Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak konie w galopie III
Funeris Venatio:
Nekker niewiele więcej się odzywał, więc Faye po prostu podziwiała widoki na nierównym siedzisku. Mijali rozstaje dróg, wjechali w las, przejeżdżali obok postojowej polanki, na której zatrzymało się kilku kupców. Droga ja droga, raczej monotonna. Chwilę po trzynastej dotarli do wzgórza, nad którym rozciągało się Donak - wielka stadnina zaopatrująca Bractwo ÂŚwitu. Po przejechaniu kilkuset metrów i minięciu odgrodzonych wybiegów dla koni dotarli na teren głównej hacjendy. Tam Nekker zsiadł z kozła i podał rękę Faye, by ta mogła w miarę komfortowo zejść na stały grunt.
Faye:
Taka manifestacja savoir vivre w wykonaniu brata pracującego w stajni mile zaskoczyła Faye. Ujęła dłoń Nekkera i pozwoliła mu sobie pomóc przy schodzeniu z wozu. Wyglądało więc na to, że nie wszyscy rycerze Bractwa ÂŚwitu byli kompletnie pozbawieni klasy i gracji. Trochę podniosło ją to na duchu. Z wdziękiem zeskoczyła na ziemię i rozejrzała się dookoła. Unosił się tu zapach podobny do tego ze stajni, lecz w zasadzie nie powinno to nikogo dziwić, hodowano tu wszakże konie i były one nieodłącznym elementem życia tutejszych mieszkańców.
- Co teraz? - zapytała.
Funeris Venatio:
- Teraz idziemy się rozeznać w sytuacji. Z tydzień mnie już tutaj nie było, sporo się mogło zmienić. - Wskazał dziewczynie kierunek, w którym mieli zamiar zmierzać. Spory budynek, w którym mieszkał zarządca. Elf, około dziewięćdziesiątki, szlachetnej postury, stanowczy i mający głowę na karku. Przywitał ich w sporym salonie, gdzie znajdowało się kilka krzeseł, długi stół i mnóstwo trofeów myśliwskich na ścianach.
- Antoni Kleber, miło mi - elf ukłonił się na widok pięknej i młodej dziewczyny, nawet jeżeli była tylko kolejnym rekrutem Bractwa oddelegowanym do pracy tutaj.
Faye:
- Faye, również mi miło - odwzajemniła uprzejmość, widząc jak elf uprzejmie oddaje jej pokłon. Sama jedynie lekko i z godnością dygnęła. Dzień się dobrze zaczynał; już po raz kolejny komuś udało się ją zaskoczyć. I to nie grubiaństwem, a elegancją i dobrym wychowaniem. To Valfden może nie było jednak takim beznadziejnym miejscem.
- Przybyliśmy zbadać sprawę sabotażu stadniny. Co możesz nam powiedzieć? - stanowczo przeszła do rzeczy.
Funeris Venatio:
- Proszę, zasiądźcie. - Antoni odsunął dziewczynie krzesło i poczekał aż spocznie. Nekker obsłużył się sam. Na końcu przy stole zasiadł elf, który miał wielce zasępioną minę. Po chwili milczenia podjął:
- Podczas ostatniej twojej wizyty, Nekkerze, z tamtym rekrutem...- - zawiesił na moment głos, próbując przypomnieć sobie jego imię. Pamięć miał świetną, więc tylko kwestią chwili pozostało zanim odnalazł odpowiednią szufladkę w swoim umyśle - Kuhin, prawda? Tak, na pewno Kuhin. Podczas ostatniej twojej wizyty ów rekrut został napadnięty przez sabotażystów. To byli chłopcy, którzy pracowali tutaj latami, wiernie i sumiennie. Mieli strawę, dach nad głową i uczciwy zarobek, ale jednak, jakby z dnia na dzień, coś ich opętało. ÂŁącznie zniknęło ich trzech. Od tamtej nocy minęło kilka tygodni, sytuacja uspokoiła się, ale jednak dzisiaj z samego rana znów doszło do kolejnej potwornej sytuacji. Parobkowie znaleźli dwa zaszlachtowane ogiery, zupełnie tak samo jak ostatnim razem, też najlepszej krwi. Dlatego jeszcze przed świtem posłałem po rycerza, by sprawę zbadał. Przybyłeś ty, stary druhu. Jak zawsze można na Ciebie liczyć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej