Tereny Valfden > Dział Wypraw

Miękki niczym skała II

<< < (16/29) > >>

Funeris Venatio:
Było ich dokładnie pięć. Pozwoliły odejść Evening o jakieś sto dwadzieścia osiem metrów, do takiego jednego wielkiego drzewa, które było (a dało się to ocenić tylko i wyłącznie siedząc w jego koronie) puste w środku. Było to już blisko granicy lasu, daleko na zachód od Bractwa ÂŚwitu, gdzie dało się dostrzec majaczące w oddali światła, najpewniej najbliższej wioski. Otwór w pniu miał średnicę mniej więcej jednego metra, sięgał pionowo w dół, w ciemność. Evening znajdowała się cztery metry nad ziemią.

Evening Antarii:
Po skończonym spacerku po linach i zdradliwych gałęziach... Eve dotarła do czegoś w rodzaju tajemnego przejścia. To znaczy, nie wiedziała czy dokądkolwiek prowadzi, ale najpewniej korzystały z niego trabliny. Pionowy tunel o metrowej średnicy wydawał się możliwy do przejścia. Evening ostrożnie weszła do środka, plecami zapierając się z jednej strony, a podkurczonymi nogami z drugiej. Po bokach pomagała sobie rękami i zsuwała się w dół. Do środka wpadało srebrne światło księżyców, choć im niżej, tym mroczniej...

Funeris Venatio:
Evening zsunęła się aż do poziomu gruntu i... zsuwała się dalej. Znalazła się jakieś dwa i pół metra poniżej, wylądowała w całkowicie ciemnym i nieprzyjemnym tunelu, który prowadził gdzieś w głąb. Dziewczyna zrobiła pierwszy krok i uderzyła twarzą w zmrożoną ziemię. Nogi jednak mogłyby iść dalej. Okazało się, że sam tunel miał nie więcej niż metr wysokości.

Evening Antarii:
Mruknęła pod nosem jakieś niezrozumiałe przekleństwo, gdy poczuła ból nosa i czoła... Pewnie nabawiła się guza, siniaka na pewno. Dłońmi odszukała niskiego przejścia - okazało się, że musi się schylić i iść przed siebie w tej niewygodnej pozycji. Na szczęście Eve nie miała żadnej klaustrofobii, ani innego wymyślnego schorzenia. Szła po omacku i bardzo wolno, by znów nie zrobić sobie krzywdy. Kroki stawiała małe, bo nawet jakby otworzyła oczy bardzo szeroko- i tak niewiele zobaczy. Pod palcami czuła zamarznięty twardy grunt i wystające korzenie. Było chłodno, ciemno i ogólnie nieprzyjemnie. Lepsza już była ta wspinaczka...

Funeris Venatio:
Było bardzo nieprzyjemnie. Droga ciągnęła się niemiłosiernie długo, po rękach i plecach dziewczyny zaczęły chodzić jakieś robaki, niektóre naprawdę sporawe. Jeden mały żuczek, który był już naprawdę wredny, wpełzł Evening pod napierśnik i torował sobie drogę między skórą a koszulą, błądząc w tej chwili przy żebrach, raczej tych wyższych już. Wpadł, skurczybyk jeden, pod pachę i dziabnął. Zaswędziało, a podrapać się nie było jak. Szedł teraz w stronę łopatki, przez linię kręgosłupa i nagle w dół, ku dolnej części pleców, rzycią przez niektórych zwaną.
To mniej więcej wtedy Evening poczuła powiew świeżego wiatru przed sobą i jakby nieco jaśniejszą przestrzeń. Możliwe, że pokonała w takiej niewygodnej pozycji już nawet z 200 metrów.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej