na to, w którą stronę kręci kołem Progan, a kręcił zapewne w słuszną, przecież wiedział co robił. Ba! Był wręcz urodzonym marynarzem, dziecię Nalasa można by rzec, a że Nalas był synem Ventepi, to wszystko się zgadzało! Także nasz bohater ustawił statek tak, aby ciął on wodę i opłynął przeciwnika od zamierzonej strony. Nie mogło być tu mowy o najmniejszej pomyłce. Wiatry mieli pomyśle, ustawiły one statek tak, jak zamierzali.

Gordian Morii:
//: Aj!

//www.youtube.com/watch?v=5jNVGR-6IZw
Załoga uwijała się po pokładzie jak w ukropie. Nadir, John i Dreg jako najbardziej doświadczeni marynarze zajęli się żaglami.
- Wszystkie staw! Ruszać się, dopadniemy skurwieli! - grzmiał kapitan z wysokości mostka. Fregata jakby wskoczyła na wyższy bieg. Południowy wiatr zassał żagle, które aż trzeszczały na rejach rozpędzając okręt do niebanalnych jak na ówczesne warunki żeglarskie prędkości.
ÂŁowca burz ciął fale idąc w kierunku nieznanego z imienia brygu po zawietrznej.
- Bandera na maszt! - krzyknął kapitan do swoich ludzi. Wyszywany kawał materiału poszybował ku górze ciągnięty przez bloczki, które bardzo wspomagały marynarza ciągnącego linę. Zaraz obok, na benaznie pojawił się bojowy proporzec sił valfdeńskich, dający sygnały, że okręt ów ma za sobą pełne poparcie marynarki wojennej królestwa.
- Thoran, ognia! Niech wiedzą, że nadpływamy!
- Progan trzy stopnie prawo na burt! Z życiem. Działowi pełna gotowość! Silvaster jak się masz opierdalać to marnujesz mój czas! Do roboty!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej