Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak konie w galopie III
Faye:
Faye spojrzała krzywym okiem na rycerza. Dlaczego nijak nie zareagował, widząc to wszystko? Co za buc. Była rozzłoszczona. Powinien poświęcić jej więcej uwagi. Skończyła więc czesać konia i napoiła go, chcąc jak najszybciej opuścić zatęchłą stajnię i wyjść w końcu na świeże powietrze. Zapach zaczynał się jej powoli przykrzyć. Nie należał do najmilszych.
- Ruszamy już? - zapytała zniecierpliwiona.
Funeris Venatio:
- Tak, ruszamy - powiedział, zaprzęgając konia do wozu. Zwykła czterokółka, z wysokimi burtami, na mocnej osi, w wzmacnianymi stalową blachą kołem. Na pace Nekker powrzucał kilka skrzyń, parę worków z czymś niezidentyfikowanym i ze dwa komplety broni - cztery buzdygany, cztery młoty i dwa kiścienie. Do tego trzy tarcze, jakie nosili rekruci. Tak obładowani ruszyli przez posterunki straży i znaleźli się na trakcie do Donak. Pogoda była raczej przyjemna, chociaż było jeszcze mroźno. Temperatura oscylowała niewiele powyżej zera stopni, co jednak nie przeszkadzało rycerzowi w żadnym stopniu. Dopiero po przejechaniu kilku minut gościńcem odezwał się.
- O co chodziło tam, w stajni? Czemu nie chciałaś wyczyścić i napoić konia? Rekrut, który stamtąd wtedy wyszedł wszystko mi powiedział.
Faye:
- Przecież to zrobiłam - zbyła Nekkera faktem, któremu zaprzeczyć nie mógł. Mocniej opatuliła się płaszczem, wszakże wciąż było dość chłodno, na dodatek jadąc na wozie cały czas czuła na sobie silne podmuchy mroźnego wiatru. Każdy jej oddech zaznaczał się w powietrzu kłębkiem pary.
- Powinieneś raczej udzielić mi informacji na temat naszego zadania - zmieniła temat, zacierając zmarznięte dłonie.
Funeris Venatio:
- Ktoś sabotuje naszą stadninę. Hoduje się tam wierzchowce, z których korzysta całe Bractwo. Ostatnimi czasy mieli sporo kłopotów z dość... nieprzyjemnymi incydentami. Zarżnięto dwa ogiery czystej krwi, podpalono zapas siana, zniszczono boksy. Dotychczas nie ustalono nic konkretnego, gdyż zawsze coś nam umykało. Poprzedni rekrut, z którym badałem ową sprawę, został napadnięty i ciężko pobity, gdy mnie nie było przy nim. Ledwo uszedł z życiem, a napastnicy zbiegli. Od tamtego czasu nieco się uspokoiło, ale nieprzyjemności znowu wracają. Musimy zakończyć tę sprawę raz na zawsze.
Faye:
- W tym wypadku celem sprawców prawdopodobnie jest bezpośrednie ugodzenie w Bractwo. Nie widzę innych pobudek do podobnego wandalizmu. Na miejscu z pewnością dowiemy się więcej - podsumowała potok informacji, jakimi zalał ją brat Nekker i wiercąc się próbowała znaleźć jakieś wygodne miejsce na wozie. Nieprzywykła do podróżowania w podobnych warunkach, była przyzwyczajona raczej do eleganckich karoc z wnętrzem obitym kosztowną tapicerką, gdzie trudno było o niewygodę czy niedobór wrażeń estetycznych. Jazda solidnym acz znacznie mniej wyszukanym wozem stanowiła niezbyt przyjemną odmianę, toteż na twarzy Faye malował się lekki grymas niezadowolenia. Cóż. Raz na wozie, raz pod wozem. Ktokolwiek był autorem tej błyskotliwej myśli, na pewno nie był człowiekiem o podobnym do Faye przysposobieniu. Ta bowiem była święcie przekonana, że niezależnie od zaistniałych okoliczności, zawsze należy jej się odpowiednio wysoka dola wygód, luksusów i zbytku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej