Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jak konie w galopie III

<< < (4/10) > >>

Funeris Venatio:
Chłopak był ze wsi, przyzwyczajony do roboty, zahartowany. ÂŻycie nauczyło go sporo, przetestowało pod każdym względem. Gniłby dalej na zapadłej farmie, gdyby nie zrządzenie losu i przypadek, który zastał go w Efehidonie. Zauroczony punktem rekrutacyjnym Bractwa ÂŚwitu wstąpił tam, by - jak się miało niedługo okazać - zostać na dłużej. Już niemalże rok mija, jak chłopak siedzi poza domem. Jeszcze kilka miesięcy ciężkiej pracy i może spróbuje starać się o pasowanie. Codzienne treningi bojowe przy boku nauczycieli potrafią zdziałać cuda i nawet potencjalnie prosty chłopak, który w życiu nie trzymał w ręku miecza czy kiścienia, może stać się wytrawnym wojownikiem. A kto wie, może ma w sobie ukryty talent? Talent miał na pewno do tego, by być bardzo bezpośrednim w kontaktach z ludźmi. Zawsze mówił to co uważał, nie zawsze było to taktowne. A że nie przepadał specjalnie za typem człowieka, jaki prezentowała Faye, to powiedział jej co wiedział. W kilku prostych i zwięzłych słowach.
- A może ty weźmiesz się wreszcie do pracy? Ventepi nasrała Ci świętym gównem na rączki, że nie możesz wyczyścić jednego konia? Po kiego diabła żeś tu przyszła, skoro nawet tego nie zrobisz, co? Tylko w łóżku jesteś dobra? - Zmierzył dziewczynę karcącym wzrokiem i ocenił, że w łóżku może być zaiste świetna.

Faye:
Jej dłoń niemal odruchowo znalazła się na trajektorii, której finisz znajdował się na twarzy wieśniaka. To, co powiedział, rozjuszyło ją. Nie miał prawa tak się odzywać ani patrzeć na nią takim wzrokiem. Plaśnięcie rozbrzmiało w całej stajni. Jeden z koni zarżał i poruszył się gwałtownie w swoim boksie.
- A kim ty jesteś, robaku, żeby się tak do mnie odzywać? - wycedziła przez zaciśnięte wargi, obróciła się na pięcie i wyszła ze stajni, trzaskając za sobą drzwiami. Zaczerwieniona ze złości usiadła pod ścianą, dosunęła kolana pod podbródek, objęła je ramionami i w ciszy próbowała się uspokoić.

Funeris Venatio:
Chłopak nie zdążył uchylić się przed zdradzieckim ciosem. Dostał prosto w twarz, ręka dziewczyny odcisnęła się czerwonym piętnem na jego ogolonym policzku, zapiekło. W momencie, gdy Faye odwracała się i chciała odejść, rekrut widłami, które trzymał cały czas w ręku, podhaczył jej nogi. Panienka zachwiała się i poleciała do przodu, lądując na brudnej od ziemi i końskiego łajna słomie. W tym samym momencie do stajni na powrót zajrzał Nekker w swoim niepłytowym pancerzu.
- Co tu się dzieje?! - ryknął od wejścia.

Faye:
Faye nie odezwała się nawet słowem. Pozwoliła starszemu bratu wyciągnąć własne wnioski. Z jej tłumaczenia nie mogłoby wyniknąć w zasadzie nic dobrego. Zresztą nie przystoiło jej kajać się przed jakimś tam parobkiem ze stajni. Wstała z godnością, otrzepała płaszcz ze słomy, przetarła twarz dłonią i odrzuciła włosy do tyłu, pozwalając im opaść na plecy i pozbyć się natrętnych, słomianych kolegów. Potem, ku zaskoczeniu chyba wszystkich i siebie samej, wzięła w dłoń szczotkę i z godnością primadonny zaczęła czesać swojego rumaka. Wytłumacz się z tego, wieśniaku - pomyślała, kierując na moment złośliwe spojrzenie na chłopa, który ośmielił się ją obrazić i spowodować jej upadek.

Funeris Venatio:
Nekker zobaczył jak Faye zabrała się za czesanie konia, wiec uznał, że sytuacja została rozwiązana. Ani rekrut pracujący w stajni, ani sam rycerz - żaden z nich nie powiedział nawet słowa. Chłopak wrócił do swojej pracy, czyli przerzucania słomy, Nekker nadal stał w wejściu, lustrując uważnie raz kartkę papieru, raz dziewczynę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej